Dziwny wypadek subaru

Pamiętacie anegdotę o tym, jak pewnej blondynce zepsuł się samochód i druga białogłowa niewiasta wzięła ją ha hol?

Niewtajemniczonym przypominamy, że historia skończyła się u blacharza. W pewnym momencie holowane auto z impetem wjechało w tył pierwszego pojazdu. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Po podpięciu linki holowniczej obie panie wsiadły bowiem do tego samego auta...

Chociaż scenariusz wydaje się absurdalny, trzeba przyznać, że holowanie nie należy ani do łatwych ani do przyjemnych. Jadąc "na smyczy" trzeba się nieźle natrudzić, by nie staranować auta z przodu, wiadomo przecież, że przy wyłączonym silniku nie działa wspomaganie hamulców i kierownicy. Ta ostatnia potrafi przysporzyć kierowcy wielu problemów. Zwłaszcza, gdy zapomnimy przekręcić kluczyka w stacyjce...

Reklama

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony