Elektryki nie wjadą do miast? Tego nikt się nie spodziewał!

Takiego obrotu sprawy nikt się chyba nie spodziewał. Nowy raport Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) wskazuje na nietypowy problem z samochodami elektrycznymi. Niemieckie media wieszczą nawet możliwość...ustanowienia zakazu wjazdu tego typu aut do centrów miast!

Zdjęcie

Samochody elektryczne "zjadają" opony w ekspresowym tempie! /INTERIA.PL
Samochody elektryczne "zjadają" opony w ekspresowym tempie!
/INTERIA.PL

Nie jest tajemnicą, że napędem elektrycznej rewolucji w motoryzacji są ekolodzy, których lobby ma ogromny wpływ na członków Komisji Europejskiej. Wyśrubowane do granic absurdu normy emisji spalin i drakońskie kary nakładane na producentów za ich przekroczenie nie pozostawiają złudzeń - dni samochodów z silnikami o spalaniu wewnętrznym, przynajmniej w Unii Europejskiej - są już policzone. Okazuje się jednak, że technologia, która miała być odpowiedzią na roszczeniową postawę aktywistów, rodzi wiele problemów. Co ciekawe - nie chodzi nawet o środowiskowe następstwa utylizacji zużytych akumulatorów ani całkowity ślad węglowy. Nowym problemem okazuje się być fakt, że samochody posiadają... koła.

Niemiecki "Forbes" przywołuje ciekawy raport OECD poruszający kwestię emisji zanieczyszczeń. Wynika z niego m.in., że auta bateryjne mogą stać się wkrótce jednym z głównym powodów zanieczyszczania niemieckich miast cząstkami stałymi! W powszechnej opinii za emisję cząstek stałych (np. sadzy) odpowiadają głównie samochody z silnikami Diesla. W rzeczywistości nieporównywalnie większy problem stanowią piece na paliwo stałe. Co więcej - szczelny system kontroli technicznej sprawia, że problem emisji cząstek stałych przez auta z silnikami Diesla w Niemczech praktycznie nie istnieje. Stare konstrukcje nie mają wstępu do centrów miast, a w nowszych emisja stoi na skrajnie niskim poziomie.

Reklama

Eksperci OECD zwrócili uwagę, że w kontekście motoryzacji cząstki, które pochodzą bezpośrednio z procesu spalania paliwa, stanowią dziś zaledwie ułamek tych emitowanych przez pojazdy. Wyłapywane są bowiem przez filtry, które obecnie stosowane są już nawet w autach z silnikami benzynowymi. W efekcie rośnie znaczenie cząstek stałych emitowanych w inny sposób, jak np. przez zużywające się okładziny hamulcowe, opony czy... samą nawierzchnię jezdni.

Tutaj - teoretycznie - auta elektryczne powinny mieć przewagę nad spalinowymi. Systemy rekuperacji energii sprawiają bowiem, że układ hamulcowy pracuje ze zdecydowanie mniejszą częstotliwością niż w klasycznym aucie. Ale to tylko jedna strona medalu. Drugą jest fakt, że elektryki - głównie z uwagi na dużo większą masę i moment obrotowy - w ekspresowym tempie rozprawiają się z oponami! Potwierdzają to nie tylko spostrzeżenia użytkowników, ale też badania samych producentów ogumienia (np. firmy Michelin).

Niemieccy eksperci zwracają uwagę, że do tej pory kwestia emisji cząstek stałych spoza wydechów pojazdów nie była brana pod uwagę. Przyglądając się tempu elektrycznej ofensywy europejskich producentów, wkrótce może się to jednak zmienić. Wówczas, jak wieszczy "Forbes", widmo nowych zakazów dotyczących wjazdu do centrów miast również dla samochodów elektrycznych może się okazać całkiem realne...
PR

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony