Europejski Dzień Kontroli Prędkości - święto nie dla Polaków?

Dziś Europejski Dzień Kontroli Prędkości. Jak co roku jest on świętowany właśnie 16 kwietnia. Chociaż słowo "świętowany" wydaje się tu jakby niestosowne, bowiem owa celebracja oznacza przede wszystkim intensywną pracę służb czuwających nad bezpieczeństwem na drogach i w konsekwencji lawinę mandatów oraz innych kar, niejednokrotnie znacznie dotkliwszych niż finansowe. W sumie nic przyjemnego, jak na święto...

Zdjęcie

/Getty Images /
/Getty Images /
Tak rosyjska drogówka mierzy prędkość

Jak stanąć, żeby zmierzyć prędkość, ale nie dać się zauważyć kierowcy? Oto sposób pewnego pomysłowego policjanta. czytaj więcej

Do roboty zostały zaprzęgnięte wszelkie dostępne i sprawne technicznie fotoradary. Będą działać nieprzerwanie przez 24 godziny, od 6 rano w środę do 6 rano w czwartek. W teren wyjechały również liczne patrole policji, wyposażone w wideorejestratory i ręczne "suszarki". W akcji uczestniczy większość państw członkowskich Unii Europejskiej, ale... nie należy do nich Polska. Co rzecz jasna nie zwalnia od odpowiedzialności naszych kierowców, jeżdżących za granicą. Wzmożoną czujność powinni zachować mieszkańcy obszarów przygranicznych, którzy we wspomnianych godzinach będą podróżować samochodami po Niemczech, Litwie oraz Słowacji. Warto przypomnieć sobie limity prędkości, jakie obowiązują na tamtejszych drogach. To samo zresztą dotyczy wszystkich zmotoryzowanych rodaków za granicą. Bądźcie ostrożni i oby nie zgubiła was rutyna!

Właściwie nie wiadomo, dlaczego Polska nie przyłączyła się do unijnej inicjatywy i nie obchodzi Europejskiego Dnia Kontroli Prędkości. Zwłaszcza, gdy spojrzeć na ogólny stan bezpieczeństwa na naszych drogach i fatalne statystyki wypadków. Przeoczenie? Lenistwo urzędników? Chęć podkreślenia suwerenności? "Wstaliśmy z kolan i nikt nie będzie nam dyktować, kogo i kiedy mamy kontrolować"... Tak czy inaczej warto jak najszybciej naprawić ten błąd. Nie, nie dlatego, by dać jeszcze jeden pretekst do gnębienia kierowców. I bez tego polska policja ma pełne ręce roboty, co i raz organizując różnego rodzaju akcje specjalne. W nadwiślańskim, rodzimym wydaniu Europejski Dzień Kontroli Prędkości mógłby przybrać zupełnie inny, prospołeczny charakter.

Reklama

Młodzież z pewnością chętnie skorzystałaby z zaproszenia do bliższego przyjrzenia się najnowszym, superszybkim radiowozom drogówki, zanim wszystkie nie zostaną rozbite. Co bardziej dociekliwi i technicznie zaawansowani kierowcy wzięliby udział w panelach dyskusyjnych na temat funkcjonowania ręcznych mierników "Iskra" oraz prawidłowości pomiaru prędkości za pomocą wideorejestratorów. Wielką atrakcją byłaby możliwość spróbowania swoich sił w namierzaniu pojazdów nowoczesnymi urządzeniami laserowymi. Fotoradary Inspekcji Transportu Drogowego zostałyby odświętnie przystrojone biało-czerwonymi chorągiewkami. Byłaby okazja do wręczenia nagród i odznaczeń szczególnie zasłużonym funkcjonariuszom drogówki. Pracownicy straży miejskich i gminnych przy herbacie i pieczonych kiełbaskach wspominaliby stare, dobre czasy, gdy również oni mogli ścigać piratów drogowych. Tu i ówdzie zostałyby otwarte wystawy używanego do tego celu sprzętu, ze szczególnym uwzględnieniem sposobów jego maskowania przy drogach. W siedzibie GITD uroczyście rozstrzygnięto by konkurs na Miss i Mistera Obiektywu Fotoradaru.

Pomysłów nie brakuje. Podsuwamy jeszcze jeden. Oto Polska mogłaby wystąpić z własną inicjatywą i zaproponować ustanowienie Europejskiego Dnia Rutynowej Kontroli Drogowej oraz Tygodnia Masowej Kontroli Trzeźwości Kierowców. A co, niech brukselscy eurobiurokraci nie myślą, że wypadliśmy sroce spod ogona...

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony