Jest afera. Fotoradary na autostradach. Toż to skandal!

Wielkie poruszenie wywołała informacja o ustawieniu fotoradaru na węźle Sośnica, łączącym autostrady A1 i A4. A także zapowiedź, że takie urządzenia pojawią się wkrótce w wielu innych miejscach przy drogach szybkiego ruchu.

Zdjęcie

Zdjęcie ilustracyjne /Fot. Wojciech Strozyk /Reporter
Zdjęcie ilustracyjne
/Fot. Wojciech Strozyk /Reporter

Można było oczekiwać, że internauci zgodnie z tradycją zareagują na tego rodzaju wiadomość z oburzeniem. A tu zaskoczenie. Owszem, nie zabrakło rytualnych połajanek pod adresem rządu, narzekań na pazerność państwa i niedolę kierowców. Pojawiły się także buńczuczne przechwałki ("Yanosik, zwalniam na minutkę i rura 170"). Jednak zadziwiająco wiele komentarzy jednoznacznie popiera wspomnianą decyzję.  

"EaDo": "Tylko można się z tego cieszyć. Zawsze to jakiś bat na piratów drogowych..."

Reklama

"Boddoxx": "Fotoradarów jest co najmniej 10 razy za mało na naszych drogach."

"Ech": "Bardzo dobra wiadomość dla normalnych kierowców. A patologia będzie zawsze miała problemy. (...) Polak jak nie czuje bata, to będzie kombinował, gonić to to bez litości."

"kierowca": "Brawo, brawo. Jeszcze tylko mandaty x3 i mniej będzie ofiar na drogach. Polacy to dzikusy drogowe, którym bliżej do wschodu, niż do zachodu. Tylko wysokie kary potrafią ucywilizować tę hordę. (...)"

To tylko kilka z licznych, utrzymanych w podobnym tonie wpisów. Są też dalej idące postulaty...

"Porsche": "Przy tak dużej liczbie wypadków w Polsce prędkości dozwolone powinny być dużo niższe. I restrykcyjne kontrole wszelkimi metodami! Inaczej nigdy nie będzie bezpieczniej. 120 km/h autostrada, 100 km/h ekspresowa, 80 km/h krajową. To max dla Polaków na tę chwilę!"

Niektórzy powołują się na przykłady płynące z zagranicy.

"Borsuk": "Niemcy: autostrada A20, mobilny fotoradar, nie oznakowany, ograniczenie do 110. Zero litości, bo przy 115 robi pstryk pstryk. Szwajcaria: przekroczenie prędkości o 1 km/godz., bezlitosne pstryk pstryk. Mandat."

"BK": "I bardzo dobrze, czas zmienić mentalność, w Polsce frajerem jest ten kto jeździ zgodnie z przepisami, a w Europie odwrotnie, wręcz jest to powód do wstydu."

Przy okazji międzynarodowych dziennikarskich prezentacji nowych modeli samochodów sporo jeździmy po drogach południowej i zachodniej Europy. Bardzo rzadko spotykamy tam policyjne patrole, czyhające z "suszarkami" na poboczach dróg. Normą są natomiast fotoradary, radary mobilne, ukryte w krzakach, niewidoczne i niepoprzedzone jakimikolwiek znakami ostrzegającymi przed ich obecnością oraz kamery, służące do odcinkowych pomiarów prędkości.

Takich urządzeń nie brakuje także na autostradach. U nas ich nie ma, więc panuje istna wolnoamerykanka. Hulaj dusza, piekła nie ma. W sieci nie brakuje nagrań, dokumentujących szalone wyczyny nieśmiertelnych "mistrzów kierownicy", pędzących pasami awaryjnymi, uprawiających slalom między innymi pojazdami, oczywiście bez silenia się na sygnalizowanie manewrów  kierunkowskazami, lekceważących wszelkie przepisy ruchu drogowego i zasady zdrowego rozsądku. Powszechnym zwyczajem jest jazda na zderzaku. Przepisy obowiązujące w Niemczech i niektórych innych krajach jasno określają bezpieczny dystans od poprzedzającego pojazdu jako wyrażoną w metrach połowę prędkości z jaką się poruszamy. Przy 140 kilometrach na godzinę wynosi on zatem 70 m. Siedemdziesiąt metrów. Ejże, przecież to ogromna luka, w którą zaraz ktoś się wciśnie! W ten sposób rozumują tysiące kierowców. Zupełnie bezkarnie. Dopiero niedawno zapowiedziano nowelizację prawa drogowego i sprecyzowanie pojęcia "bezpiecznej odległości". Inna sprawa, czy ów nowy przepis będzie przestrzegany i egzekwowany.

Proponujemy wam eksperyment. Jeżeli wasze samochody są wyposażone w tempomaty, to jadąc dowolną polską autostradą lub drogą ekspresową ustawcie je (jeżeli warunki na to pozwolą) na maksymalną dozwoloną na danym odcinku prędkość. Idziemy o zakład, że będziecie nieustannie wyprzedzani, a sami zdołacie wyprzedzić co najwyżej jakąś ciężarówkę. O ile rzecz jasna uda się wam zjechać na lewy pas. Wiemy, to trudne i bolesne doświadczenie, ale niezbędne, aby uświadomić sobie, co się dzieje na drogach zbyt dosłownie rozumianego szybkiego ruchu. Dlatego sięgnięcie po niepopularne, restrykcyjne rozwiązania temperujące zachowania kierowców na takich drogach było kwestią czasu.

Na koniec zauważmy, że mówienie o pierwszym fotoradarze na polskiej autostradzie jest przedwczesne. Jak bowiem wyjaśnia internauta "Mody", ten o którym tak głośno ostatnio w mediach, został ustawiony "(...) na zjeździe z A1, gdzie obowiązuje ograniczenie do 50 km/godz., a każdy miał to gdzieś i prawie codziennie ktoś lądował na barierkach. Teraz przynajmniej jak się tam jedzie, to jest kultura jazdy."

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony