Jeździć tak długo, dopóki się nie zabijemy

Prawo o ruchu drogowym to opasła księga pełna setek artykułów, paragrafów, punktów i podpunktów, których tajniki i zawiłości pilnie studiują uczestnicy kursów na prawo jazdy.

Zdjęcie

  Można bezkarnie łamać przepisy ruchu drogowego?
  Można bezkarnie łamać przepisy ruchu drogowego?
Czy nikt ze starszych kolegów nie powiedział im, że bardzo wiele z owych srogich przepisów ma dla licznych kierowców charakter zbioru luźnych, niezobowiązujących zaleceń?

Owszem, jest z tym trochę tak, jak w znanym pytaniu, czy można jeździć bez biletu tramwajami? Oczywiście można, dopóki gapowicz nie wpadnie w ręce kontrolerów. Czy można zatem bezkarnie łamać przepisy ruchu drogowego? Można. Tak długo, dopóki się nie zabijemy, nie wyrządzimy krzywdy bliźnim lub nie zostaniemy przyłapani na wykroczeniu przez policję, straż miejską, graniczną, leśną i wszelkie inne służby uprawnione do karania kierowców.

Reklama

Spójrzmy na przykład na alternatywną interpretację znaków drogowych, zwłaszcza tych, czegoś nam, zmotoryzowanym, zakazujących...

B-1, czyli zakaz ruchu. Czytaj: "Jakoś przejadę ten kawałek; może nikt mnie zauważy; nie będę przecież jak głupi nadkładał drogi, albo zostawiał auto i zasuwał na piechotę".

B-2 (zakaz wjazdu), B-21, B-22 (zakazy skrętu) - patrz B-1

B-20, czyli STOP. Czytaj: "w tym miejscu powinienem trochę zwolnić i sprawdzić, czy w kogoś się nie wpakuję, lub ktoś nie wpakuje się we mnie".

Zdjęcie

  Myk, myk, no i zawróciłem... /poboczem.pl
  Myk, myk, no i zawróciłem...
/poboczem.pl
B-23, czyli zakaz zawracania. Czytaj: "No nie... A niby gdzie mam zawrócić? Myk, myk, no i zawróciłem... Stało się coś?".

B-25, czyli zakaz wyprzedzania. Czytaj: "Co za idiota ustawił ten znak w tym miejscu? Że zakręt? No i co z tego? Śmignę raz dwa i po sprawie..."

B-29, czyli zakaz używania sygnałów dźwiękowych. Czytaj: "Z reguły klaksonu prawie nigdy nie używam, ale przecież gdy jakaś baba albo bereciarz guzdrze się na zielonym, to przecież muszę zatrąbić, no nie?"

B-31, czyli pierwszeństwo dla nadjeżdżających z przeciwka. Czytaj: "Oj tam, oj tam... Zobaczymy, kto będzie szybszy..."

Zdjęcie

  Uwaga, mogą gdzieś tu stać z radarem /poboczem.pl
  Uwaga, mogą gdzieś tu stać z radarem
/poboczem.pl
B-33, czyli ograniczenie prędkości. Czytaj: "Znak ostrzegawczy: uwaga, mogą gdzieś tu stać z radarem".

B-36, czyli zakaz zatrzymywania się. Czytaj: "Przecież ja tylko na chwilę... Zresztą włączyłem awaryjne, więc nikt nie może mi zarzucić, że nie zadbałem o bezpieczeństwo".

Są przepisy tak powszechnie lekceważone, że można je uznać za martwe. Na przykład obowiązek zatrzymania się przed skrętem "na zielonej strzałce", dla upewnienia się, czy manewr ten jest bezpieczny. Tak nakazuje prawo, życie pokazuje, że zielona strzałka jest traktowana tak samo, jak zielone światło na sygnalizatorze.

Nie zaznaczono żadnej odpowiedzi !

Czy przestrzegasz przepisów ruchu drogowego?

  • 16%
  • 51%
  • 12%
  • 8%
  • 13%
głosów: 4260

Zdjęcie

  Żółte  na wielu kierowców działa jednak jak ostroga /poboczem.pl
  Żółte na wielu kierowców działa jednak jak ostroga
/poboczem.pl
A propos sygnalizatorów... Żółte światło nakazuje zwolnienie i zatrzymanie się, zanim zaświeci się czerwone. Na wielu kierowców działa jednak jak ostroga. Nawet jeśli jechali spokojnie, to widząc zapalające się żółte światło wciskają pedał gazu, by zdążyć przemknąć przez skrzyżowanie. Niekiedy dzieje się to już przy świetle czerwonym. W ich rozumieniu - tzw. jasnoczerwonym lub wczesnoczerwonym.

A pokażcie kierowcę, który skrupulatnie przestrzega ograniczeń prędkości w terenie zabudowanym. Odważnym proponujemy eksperyment: niech choćby przez jeden dzień spróbują nie przekraczać 50 km/godz. (oczywiście tam, gdzie ruchu nie spowalniają korki). Poganiani klaksonami, wyzywani od frajerów, obrażani wulgarnymi gestami, wyprzedzani przez najbardziej zdezelowane dostawczaki wpadną w nerwicę i doznają gwałtownego spadku samooceny.

Zdjęcie

  Oj tam, oj tam... Zobaczymy, kto będzie szybszy... /poboczem.pl
  Oj tam, oj tam... Zobaczymy, kto będzie szybszy...
/poboczem.pl
Masochiści i najwięksi twardziele mogą przystąpić do drugiego etapu eksperymentu: próby nie przekraczania prędkości 90 km/godz. na standardowej drodze pozamiejskiej; zgodnie z przepisami - maksymalnej w takich miejscach. Jeżeli uda im się kogoś dogonić, to możliwości są dwie - kierowca jadącego przed nimi pojazdu właśnie zajada kanapkę, popijając herbatą z termosu trzymanego między nogami lub prowadzi ożywioną rozmowę przez telefon komórkowy. Zakaz używania komórek podczas prowadzenia samochodu jest bowiem kolejnym, powszechnie lekceważonym przepisem. A niechęć właścicieli nawet luksusowych aut do wyposażenia ich w instalacje głośnomówiące wręcz zaskakująca...

Jak wiadomo, strajk włoski polega na skrupulatnym przestrzeganiu wszelkich przepisów i procedur. Trudno wówczas o większe zamieszanie, a często wręcz paraliż strajkujących "po włosku" instytucji czy urzędów. Szkoda, że takiego strajku nie da się przeprowadzić na drogach. Przekonalibyśmy się wówczas, czy, po pierwsze, jazda w stu procentach zgodna z przepisami rzeczywiście radykalnie zmniejszyłaby liczbę wypadków, a po drugie, czy przyczyniłoby się to do usprawnienia ruchu.

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Autor:

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony