Kabaret na S7. Oficjele otwierają drogę

Wyobraźcie sobie taki obrazek. 16 państwowych urzędników w blasku fleszy uczestniczy w oddaniu kawałka asfaltowej drogi "ekspresowej". Media transmitują przemówienie prezydenta, a po przecięciu wstęgi ferajna oficjeli wesoło macha do pędzących obok - grubo ponad setką - aut. Ameryka u zarania rewolucji przemysłowej? Podnosząca się z gruzów II wojny światowej Francja? A może któreś z państw afrykańskich na początku lat dziewięćdziesiątych?

Zdjęcie

Minister Adamczyk pozdrawia kierowców. Sprzed barierki, z obszaru wyłączonego z ruchu /
Minister Adamczyk pozdrawia kierowców. Sprzed barierki, z obszaru wyłączonego z ruchu
/

Otóż, nie. To Polska -  kraj w środku Europy - w trzeciej dekadzie XXI wieku. Takie sceny rozegrały się 4 października nieopodal Krakowa, gdy prezydent Andrzej Duda oddawał do ruchu 13-kilometrowy fragmentu drogi ekspresowej S7. Drogi, która łączyć ma stolicę Małopolski z województwem świętokrzyskim, a - w szerszej perspektywie - z Warszawą i wybrzeżem. Doprawdy trudno o lepszy obrazek ukazujący stan infrastruktury drogowej i podejście do bezpieczeństwa ruchu drogowego w Polsce.

Wyobraźmy sobie teraz, że przyglądamy się tym obrazkom z perspektywy widza BBC, CNN czy FT1. Wnioski? Jeśli na otwarciu 13-kilometrowego odcinka obecni są sam prezydent i minister infrastruktury, możliwość przejechania się po drodze ekspresowej musi być dla Polaków nie lada wydarzeniem. Sytuację ratują nieco ostatnie obrazki, gdy "wesoła ferajna" radośnie macha z pobocza do pędzących jezdnią pojazdów. Biorąc pod uwagę całość przekazu, na drodze można by się spodziewać woźnicy lub młodego chłopca pędzącego kozy.

Reklama

Zamiast tego mamy jednak nowoczesne samochody osobowe. Jednak Europa! No dobrze. Jeśli już - to mocno "wschodnia", bo pierwszym z przejeżdżających pojazdów jest przecież radiowóz, którego załoga ignoruje grupę - blokujących pas zjazdowy i obszar wyłączony z ruchu - osób. Osób, które aktywnie "zaczepiają" kierowców żywo w ich stronę gestykulując. W cywilizowanym państwie usunięto by ich z drogi siłą i - za stworzenie bezpośredniego zagrożenia w ruchu - ukarano mandatami. Tutaj na załodze radiowozu nie robi to najmniejszego wyrażenia.

Korupcja czy raczej nepotyzm? W tym przypadku - raczej to drugie. Wśród machających do kierowców z pobocza jest przecież sam minister infrastruktury. Człowiek odpowiedzialny za bezpieczeństwo ruchu drogowego, który wymachuje właśnie do kierowców z pobocza, i którego ludzie - filmując wszystko telefonami - stoją na środku pasa zjazdowego.

Uściślijmy - mówiąc minister mam na myśli tego samego człowieka, którego resort szykuje właśnie gigantyczna podwyżkę mandatów, bo przecież Polacy zupełnie nie potrafią zachować się na drodze. Zwłaszcza ekspresowej!

PAWEŁ RYGAS

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony