Kaucja na olej to kolejny bezsensowny pomysł rządu?

Po dłuższym pobycie za granicą, i odcięciu od wiadomości z ojczyzny, wróciłem wreszcie do kraju, i z ciekawością zajrzałem do motoryzacyjnych serwisów internetowych. I co w nich znalazłem?

Zdjęcie

/
/
Bomba Morawieckiego, czy zwykły niewypał?

Pierwszeństwo dla pieszych już przed przeznaczonymi dla nich przejściami, ujednolicenie dopuszczalnej prędkości w obszarach zabudowanych do 50 km/h, odbieranie prawa jazdy za przekroczenie prędkości o ponad 50 km/h na wszystkich drogach w kraju. Takie zmiany w prawie zapowiedział podczas imprezy... czytaj więcej

"Rozbili się bmw o drzewo, rozeszli się do domów, a pojazd zezłomowali"... "Po wypadku uciekli. We wraku zostawili ranną koleżankę"... "Kierowca bmw zepchnął z drogi renault. Był pijany"... "Kierowca kontra pieszy. To była regularna walka"... "Podpalił samochód swojej partnerki"... "Wyprzedził radiowóz i popędził 200 km/h"... "Czołowe zderzenie. Tłumaczyła, że zawsze jeździ środkiem"... "Najpierw napluł mu w twarz, a potem znokautował"... Aha, to nie u nas, lecz w Czechach... W sumie nic ciekawego. Życie toczyło się i toczy normalnymi torami, czy raczej drogami. Znalazłem jednak informację, która mnie naprawdę zainteresowała...

Oto rząd planuje wprowadzenie kaucji, którą musieliby płacić nabywcy oleju silnikowego. Maksymalnie 10 zł za litr, choć, jak stwierdziła wicepremier Jadwiga Emilewicz, byłaby to kwota raczej "bliższa 5 zł". O co chodzi? Zdaniem wypowiadających się w sieci internautów jak zwykle o pieniądze, których wciąż łaknie budżet państwa. Oficjalnie wspomniany zamysł motywowany jest jednak troską  o środowisko naturalne. Konkretnie o powietrze, ponoć potwornie zanieczyszczane przez spalanie w domowych paleniskach zawartości misek olejowych aut.

Reklama

Przewijające się w relacjach medialnych określenia: "właściciele samochodów", "kierowcy" itp. sugerują, że kaucja zostanie wprowadzona z myślą nie o wyspecjalizowanych serwisach samochodowych, lecz o zwykłych zmotoryzowanych obywatelach. No to mam pierwsze pytanie: kto z was, zamiast korzystać z usług warsztatu, samodzielnie wymienia olej w swoim samochodzie, a to, co ścieknie w garażu do wiadra, wlewa do domowego pieca? Śmiało, możecie się przyznać, bo przecież nikomu nie doniosę. No właśnie, lasu rąk nie widać. Nic dziwnego, tym bardziej, że ogrzewanie olejowe nie jest w Polsce szczególnie popularne. A jakoś nie potrafię sobie wyobrazić zasilania czarną, ropopochodną cieczą pieców węglowych. Zresztą miłośnicy "paliw alternatywnych" mają spory wybór: gumiaki, plastikowe butelki, torby foliowe, stare meble itp. Olej musi stanowić dla nich mało atrakcyjny margines.

Rząd nie wierzy własnej propagandzie? Opublikował dziwną prognozę

Dożyliśmy czasów, gdy deklaracje polskich władz po raz kolejny kwitować można cytatami z kultowego już Radia Erewań. Dowód? W swoje absurdalne, propagandowe obietnice nie wierzą nawet członkowie rządu. czytaj więcej

Oczywiście trudno wykluczyć, że ktoś zużyty olej - z samochodu, spalinowej kosiarki do trawy, maszyny rolniczej - mimo wszystko w domu spala. Jaka jest jednak skala tego zjawiska? I czy faktycznie kaucja zlikwiduje ten proceder? Załóżmy, że taki delikwent kupuje czterolitrowy pojemnik z olejem. Zamiast, jak teraz, zapłacić, powiedzmy 100 zł, płaci 120. Dwie dychy może odzyskać, jeśli "przekaże zużyty smar do organizacji zajmującej się jego recyklingiem". Czy naprawdę komukolwiek będzie się chciało dla 20 złotych zawracać sobie głowę poszukiwaniem odbiorcy oleju? Zwłaszcza, że zazwyczaj zajmują się oni hurtem, nie detalem. "Minimalna, jednorazowa partia, zgłaszanego przez wytwarzającego odpadu do odbioru powinna wynosić co najmniej 250 kg" - czytamy na stronie internetowej jednej z takich firm. Mało tego, "wytwarzający powinien przygotować dokumentację wymaganą przy transporcie odpadów: Karta Przekazania Odpadów, dokument przewozowy materiałów niebezpiecznych."

Na to rządowi pomysłodawcy też mają sposób. Chcą mianowicie do odbioru zużytego oleju zobowiązać punkty, w których olej silnikowy kupujemy. Czyli, jak rozumiem, również hipermarkety czy małe sklepy motoryzacyjne. Akurat. Jednym z nierozwiązywalnych problemów socjalizmu była organizacja skupu butelek. Pani wicepremier Emilewicz, rocznik 1974, może tych czasów nie pamiętać. Dlatego warto ją przestrzec: proszę nie iść tą drogą, bo stworzenie sprawnie funkcjonującej powszechnej sieci odbioru zużytego oleju i zwrotu kaucji będzie jeszcze trudniejsze. O ile nie niemożliwe.

CLACKSON

Autorem tekstu jest czytelnik o pseudonimie CLACKSON. Jeżeli chcesz przeczytać więcej jego tekstów, kliknij w poniższy avatar.

Także i ty możesz podzielić się tutaj swoimi przemyśleniami. Szczegóły TUTAJ.

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl
Autor:

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony