​Ktoś tu buja... bo samochody (też) przyczyniają się zapylenia powietrza

Kilka dni mrozów ostatecznie udowodniło, że to nie samochody są źródłem dręczącego nas smogu. Oto bowiem gdy temperatura spadła znacznie poniżej zera, polskie miasta stały się najczarniejszą plamą na mapach, obrazujących rozkład zanieczyszczeń powietrza w Europie, mimo że ruch na drogach wyraźnie wtedy zmalał.

Zdjęcie

/INTERIA.PL
/INTERIA.PL

Szerzący powyższe opinie zwolennicy niczym nieskrępowanego rozwoju indywidualnej motoryzacji triumfują, tymczasem, nie wdając się w "ideologiczne" spory między nimi, a ich równie nieprzejednanymi przeciwnikami, z przykrością trzeba powiedzieć, że rzeczywistość wygląda inaczej...

Na początek wypada zauważyć, że salwa z dział wytoczonych w obronie pojazdów spalinowych została oddana w niewłaściwym kierunku. Nikt rozsądny nie twierdzi bowiem, że o tym, czym oddychamy zimą, decydują akurat samochody.

Określenie "smog" pochodzi od zbitki dwóch angielskich słów: fog (mgła) oraz smoke (dym). Na powstawanie mgieł mają wpływ klimat i geografia.

Reklama

W najgorszej sytuacji są miasta takie jak Kraków, położony nad rzeką, w kotlinie, słabo przewietrzany. Głównym źródłem drugiego składnika smogu, czyli dymu, jest spalanie węgla, wciąż  będącego podstawą polskiej energetyki i ciepłownictwa. Naukowcy są zgodni, że największym złem jest tu tzw. niska emisja, czyli to, co wylatuje z setek tysięcy kominów domowych pieców, w których spala się najczęściej marnej jakości, najtańszy opał, a niekiedy różnego wręcz rodzaju odpady i zwykłe śmieci.

Zasadniczym wskaźnikiem poziomu smogu jest zawartość pyłu wiszącego w powietrzu; zanieczyszczeń w sezonie grzewczym pochodzących, jako się rzekło, przede wszystkim z domowych kominów i lokalnych, węglowych kotłowni.

A co z samochodami? Oczywiście one też przyczyniają się do zapylenia powietrza. Drobinami ze ścierających się okładzin hamulców, ale najbardziej unosząc pył z nawierzchni jezdni oraz wyrzucając jego cząstki w spalinach z rur wydechowych silników, zwłaszcza wysokoprężnych (zauważmy, że z oboma wspomnianymi problemami można sobie poradzić: zmywając ulice, usuwając z nich piasek i błoto oraz eliminując z ruchu najstarsze, najbardziej zaniedbane diesle). Ich udział w ogólnym smogowym bilansie jest zimą być może marginalny, co nie znaczy, że niezauważalny.

Zdjęcie

/Tomasz Jodłowski /Reporter
/Tomasz Jodłowski /Reporter

Nie przypadkiem w Krakowie najgorszą jakość powietrza regularnie sygnalizują mierniki Państwowej Inspekcji Ochrony Środowiska, znajdujące się na Al. Krasińskiego, jednej z głównych arterii komunikacyjnych miasta. Na przykład 18 stycznia, w mroźny poniedziałek, zmierzone tam stężenie pyłu (PM10) zawieszonego w powietrzu wynosiło 84 mikrogramy na metr sześcienny, podczas gdy na stacji pomiarowej na peryferyjnym os. Swoszowice - 48 (przy dobowej wartości dopuszczalnej 50 ug/m. sześć.).

Powtórzmy: za smog, a więc także polskie czarne plamy na zielonych mapach Europy, nie odpowiadają samochody, a przynajmniej nie one  są tu głównymi winowajcami. Samochody, czy szerzej: transport drogowy, wykorzystujący pojazdy z napędem spalinowym, oskarża się przede wszystkim o przyczynianie się do szkodliwych zmian klimatycznych na Ziemi, czyli tzw. efektu cieplarnianego. A to ma związek nie z pyłem, czyli klasycznym, miejskim, zimowym smogiem, lecz z emisją gazów cieplarnianych, dwutlenku węgla i tlenków azotu. Filtry cząstek stałych DPF? Owszem, też zostały wprowadzone, ale wysiłki inżynierów w koncernach motoryzacyjnych i stymulujących ich działania prawodawców koncentrują się właśnie na ograniczaniu wymienionych wyżej czynników.

I przynoszą sukcesy. Według EPA, amerykańskiej rządowej agencji ochrony środowiska, współczesne modele aut osobowych i ciężarowych w USA są, pod względem emisji głównych rodzajów zanieczyszczeń powietrza (tlenek i dwutlenek węgla, tlenki azotu, węglowodory, pył), aż o 99 proc. czystsze od pojazdów sprzed pół wieku. Czystsze są też paliwa, z których m.in. udało się wyeliminować ołów. Jak szacuje EPA, Każdy dolar wydany na unowocześnianie samochodów, zaowocował 9 dolarami korzyści w ochronie zdrowia, środowiska, we wzroście produktywności i oszczędnościach konsumentów.

Autorem tekstu jest czytelnik o pseudonimie CLACKSON. Jeżeli chcesz przeczytać więcej jego tekstów, kliknij w poniższy avatar.

Także i ty możesz podzielić się tutaj swoimi przemyśleniami.  Szczegóły TUTAJ.   


Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl
Autor:

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony