Maluch. Nijaki, ale bez przebiegu. Za absurdalną kasę

Pamiętacie kawały o tym, że aby podwoić wartość Malucha trzeba zatankować go do pełna? Słusznie wyszydzane przez wielu użytkowników auto urosło dziś do miana "sympatycznego" reliktu minionej epoki. Jednak ceny niektórych egzemplarzy przyprawiają o ból głowy.

Zdjęcie

Gdzie jest granica absurdu? /
Gdzie jest granica absurdu?
/
Można pożyczyć Poloneza na minuty. I dobrze, że tylko na minuty

Niewiele jest informacji, które są w stanie wywołać uśmiech na twarzach polskich kierowców. Do tej kategorii należy "news" o Polonezie, którego, za pomocą specjalnej aplikacji, wypożyczyć można na minuty w Warszawie. czytaj więcej

Racja. Malucha można nazywać "sympatycznym" lub "uroczym", ale słowa te rzadko przechodzą przez usta jego wieloletnim właścicielom. Ci doskonale pamiętają ciągłą walkę z elektronicznym zapłonem, "zabierakami" czy zwrotnicami. Rzeczywisty stosunek większości "codziennych" użytkowników Fiata 126p do tego pojazdu doskonale oddaje rodzajowa scenka z kultowego "Nic śmiesznego" (patrz niżej). 

Nie zmienia to jednak faktu, że autu należy się szacunek chociażby za to, że... było. Gdyby nie jego masowa produkcja w Tychach i Bielsku-Białej, w latach siedemdziesiątych czy osiemdziesiątych, wielu rodaków w ogóle nie zaznałoby uczucia posiadania własnych czterech kółek.

Reklama

Podgrzewany dziś sentyment sprawia, że ceny Maluchów w krótkim czasie wystrzeliły w "kosmos". Za egzemplarz prezentujący techniczny obraz nędzy i rozpaczy (nie, nie chodzi tu o stan fabryczny!) zapłacić dziś trzeba 2-3 tys. zł. Samochód dający nadzieję na odroczenie remontu blacharskiego to już wydatek 5 lub nawet 10 tys. zł.

Klasyki przez małe K. Czyli jak zmarnować 5 i 10 tys. zł...

Motoryzacja kołem się toczy, na naszych ulicach trwa więc nieustający kołowrotek marek, modeli i generacji. Z osiedlowych parkingów znikają auta, które przez wiele lat kreśliły krajobraz polskich dróg. czytaj więcej

Czasami zdarzają się też prawdziwe perełki jak chociażby słynny już "Maluch z dużego pokoju" (który trafił niedawno w ręce nowego właściciela) czy... wystawiony właśnie na aukcję fabrycznie nowy egzemplarz z 1992 roku.

Sprzedający deklaruje, że od opuszczenia bramy fabryki w Bielsku-Białej samochód pokonał zaledwie 22 km. Fabryczny stan prezentowanego egzemplarza potwierdzać mają żółte tablice rejestracyjne i opinia rzeczoznawcy.

Samochód wydaje się całkiem interesujący, problem stanowić może jedynie cena. Właściciel żąda za niego kwoty 144 900 zł. To równowartość trzech fabrycznie nowych Fiatów 500 w podstawowej odmianie Pop. Ktoś chętny?

"Nic śmiesznego" - maluch

PR

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony