Minister na przejściu: Na czerwonym, z komórką przy uchu. Zgadnij, czy był mandat?

Czwartek, 11 marca (10:27)

To już pewne. Od 1 czerwca pieszy zyskiwać będzie pierwszeństwo przed pojazdem w momencie - trudnego do zinterpretowania - "wchodzenia na przejście". To, zdaniem ustawodawcy, zapewni większe bezpieczeństwo niechronionym uczestnikom ruchu.

Zdjęcie

Jadwiga Emilewicz /Tomasz Jastrzebowski/REPORTER /Agencja SE/East News
Jadwiga Emilewicz
/Tomasz Jastrzebowski/REPORTER /Agencja SE/East News
Szokująca  nieporadność policji

Do sieci trafiło nagranie z interwencji policji w Gdańsku, która próbując zatrzymać uciekającego 43-latka oddała z bliskiej odległości około 20 strzałów w jego samochód. Chociaż przejazd drogą w jednym kierunku zablokował mu przypadkowy kierowca i mimo asysty dwóch policjantów, mężczyzna zdołał... czytaj więcej

Sprawa wciąż wywołuje skrajne emocje tym bardziej, że w opinii wielu biegłych badających wypadki drogowe, w rzeczywistości nie zmienia się nic. W rekonstrukcjach wypadków za moment "wejścia" na przejście przyjmuje się bowiem chwilę, z którą pieszy "przekracza skraj jezdni". A na tej - będącej częścią przejścia - pierwszeństwo przed pojazdami piesi mają przecież od lat...

Właśnie z tego powodu wszelkiej maści aktywiści i domorośli "eksperci" postulują o jak najszybsze rozszerzenie przepisów o pierwszeństwo dla osób "zbliżających się" do przejścia oraz - to nie żart - usunięcia z polskiego prawa pojęcia tzw. "wtargnięcia" na przejście. Krótko mówiąc - chodzi o to, by niezależnie od okoliczności, winę zawsze można było przypisać kierowcy. W ich opinii obecne przepisy prowadzą bowiem do "penalizacji ofiar", a piesi "nie są przecież samobójcami".

Reklama

Ciekawe światło na taką interpretację rzuca grudniowa publikacja "Faktu", którego fotoreporterzy przyłapali byłą już minister rozwoju w rządzie PiS - Jadwigę Emilewicz - na przechodzeniu przez przejście dla pieszych przy czerwonym świetle. Emilewicz - mimo czerwonego światła - nie zatrzymała się przed przejściem dla pieszych i, jak gdyby nigdy nic, przeszła przez wielopasmową(!) ulicę pod warszawską Trasą Siekierkowską.

Wkrótce po publikacji "Faktu" parlamentarzystka deklarowała, że jest świadoma wykroczenia i zapłaci mandat. Nic takiego się jednak nie stało. Ostatecznie policja umorzyła sprawę, bo - jak tłumaczą funkcjonariusze - nie dysponowali oryginałami zdjęć i nie dysponowali żadnymi danymi personalnymi świadków wykroczenia...

Zdjęcie

Jadwiga Emilewicz na przejściu pod Trasą Łazienkowską. foto: Fakt /
Jadwiga Emilewicz na przejściu pod Trasą Łazienkowską. foto: Fakt
/

Najciekawiej prezentuje się jednak komentarz samej Emilewicz: "Musiałam być skoncentrowana na czymś, być może na rozmowie(!). Prawdopodobnie nieuważnie i machinalnie zaczęłam przechodzić przez jezdnię. Ubolewam nad tym faktem, tym bardziej że jako osoba rozpoznawalna mogłam dawać zły przykład innym".

Nie musimy chyba dodawać, że zgodnie z pobożnymi życzeniami - "bredzących 24 godziny na dobę" - ekspertów przez duże "EKS", gdyby parlamentarzystka dziarskim krokiem weszła pod autobus miejski czy inny pojazd, winę za zdarzenie ponosiłby - a jakże - jego kierowca...

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl