​Minister w tunelu, czyli polska tradycja

Minister infrastruktury Andrzej Adamczyk to prawdziwy szczęściarz. Uczestniczył w wydarzeniu, o jakim jego poprzednicy mogli tylko pomarzyć. W środę, 23 października, był świadkiem spotkania ekip, drążących z dwóch stron tunel pod Luboniem Małym na trasie drogi ekspresowej S7, czyli popularnej zakopianki. Uroczystość to zaiste nadzwyczajna, nawet jeżeli jej okoliczności budzą pewne wątpliwości...

Zdjęcie

/GDDKiA /
/GDDKiA /

Każda władza, niezależnie od barw politycznych, lubi ogrzać się w blasku reflektorów i pokazać przed kamerami, włączanymi z okazji finalizowania ważnych dla kraju inwestycji.W PRL szczególny wysyp takich fet następował tuż przed kolejnymi zjazdami partii, a zwłaszcza w przeddzień święta 22 lipca. A co, jeżeli wykonawcy nie uwinęli się z robotą na czas? Organizatorzy umieli sobie poradzić z takimi problemami. Do legendy przeszła opowieść o "oddaniu do użytku" jednego z kluczowych dla gospodarki kraju zakładów na Śląsku. Oficjalni goście zaproszeni, telewizja powiadomiona, a tu wyskoczyły nieoczekiwane usterki i nic nie działa. Co robić? Ano trzeba ruszyć po prostu głową. Gdy I sekretarz PZPR nacisnął guzik, rzekomo włączający linię produkcyjną, zaufani członkowie aktywu partyjnego zaczęli z ukrycia polewać nieruchomy taśmociąg gorącą wodą. Buchnęły kłęby pary, przesłaniające widok, a z głośników popłynęły nagrane zupełnie gdzie indziej odgłosy pracy urządzeń. Zanim prominenci zdążyli zorientować się, że zostali wplątani w wielką mistyfikację - byli już na bankiecie.

Dzisiaj tego rodzaju uroczystości dziwnym trafem odbywają się zazwyczaj w okresie kampanii wyborczych. Niestety, w przemyśle motoryzacyjnym mamy pewien kłopot. Nie budujemy nowych fabryk samochodów, a za budową zakładów, produkujące ważne podzespoły, silniki czy skrzynie biegów, stoi zazwyczaj kapitał zagraniczny, ostatnio niekoniecznie mile widziany nad Wisłą. Z kolei otwarcie wytwórni podkładek do śrub w zawieszeniach albo plastikowych spinek do tapicerki z punktu widzenia wysokich szczebli władzy wydaje się zbyt mało spektakularne.

Reklama

Z braku laku, czyli dużych inwestycji kubaturowych, ich celebrowanie można rozłożyć na kilka etapów. Najpierw pokazujemy w telewizji moment podpisania listu intencyjnego z inwestorem, potem transmitujemy uroczyste podpisanie umowy, następnie świętujemy przekazanie placu budowy wykonawcy, później jest uroczyste wmurowanie aktu erekcyjnego, zawieszenie wiechy na głównym budynku, wreszcie wisienka na torcie, czyli przecięcie wstęgi.

To ostatnie szczególnie efektownie wypada na drogach. Żadne tam ciach i już. Par nożyc jest co najmniej kilka, a sam proces cięcia ma swoją dynamikę i dramaturgię. Liczy się tzw. timing, odpowiednie ustawienie i zadbanie o uśmiechy przecinających. Przecięcie wstęgi i tradycyjne skropienie nowego asfaltu wodą święconą bywa uzupełnione specjalnym programem artystycznym.

Cytat

"Robotnicy przy brawach wspólnie otworzyli szampana." Jak to, szampan w miejscu pracy?!

Do dziś wspomina się słynny taniec koparek, który pod koniec 2003 r. uświetnił otwarcie przez ówczesnego premiera Leszka Millera odcinka autostrady A4 Nogawczyce - Kleszczów.

Dodajmy, że drogownictwo pozwala organizatorom oficjałek na dużą elastyczność. Otwierana droga ma marne dwa kilometry długości i nie bardzo jest się czym chwalić? Nic to, i tak w oficjalnych komunikatach pojawi się informacja o "oddaniu do użytku fragmentu ważnej arterii komunikacyjnej", bez wdawania się w detale. A co, jeśli naprawdę nie ma czego oddawać? Wtedy organizuje się uroczyste wbicie pierwszej łopaty, oficjalnie inaugurujące budowę jakiejś obwodnicy, kawałka ekspresówki czy odcinka autostrady. Nikt przecież nie będzie wnikał, na jakim faktycznie etapie przygotowań znajduje się owo przedsięwzięcie.

Na powyższym tle niedawna  uroczystość jawi się jako coś absolutnie wyjątkowego. Najdłuższy w Polsce tunel, w górach, w ciągu znanej chyba wszystkim zmotoryzowanym Polakom drogi... W obliczu tak doniosłego wydarzenia bledną wspomniane na wstępie wątpliwości.

Oto w oficjalnym komunikacie GDDKiA czytamy: "Poddały się ostatnie metry skał oddzielające ekipy robotników drążących jednocześnie od północy i południa tunel przyszłej S7 pod górą Luboń Mały. Ekipy budowlane stanęły naprzeciwko siebie w środę 23 października 2019 r.  Po 2 latach i 5 miesiącach pracy przebito się przez skały na wylot."

Z innych relacji wynika natomiast, że połączenie nastąpiło już pięć dni wcześniej, a w obecności ministra i mediów przebito jedynie cienką ścianę, którą przed środową celebrą zamurowano roboczo drożną już nitkę przeprawy. Mając na uwadze polską tradycję, bylibyśmy dać wiarę raczej tej drugiej wersji. Zresztą zdaje się ją potwierdzać upubliczniony z tej okazji filmik. Tak czy inaczej całość wypadła fotogenicznie i zgodnie ze scenariuszem.

Przebicie tunelu na S7 pod górą Luboń Mały

Aha, zastanawia nas jeszcze jedno zdanie z informacji na temat sukcesu pod Luboniem Małym. Otóż dowiedzieliśmy się, że po wszystkim "robotnicy przy brawach wspólnie otworzyli szampana." Jak to, szampan w miejscu pracy?! Może otworzyli, ale nie wypili? A może był to szampan bezalkoholowy?    (ra)

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony