Ministra sportu gotowa, minister transportu marudzi...

​Cała Polska kończy ostatnie przygotowania do Euro 2012. Ministra sportu ogłosiła pełną gotowość już w połowie maja. Minister transportu trochę marudzi. Wytyczył nawet objazdy, którymi zmotoryzowani kibice powinni podążać na stołeczny Stadion Narodowy, gdyby nie udało się, jak to się ładnie określa: "uzyskać przejezdności" autostrady A2.

Zdjęcie

Bryła asfaltu z A2 przekazana premierowi przez ministra transportu /  /PAP
Bryła asfaltu z A2 przekazana premierowi przez ministra transportu
/  /PAP
Dowód przezorności czy kokieteria? Sprytny chwyt marketingowy, który po spięciu drogowym Warszawy z bardziej cywilizowaną częścią Europy pozwoli odtrąbić wielki sukces, osiągnięty dzięki wyjątkowej mobilizacji urzędników. A potem pójść do kasy po zasłużone nagrody...

Owo pojęcie "przejezdności" zostało zdefiniowane poprzez specjalną ustawę, co też trzeba uznać za światowy ewenement. Cóż zresztą stoi na przeszkodzie, by w razie potrzeby je uściślić, dodając listę pojazdów, których dotyczy. Autostrada przejezdna - tak, ale wyłącznie dla samochodów przystosowanych do poruszania się w ciężkim terenie, z napędem na cztery koła, odpowiednio mocnymi silnikami i dużym prześwitem. Albo tylko dla ciągników gąsienicowych. Papier wszystko przyjmie. A parlament przegłosuje.

Reklama

Relacje z placu budowy krytycznego odcinka A2 są utrzymane w konwencji batalistycznej. Mamy tu zatem "bitwę" o każdy kilometr, szeroko zakrojony "front" robót, zażartą "walkę" z czasem, do "ostatniej kropli"... no może nie krwi, lecz potu. Wytwórnie asfaltu pracują pełną parą niczym radzieckie fabryki czołgów T-34 podczas drugiej wojny światowej. Starszym czytelnikom barwny opis gigantycznej maszyny, układającej ostatnią warstwę nawierzchni na autostradzie, przypomina niegdysiejsze reportaże z wytopu stali w socjalistycznych hutach. Aż dziwne, że nie poznaliśmy dotychczas nazwisk przodowników, wykonujących 300 procent normy przy montażu barier energochłonnych czy malowaniu linii na jezdni...

Wielkie zamieszanie na A4. O co chodzi?

1 czerwca uruchomiono pobór opłat na autostradzie A4. I zaczęło się... czytaj więcej

Wszyscy przygotowują się do piłkarskiego święta, którego organizację jakimś trudno wytłumaczalnym zrządzeniem losu powierzono Polsce. Na ulicach widać coraz więcej okazjonalnie przystrojonych aut. Jak właściwie powinien wyglądać w tych dniach samochód patriotycznie nastawionego kibica? Niestety, nie określa tego żadna ustawa ani nawet rozporządzenie ministra kultury i sztuki. Oto zatem kilka rad, które mogą pomóc niezdecydowanym lub pozbawionym plastycznej wyobraźni.

Zacznijmy od wersji "full wypas". To oczywiste, że wymaga ona  przelakierowania pojazdu dla nadania mu barw narodowych. Dach, maska i pokrywa bagażnika - białe, reszta czerwona. W razie (odpukać w niemalowaną blachę) porażki  naszej dzielnej jedenastki, duże, jasne płaszczyzny ułatwią umieszczenie napisu, nawiązującego do tradycyjnego hasła rodzimego kibica: "Polacy, nic się nie stało!".

W tylnej szybie umieszczamy rozpostarty szalik reprezentacji (uważajcie, by zanadto nie ograniczał widoczności). W szybach bocznych mocujemy biało-czerwone chorągiewki. Identyczną wieńczymy antenę radia. Duże możliwości stwarza antena CB - można do niej przywiązać flagę stylizowaną na husarskie skrzydła. Wewnątrz auta, pod lusterkiem wstecznym, zawieszamy piłkę futbolową, model Euro 2012, choć ze zrozumiałych względów raczej nie oryginał, lecz miniaturkę. Trudno, czasem trzeba pójść na jakieś kompromisy... Takim samym gadżetem zastępujemy klasyczne zakończenie dźwigni zmiany biegów. Musimy rzecz jasna zadbać również o odpowiednią oprawę dźwiękową. Przez okres mistrzostw raczymy okolicę emitowanym z pokładowego systemu audio hymnem "Koko Euro spoko".

Jedziesz na A4? Poradnik, jak nie zginąć na bramkach

​Z uwagą śledziliśmy wszelkie medialne doniesienia dotyczące wprowadzenia poboru opłat na autostradzie A4. Z racji wykonywanej pracy korzystamy z niej częściej niż byśmy sobie tego życzyli. czytaj więcej

Nie trzeba dodawać, że szanujący się kibic, jeśli nawet na co dzień gardzi kierowcami - bereciarzami czy kapelusznikami,  aż do wielkiego finału czempionatu jeździ zawsze w nakryciu głowy. Z biało-czerwonym cylindrem może być pewien kłopot, ale czapka, wzorowana na błazeńskiej, czemu nie?

Tak powinno prezentować się auto prawdziwego kibica. Brakuje wam śmiałości? Nie interesujecie się aż tak bardzo piłką? No to wybierzcie wersję "golas". Ot, biała i czerwona wstążka na antenie, oklejone folią w takich samych barwach obudowy bocznych lusterek... Skromniutko, ale gustownie. I nikt wam nie zarzuci, że nie wspieracie naszych, ergo: nie kochacie Ojczyzny...

W ramach przygotowań do Euro 2012 przyszykowaliśmy również kilka niespodzianek dla kibiców zagranicznych, z oczywistych powodów koncentrując się na Niemcach i Rosjanach. Ci pierwsi słyszeli zapewne hasło: "Jedź do Polski, twój samochód już tam jest". Teraz przekonają się, jak wiele tkwi w nim prawdy. I nie chodzi tu o pojazdy skradzione, lecz jak najbardziej legalnie wyeksportowane na Wschód. Sprzedane jako auta po poważnych przejściach i z kilkuset tysiącami nakręconych kilometrów, a kupione jako okazyjne "prawie nówki" z minimalnymi przebiegami.

Po przekroczeniu granicy niejeden zmotoryzowany Niemiec zacznie żałować, że jego przodkowie nie skorzystali z historycznej okazji i sami w stosownym czasie nie zbudowali drogowego korytarza z Berlina przez Warszawę do Prus Wschodnich i Gdańska. I oni, i minister Sławomir Nowak mieliby dzisiaj mniej problemów.

Kiedy wreszcie nasi zachodni sąsiedzi trafią na ustawowo przejezdną A2 między Strykowem a Konotopą (ciekawe, kto z obcokrajowców połapie się w stosowanych w Polsce oznaczeniach węzłów autostradowych...), kompletnie zgłupieją ich samochodowe nawigacje, które rzecz jasna nie zdążą uwzględnić istnienia tej trasy. Najbardziej uparci, którzy mimo wszelkich przeszkód zechcą przebijać się dalej na Ukrainę, tam gdzie będzie grała ich reprezentacja, szybko natkną się na znak "koniec autostrady". Obojętnie, czy wybiorą A2 czy A4. W ten sposób skutecznie powstrzymamy teutońską inwazję.

Od kibiców ze wschodu chytrze odgrodziliśmy się ugorami i wybojami. Ci jednak też są sprytni. Wykorzystają masowo kolej i lotnictwo. Podobno lwią część samolotów, które podczas Euro 2012 będą lądować na naszych lotniskach, mają stanowić prywatne maszyny bogatych Rosjan.

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony