Motocykliści kontra kierowcy. Z każdym rokiem jest, niestety, gorzej

Na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat relacje pomiędzy kierowcami samochodów a motocyklistami znacznie się pogorszyły.

Zdjęcie

    /poboczem.pl
   
/poboczem.pl
Przez długi czas na uprzywilejowanej pozycji stali kierujący nielicznymi wówczas samochodami. Miłośników dwóch kółek na prychających WSKach i SHLkach słusznie traktowano jak zawalidrogi. Panowała zasada, że duży może więcej.

Sytuacja zaczęła się zmieniać, gdy na drogach pojawiły się pierwsze MZ ETZ 250 dysponujące niespotykaną wówczas mocą 21 KM (a więc mniej więcej tyle, ile miały maluchy). Motocykle rozpędzały się do setki w 8 sekund, czyli co najmniej 2 razy szybciej niż 90% samochodów poruszających się wówczas po polskich drogach...

Reklama

Zdjęcie

    /poboczem.pl
   
/poboczem.pl
Odtąd, z każdym rokiem było już tylko gorzej. Rosnąca w szybkim tempie ilość pojazdów sprawiła, że natężenie ruchu gwałtownie wzrosło, pojawiły się pierwsze korki. Pomiędzy

katamaryniarzami a motocyklistami dosiadającymi coraz to szybszych maszyn wybuchł otwarty konflikt.

Kto ma rację w tym sporze?

Po stronie prawa, częściej stoją kierowcy samochodów. Wiadomo jednak, że oprócz przepisów na drodze obowiązuje również uprzejmość i zdrowy rozsądek, więc, jak to często bywa, prawda leży pośrodku...

Do wielu kłótni, które nierzadko kończą się nawet rękoczynem dochodzi w dużych miastach, w krajobraz których wkomponowane są kilometrowe korki. Jak powszechnie wiadomo motocykliści znaleźli na nie skuteczny sposób, w postaci przeciskania się środkiem pomiędzy stojącymi kolumnami samochodów, dzięki czemu codziennie zaoszczędzają sporo czasu...

Oczywiście sposób ten, łagodnie mówiąc, nagina przepisy kodeksu drogowego. Ustawodawca mówiąc o bezpiecznej odległości od wymijanego pojazdu nie miał raczej na myśli 10 cm. Gdyby jednak twardo trzymać się wszystkich przepisów przejazd przez Kraków czy Warszawę zamiast dwóch, trwałby zapewne z 8 godzin i cierpieliby na tym wszyscy użytkownicy dróg.

Typową cechą naszego narodu jest podejście a'la pies ogrodnika - czyli sam nie zje i drugiemu nie da... Objawia się ono tym, że kierowcy zastawiają cały pas ruchu tak, że nawet mysz miałaby problemy by się gdzieś wcisnąć. Działanie to nie zawsze wynika jednak z przekory. Część winy leży bowiem po stronie cyklistów. Na siłę usiłują przecisnąć się pomiędzy samochodami, przez co wielu właścicieli aut obawia się po prostu o lakier.

Rozwiązanie problemu wydaje się proste, na ustępstwa pójść muszą obie strony. Jako miłośnicy dwóch kółek apelujemy więc do kierowców o pozostawianie między pasami miejsca, tak by motocykl mógł bez trudu tamtędy przejechać. Samochody i tak stać będą dłużej, wystarczy odrobina uprzejmości by wszystkim żyło się lepiej.

Do motocyklistów zwracamy się jednak o rozwagę. Jeśli wydaje ci się, że się zmieścisz, a nie jesteś tego pewien - nie jedź. Im więcej obdrapanych samochodów, tym więcej kierowców zastawiać wam będzie drogę...

Drugą, znacznie bardziej drażliwą kwestią jest temat pojawiania się motocyklistów znikąd, przez co w wielu kręgach określa się ich mianem dawców narządów. Być może, jako jeden z najbardziej opiniotwórczych serwisów nie powinniśmy tego mówić, ale nasze codzienne obserwacje utrwalają nas w przekonaniu, że przepisy łamią praktycznie wszyscy, a bezpieczny kierowca to nie taki, który robi to z głową... Dotyczy to również właścicieli pojazdów jednośladowych.

Całkiem niedawno w mediach nagłaśniana była kampania pod nazwą "kierowco patrz w lusterka". Pomysł jak najbardziej słuszny i godny pochwały, lecz gdyby po raz kolejny zerknąć do kodeksu drogowego, całkowicie pozbawiony sensu. Wszak przed rozpoczęciem manewru wyprzedzania zawsze należy się upewnić, czy samemu nie jest się wyprzedzany, a maksymalna prędkość z jaką można się u nas poruszać to 140 km/h...

I tutaj właśnie dochodzimy do sedna problemu, którego ujeżdżający rasowe przecinaki zdają się nie dostrzegać. Gdy dochodzi do tragedii opinia publiczna piętnuje (nie zawsze słusznie) motocyklistę, fani dwóch kółek są zazwyczaj przekonani, że winę ponosi kierowca, który nie patrzył w lusterka.

Wyprzedzanie to bez wątpienia najtrudniejszy manewr i stosunkowo łatwo popełnić przy nim błąd. Trzeba jednak pamiętać, że tylko samobójca nie spogląda w lusterka przed jego rozpoczęciem i możemy zagwarantować, że nawyk taki występuje u znacznej części kierowców. Problem nie leży więc po tej stronie, ale w osiągach motocykli...

Średniej klasy ścigacz po kilku sekundach ma na liczniku grubo ponad 150 km/h. Przeciętny samochód na rozpędzenie się do 100 km/h potrzebuje 11/14 sekund. I tutaj właśnie zaczynają się schody. Pomimo ograniczeń, mało który samochód porusza się poza terenem zabudowanym z prędkością mniejszą niż 90-100 km/h. Problem w tym, że w przypadku motocyklistów prędkość ta waha się raczej pomiędzy 110-200 km/h...

Większość kierowców rozpoczyna manewr właśnie od popatrzenia w lusterko, następnie redukuje bieg i zjeżdża na sąsiedni pas ruchu. Samo przestawienie wzroku zajmuje znaczną część sekundy, redukcja pochłania kolejne.

Bardziej doświadczeni najpierw redukują do odpowiedniego biegu, a dopiero potem upewniają się, że mogą zacząć wyprzedzać. Niestety to również niewiele daje. Samochód reaguje na gaz ze zdecydowanie większym opóźnieniem niż motocykl i także wtedy od momentu zasygnalizowania do rozpoczęcia wyprzedzania mija trochę czasu. Ile? Trudno to określić. To indywidualna kwestia.

Matematyka jest jednak nieubłagana. Samochód poruszający się z prędkością 80 km/h w przeciągu sekundy przejeżdża ok 23 metrów. Nie trudno więc zauważyć, że jadący dwukrotnie szybciej motocykl w tej samej sekundzie pokonuje ich prawie 50.

Kierowca samochodu nie jest w stanie poświęcić na obserwację lusterek zbyt dużo czasu, bo przyspieszając musi też pilnować odległości od wyprzedzanego pojazdu, a co za tym idzie patrzeć na wprost, a nie do tyłu. Jednoczesne obserwowanie lusterek, oraz monitorowanie odległości od pojazdu wyprzedzanego, oraz tego, który najczęściej nadjeżdża również z przeciwka jest fizycznie niewykonalne.

Chcemy więc zaapelować zarówno do kierowców samochodów jak i do motocyklistów, by na drodze pamiętali o tym, że nie są sami. Wsiadając na motocykl dobrze jest pamiętać, że to co w samochodzie wydaje się szybko, w "przecinaku" jest przeważnie połową możliwości drugiego biegu.

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl
Autor:

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony