Można pożyczyć Poloneza na minuty. I dobrze, że tylko na minuty

Niewiele jest informacji, które są w stanie wywołać uśmiech na twarzach polskich kierowców. Do tej kategorii należy "news" o Polonezie, którego, za pomocą specjalnej aplikacji, wypożyczyć można na minuty w Warszawie.

Zdjęcie

Polonez na minuty /
Polonez na minuty
/

Informacja napawa mnie optymizmem wcale nie dlatego, że - tu cytat z informacji prasowej operatora pojazdu - firmy PANEK - stare polskie auto "otworzyć można za pomocą smartfona", ani - tym bardziej - że "Polonez wraca do łask".

Cieszę się, że dożyłem czasów, w których przejażdżka pojazdem, który przez lata szarpał nerwy tysiącom polskich kierowców, urasta do miana "cyrkowej" atrakcji, a nie smutnej, ponurej codzienności!

Reklama

Udostępnianie reliktu minionej epoki "na minuty", niczym stojących po marketach samochodzików-bujaków dla dzieci, to zdecydowanie dobra wiadomość. Powiem więcej - na taką przejażdżkę obligatoryjnie odsyłałbym wszystkich, którzy głoszą mity o "polskiej motoryzacyjnej potędze" i twierdzą, że "za komuny nie było wcale tak źle".

Zanim wyleje się na mnie wiadro pomyj zaznaczam, że byłem właścicielem kilku produktów z FSO (w tym "Dużego Fiata" i dwóch Polonezów) i należę do ostatniego pokolenia, dla którego były one po prostu "samochodowym złem koniecznym", a nie żadnym "obiektem kultu" czy "lajwstajlowym gadżetem" pasującym do brody i rurek.

Zdjęcie

Polonez na minuty /
Polonez na minuty
/

Ba - własną przygodę z motoryzacją zaczynałem od takiego właśnie Caro na "wąskim" moście z prostą mieszalnikową instalacją gazową ("na śrubę")i fabrycznymi "zwalaniaczami" od 125p. Muszę też przyznać, że to właśnie polonezowi zawdzięczam fakt, że swoją zawodową "karierę" związałem ze światem motoryzacji. Gdyby nie studencki budżet i nadprzyrodzona wręcz zdolność samochodu do fundowania kierowcy szeregu nieplanowanych atrakcji, dziś nie umiałbym nawet samodzielnie wymienić klocków hamulcowych, nie mówiąc już o posługiwaniu się spawarką czy pistoletem lakierniczym! Polonez nauczył mnie podstaw mechaniki na długo przed tym, zanim starały się to zrobić mądre, uczelniane głowy, za co jestem mu szczerze wdzięczny.

Podsumowując - do poloneza mam ogromny, osobisty szacunek i spory sentyment. Sęk w tym, że nie wynika on z podziwu dla geniuszu konstruktorów czy jakości pojazdu, a nosi raczej znamiona masochizmu. Uwielbiam jeździć produktami z Żerania nie dlatego, że są świetne, ładne czy - jeszcze gorzej - "kultowe". Poloneza czy Dużego Fiata lubię z tej prostej przyczyny, że przypominają mi "stare dobre czasy", gdy każda podróż stanowiła prawdziwie męskie wyzwanie. Przypominają mi uzależniającą mieszankę ekscytacji, nadziei i niepokoju, gdy nie myślałeś o tym, czy samochód się zepsuje, ale zastanawiałeś się, jaki numer wywinie ci tym razem!

Zdjęcie

Instrukcja obsługi... /
Instrukcja obsługi...
/

Szkoda mi strzępić klawiszy na wyliczanie wszystkich wad poloneza, bo - z pamięci - mógłbym wymienić dobrą setkę. Nie mam też zamiaru, setny raz, wdawać się w dyskusję z ortodoksyjnymi wyznawcami kultu "polskich" samochodów traktującymi ich wspaniałość w kategoriach dogmatu. "Były kultowy i koniec. Żadne racjonalne argumenty nie są tu przecież potrzebne!".  Prawda jest jednak taka, że biorąc pod uwagę większość mierzalnych wartości (jak np. przyspieszenia, drogi hamowania czy precyzję prowadzenia) samochód był GORSZY niż Fiat 125p, czyli auto, które miał zastąpić. W historii motoryzacji niewiele jest modeli, którym udała się taka sztuka!

Chcąc uniknąć posądzenia o stronniczość - oddając polonezowi jego zasługi - warto jednak przypomnieć jego zalety. Największą była taka, że Polonez w ogóle był i... dawał nadzieję. Dla kierowców z czasów PRLu była to zmaterializowana nadzieja na posiadanie - w odległej przyszłości - namiastki prawdziwego samochodu. Dla kolejnego pokolenia, do którego i ja się zaliczam, był to pierwszy, finansowo możliwy do uchwycenia motoryzacyjny przyczółek. Pięć wygodnych (przynajmniej przez pierwsze 15 minut...) miejsc siedzących, kawałek "dorosłego" bagażnika (wprawdzie idiotycznie nieustawnego i z podpartą kijem klapą, ale zawsze!) czy napęd na tył (inna sprawa, że z zawieszeniem od wozu drabiniastego) to naprawdę było "coś"!

Żeby jednak nie było tak słodko przypomnę, że samochody pokroju Maluchów, Polonezów czy Fiatów 125p miały też demoralizujący wpływ na wielu kierowców. Właśnie ze względu na konieczność radzenia sobie z najróżniejszymi problemami, w całych pokoleniach, utrwaliły się schematy, które dziś noszą nazwę "druciarstwa". Sam nigdy nie wybierałem się w żadną trasę, bez kompletu narzędzi, drutu wiązałkowego, zapasowego modułu zapłonowego, itd. Drut niejednokrotnie zastępował urwane wieszaki wydechu, złotówka świetnie wywiązywała się z roli bezpiecznika, a zamek kierowcy naprawiłem kiedyś... gumką od majtek. Nie żartuje, naprawdę działało to przez dobry rok!

Sęk w tym, że kierowcy, którzy stosowali tego typu patenty są dziś często w wieku "50 plus" i nie potrafią już zmienić pielęgnowanych latami nawyków. W ten sam sposób traktują więc współczesne auta, czego liczne dowody znajdziecie chociażby w naszej galerii.

Czym w istocie był FSO Polonez? To motoryzacyjny "miś na miarę naszych możliwości". Wóz, który "odpowiadał żywotnym potrzebom całego społeczeństwa". Auto "nasze, przez nas wykonane", które - tu proroczy cytat ze Stanisława Tyma - "zgnije sobie na świeżym powietrzu". Samochodowa soczewka, która na długości niespełna 4,3 m skupia wszystkie patologie gospodarki centralnie sterowanej - od technologicznego zacofania, przez decyzyjną niemoc, na braku koncepcji marketingowej kończąc.

Firmie PANEK pozostaje pogratulować świetnego pomysłu marketingowego i... odwagi. Trzeba mieć naprawdę sporo optymizmu, by udostępnić "pokoleniu smartfonów" żywą skamielinę, bez instrukcji obejmującej "polową" wymianę modułu czy chociażby cewki zapłonowej. Nie mam jednak wątpliwości, że podjechanie do pracy "kultowym" polonezem, co w małych miejscowościach na "ścianie wschodniej" wciąż bywa elementem smutnej codzienności, w Warszawie oznaczać może plus 100 punktów do lansu!

Paweł Rygas

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony