Najdziwniejsze akcje serwisowe

Projektowanie i budowa samochodów to bardzo skomplikowane zajęcia, którym muszą towarzyszyć różnego rodzaju wpadki. Niektóre akcje serwisowe naprawdę potrafią wywołać uśmiech. No chyba, że dotyczą akurat naszego auta.

Zdjęcie

/
/

W ubiegłym miesiącu Dacia informowała o 656 samochodach, które trafić muszą do polskich serwisów bo brakuje w nich... jednej nalepki. Rumuni zorientowali się, że w 7-miejscowych Daciach Lodgy zabrakło obowiązkowej etykiety zakazującej korzystania z trzeciego rzędu siedzeń w momencie, gdy drugi rząd siedzeń jest złożony. Nie wiadomo, czy ktoś zapomniał ją nakleić, czy też rzeczonych etykiet - po prostu - zabrakło. Żadna usterka, ale przyznacie chyba, że gdyby coś takiego zdarzyło się w USA, prawnicy rozszarpaliby rumuńską markę na strzępy...

Podobna wpadka przytrafiła się właśnie Infitniti. W załączonej do modeli Q30 i QX30 instrukcji pomylono kierunki blokowania i odblokowywania zamków drzwi tylnych. Firma zreflektowała się, że istnieje ryzyko otwarcia drzwi od środka "pomimo ich zablokowania", gdy użytkownik kierować się będzie opisem z instrukcji obsługi, a nie - prawidłowymi - oznaczeniami znajdujących się na drzwiach. Producent nie wyjaśnił, w jaki sposób odkrył swój czeski błąd. Czyżby większość Infiniti kupowana była przez kobiety? Jak żyjemy, nigdy nie widzieliśmy jeszcze faceta czytającego instrukcję obsługi samochodu...

Reklama

Jeszcze śmieszniejszy jest problem, jaki odkryto właśnie w nowym Fordzie Focusie. Jego mulitpleksowa instalacja elektryczna w ciekawy sposób potrafi interpretować zamiary pasażerów. Przykład? Wciśnięcie przycisku służącego do opuszczania tylnej szyby spowodować może... otwarcie bagażnika. Niby nic, ale jeśli akurat wybieracie się na wycieczkę zapakowanym po dach autem, obrywający bagażami kierowcy aut jadących z tyłu mogą być nieco zaskoczeni. Warto przypomnieć, że bardzo podobny problem, w 2010 roku, miała australijska marka Holden. W pickupie Holden Commodore Ute klapa otwierała się w trakcie jazdy co powodowało natychmiastowy desant sprzętów przewożonych na pace.

Warto też przypomnieć, że wiele problemów sprawia producentom fauna. Produkowane w różnych krajach Azji i Ameryki samochody w szczególności upodobały sobie pająki. Przykładowo - w 2014 roku Mazda walczyć musiała z pajęczakami, których sieci zatykały elementy układu paliwowego. Z tego powodu dojść miało nawet do kilku pożarów. Podobny przypadek zanotowała też Toyota. Pająki dostawały się do odpływu skroplin i mnożyły wewnątrz układu klimatyzacji. Gdy uporały się z drenami, woda zalać mogła np. elektronikę sterującą poduszkami powietrznymi. Zanotowano ponoć kilka przypadków aktywowania airbagów właśnie przez pająki.

Kilka lat temu niechciani przybysze z Brazylii o mało nie wywołali też strajku w fabryce Volvo w Umea, gdzie powstają ciężarówki szwedzkiej marki. Wydawać by się mogło, że problem można było skutecznie rozwiązać za pomocą kapcia. Niestety, mało kto dysponuje obuwiem będącym w stanie uporać się z pająkiem wielkości... ośmiu centymetrów.

Szwedzi nie poinformowali, czy ciężarówki z nietypowymi "maskotkami" trafiły na europejskie drogi. Wyobrażacie sobie reakcje zaspanego "tirowca", który - przewracając się w nocy na swojej leżance - odkryje w kabinie włochatego towarzysza wielkości dłoni?

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony