"Narodowy polski samochód" musi jeździć na LPG

Nie milkną echa wtorkowej prezentacji nowej polskiej marki motoryzacyjnej - Izery. Zgodnie z narodową tradycją społeczeństwo z miejsca podzieliło się na gorących orędowników i zatwardziałych przeciwników rządowego pomysłu. Przy okazji wywiązała się też - całkiem zabawna - dyskusja...

Zdjęcie

/
/

W sieci zawrzało od twórczych przeróbek nawiązujących do nazwy marki. Złośliwi okrzyknęli ją m.in. "miZERią" czy "i-ZEREM". Zauważyli też że jej hasło - "milion powodów by jechać dalej" - doskonale wpisuje się w prasowe doniesienia, według których działalność Elektromobility Poland pochłonęła już do tej pory ponad 30 mln zł.

Zdjęcie

Wnętrze izery e-SUV /INTERIA.PL
Wnętrze izery e-SUV
/INTERIA.PL

Trzeba jednak przyznać, że mało który komentarz dotyczył wyglądu "polskich" samochodów. Wprawdzie dopatrzono się m.in. podobieństwa do koncepcyjnego Havala 2025, ale spekulowanie o plagiacie to szukanie dziury w całym. Abstrahując od tego, czy pomysł wpompowania w ryzykowny biznes kilkudziesięciu miliardów (!) zł z krajowej kasy ma jakikolwiek sens - trzeba przyznać, że prototypy wykonano z rozmachem, a ich wygląd w niczym nie ustępuje światowej czołówce!

Reklama

Haval Vision 2025

Najzabawniejszy z komentarzy dotyczył jednak... możliwości zamontowania w Izerze instalacji gazowej. Wielu internautów zwróciło uwagę, że "narodowy polski samochód" musi jeździć na LPG, a w przypadku elektryka to przecież niemożliwe!

Zdjęcie

/
/

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony