Nie zabija prędkość, ale głupota

Jest pomysł, by odgórnie, ustawowo i nieodwołalnie ograniczyć moc silników motocykli do 100 koni mechanicznych. Wszystko oczywiście w trosce o bezpieczeństwo na drogach.

Zdjęcie

  Wypadki z udziałem motocyklistów to codzienność /PAP
  Wypadki z udziałem motocyklistów to codzienność
/PAP
Czy proponowana modyfikacja specyfikacji technicznej jednośladów cokolwiek zmieni w tragicznej statystyce wypadków motocyklistów?

Nadmierna prędkość, czy, jak to się zgrabnie i wygodnie określa, jej "niedostosowanie do warunków panujących na drodze", jest najczęstszą przyczyną wypadków. Tak przynajmniej twierdzą autorzy raportów policyjnych. Prędkość zabija - głosi hasło rozpoczętej niedawno kampanii społecznej Ministerstwa Infrastruktury i Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego.

Reklama

Otóż nie każdego i nie zawsze, bowiem gdyby tak było, to po kierowcach Formuły 1 pozostałyby tylko wspomnienia na płytach nagrobnych, a każdy rajd samochodowy kończyłby się serią pogrzebów.

Jeżeli jednak nawet uznamy, że to właśnie prędkość jest główną przyczyną nieszczęść, spotykających zmotoryzowaną część ludzkości, to należałoby zapytać: jaka prędkość?

Zobacz również:

Słowo: nadmierna, jest tyleż pojemne co nieprecyzyjne. Pokaz towarzyszący inauguracji wspomnianej wyżej akcji wykazał, jak znikome szanse przeżycia mają osoby podróżujące samochodem, który przy prędkości 80 km/godz. uderza w nieruchomą przeszkodę - betonowy słup czy drzewo. Ale podobny rezultat przyniosłoby zapewne zderzenie czołowe dwóch pojazdów, poruszających się dwukrotnie wolniej. A nikt rozsądny nie będzie przecież nawoływał, by dopuszczalną prędkość na drogach ograniczyć do 40 km/godz. To już na nartach jeździmy szybciej. Bez stref kontrolowanego zgniotu, airbagów, ABS-ów i wspomagania hamulców...

Można zginąć, jadąc skuterem, wózkiem akumulatorowym, kombajnem zbożowym, drogowym walcem. Można pędzić 180 km/godz. i żyć. Bo to nie prędkość zabija, ale brak wyobraźni, głupota, a najczęściej nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Analiza każdego przecież wypadku pokazuje, że można go było uniknąć. Gdyby nie wyjechał mu z podporządkowanej... Gdyby nie zadzwoniła komórka... Gdyby nie odwróciła się na chwilę do dzieci... Gdyby nie przebiegał na czerwonym świetle... Jasne, zawsze można powiedzieć, że jadąc wolniej mielibyśmy większe szanse na reakcję, pozwalającą zapobiec nieszczęściu. Wtedy jednak łatwo dojdziemy do absurdalnego wniosku, że jedyną naprawdę bezpieczną prędkością jest prędkość zerowa, a idealną formą ruchu - bezruch.

Zobacz również:

  • Witam redakcję i wszystkich kierowców - od jednego do bardzo wielu kółek. Ten list jest odpowiedzią na list pewnej krakowianki, w którym stara się ukazać grupę motocyklistów, dla których zapewne motocykl to pasja, a pogłębianie swoich umiejętności jazdy jest motywacją do kreatywnego i radosnego życia. (*) więcej

Trudno pochwalać harce, wyczyniane na drogach przez motocyklistów. Z drugiej strony należałoby się zastanowić, dlaczego fabryczne zmniejszenie mocy silników miałoby dotyczyć wyłącznie jednośladów. Bądźmy konsekwentni i zastosujmy ten sam zabieg w samochodach. Po co produkować auta, którymi można rozpędzić się do 250 km/godz., skoro i tak prawie nigdzie przepisy nie pozwalają przekroczyć 130 km/godz.? Tylko dlatego, że ktoś może zechcieć wybrać się do Niemiec, gdzie takie limity jeszcze nie obowiązują?

***

Redakcja serwisu Poboczem.pl nie ponosi odpowiedzialności za wyrażane w komentarzach słowa (a także czyny) osobników, których IQ i poczucie humoru nie pozwoliło na przyswojenie treści artykułu...

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony