Nowy pomysł posłów. Chcą sparaliżować ruch na drogach?

Zgodnie z nową "ekologiczną" doktryną lekarstwem na wszelkie zło współczesnego świata ma być "transport rowerowy". W związku z tym, również wśród parlamentarzystów, pojawiają się różnego rodzaju pomysły mające na celu promocję tego rodzaju aktywności. Najnowszy ma szanse całkowicie sparaliżować ruch drogowy w Polsce!

Zdjęcie

1,5 m od wyprzedzanego rowerzysty? /Adam Burakowski/REPORTER /Agencja SE/East News
1,5 m od wyprzedzanego rowerzysty?
/Adam Burakowski/REPORTER /Agencja SE/East News

29 marca grupa posłów Koalicji Obywatelskiej złożyła poselski projekt ustawy o zmianie Ustawy Prawo o Ruchu Drogowym. Całość proponowanych zmian zawiera się zaledwie w dwóch artykułach i... trzech zdaniach.

Posłowie chcą, by art. 24 ust. 2  otrzymał następujące brzmienie: "2. Kierujący pojazdem jest obowiązany przy wyprzedzaniu zachować szczególną ostrożność, a zwłaszcza bezpieczny odstęp od wyprzedzanego pojazdu lub uczestnika  ruchu. W razie wyprzedzania roweru, wózka rowerowego, motoroweru, motocykla lub kolumny pieszych odstęp ten nie może być mniejszy niż 1,5 m."  Proponują też art. 2, w myśl którego ustawa miałaby zacząć obowiązywać "po upływie 60 dni od dnia ogłoszenia".

Reklama

Proponowane zmiany wydają się rozsądne i korzystne. W założeniu - przynajmniej teoretycznie - gwarantować mają większe bezpieczeństwo korzystającym z dróg publicznych rowerzystom. Całość sprowadza się bowiem do zwiększenia minimalnej bezpiecznej odległości od wyprzedzanych cyklistów z obowiązującego obecnie 1 metra do 1,5 m. Problem w tym, że błaha - z pozoru - korekta skutkować może kompletnym zakorkowaniem kraju. Obecnie obowiązujący limit 1 metra nie jest bowiem przypadkowy...

​Rowerzyści. Święte krowy na drogach?

Władze Strasburga postanowiły wydać zdecydowaną walkę lekceważącym przepisy ruchu drogowego rowerzystom. To wydarzenie zostało uznane za na tyle ważne, że zajął się nim korespondent Polskiego Radia w Paryżu. Dowiedzieliśmy się zatem, że rowerzyści stanowią 5 proc. wszystkich śmiertelnych ofiar... czytaj więcej

W uzasadnieniu projektu czytamy m.in., że "zmiana jest podyktowana poprawą bezpieczeństwa osób poruszających się na rowerach", a "współczesne trendy ekologiczne mają istotny wpływ na korzystanie z roweru jako świadomej alternatywy komunikacji samochodowej". Pomijając już, że głoszone przez posłów tezy nie znajdują żadnego odzwierciedlenia w świetle pomiarów ruchu (wg danych GDDKiA ruch rowerowy nie przekracza w Polsce 1 proc!), drobna poprawka w Prawie o ruchu drogowym skutecznie uniemożliwi legalne wyprzedzanie rowerzystów bez konieczności przekraczania osi jezdni...

Polskie przepisy ściśle określają parametry konkretnych dróg. Zgodnie z nimi minimalna szerokość pasa drogowego waha się od 2,5 m do 3,75 m w zależności od klasyfikacji danej drogi. 2,5 m wymagane jest na drogach dojazdowych, 3,75 m to minimalna wartość na... autostradzie. W większości przypadków można jednak przyjąć, że szerokość pasa ruchu - zwłaszcza w obszarze zabudowanym -  to między 3 a 4 m. Minimum 3 metry szerokości musi mieć bowiem pas ruchu tzw. drogi zbiorczej.

Faktem jest, że przez wiele lat w obszarach zabudowanych stosowano szersze pasy ruchu, ale w ostatnim czasie - głównie za sprawą aktywistów miejskich - w całym kraju zaobserwować można tendencję do masowego zwężania dróg. To - przynajmniej w teorii - pozwalać ma na uspokojenie potoków ruchu. I tutaj właśnie pojawia się problem.

Pamiętajmy, że zgodnie z Prawem o ruchu drogowym, w przypadku braku drogi dla rowerów, cykliści zobowiązani są do korzystania z jezdni, a  rowerzysta na drodze oznacza z reguły zatamowanie potoku ruchu. Na szczęście - jeśli pas ruchu ma 3,5 m szerokości lub więcej, nic nie stoi na przeszkodzie, by sprawnie i bezpiecznie można było go wyprzedzić. Szerokość większości samochodów osobowych oscyluje w okolicach 165-185 cm (wraz z lusterkami). Oznacza to, że dla rowerzysty zostaje przeważnie około 170 cm przestrzeni. Przy obopólnym poszanowaniu przepisów (jazda jak najbliżej prawej krawędzi przez rowerzystę i zachowanie metra odległości przez kierowcę) wyprzedzanie cyklistów, przynajmniej jeśli skupimy się na samochodach osobowych, nie powinno stanowić większego problemu.

W praktyce bywa z tym jednak różnie. Rowerzyści często zarzucają kierowcom wyprzedzanie "na gazetę", kierowcy z kolei zwracają uwagę, że cykliści zapominają o trzymaniu się możliwie blisko prawej krawędzi jezdni omijając kałuże czy ubytki w nawierzchni. Nie ulega wątpliwości, że zwiększenie wymaganego Prawem o ruchu drogowym dystansu do wyprzedzanego cyklisty, na wielu (by nie powiedzieć na większości) ulic w praktyce uniemożliwi manewr wyprzedzania bez korzystania z sąsiedniego pasa ruchu. Efekt? Wystarczy jeden rowerzysta i linia ciągła, by drastycznie zmniejszyć przepustowość drogi i wielokrotnie spotęgować ryzyko kolizji na danym odcinku.

Śmiało można więc zakładać, że pomysł, który ma na celu poprawę bezpieczeństwa rowerzystów, w praktyce spowoduje jedynie zwiększenie frustracji u pozostałych uczestników ruchu, co bezsprzecznie przełoży się na nasilenie patologicznych zachowań, w tym właśnie wyprzedzania cyklistów "na gazetę". Scenariusz jest o tyle prawdopodobny, że obecnie policja nie ma przecież żadnych możliwości technicznych, by zmierzyć odległość między samochodem a rowerem. Oznacza to, że nowy przepis w praktyce pozostałby martwy i nie wniósł do drogowej rzeczywistości niczego poza złudnym poczuciem bezpieczeństwa niechronionych uczestników ruchu. PR

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony