Pamiętacie Pana Samochodzika?

A może go w ogóle nie znacie? Nie, to chyba niemożliwe! Chociaż... W dobie Internetu, kultury obrazkowej i coraz powszechniejszej niechęci do czytania słowa drukowanego, trudno to całkowicie wykluczyć.

Zdjęcie

  To samochód wystarczająco dziwaczny, aby odstraszyć każdego normalnego człowieka
  To samochód wystarczająco dziwaczny, aby odstraszyć każdego normalnego człowieka
Powieściami Zbigniewa Nienackiego, których bohaterem był Tomasz, historyk sztuki, poszukiwacz przygód pokroju Indiany Jonesa czy Roberta Langdona oraz jego niezwykły pojazd, pasjonowały się całe pokolenia nastolatków. Dla wielu młodych ludzi lektura tych książek zapoczątkowała trwające do dzisiaj zainteresowanie motoryzacją.

Tomasz odziedziczył swój wehikuł w 1961 r. po zmarłym wuju-wynalazcy, inżynierze Stefanie Gromille. Nie był owym spadkiem uszczęśliwiony. Prawdę mówiąc, chciał się go jak najszybciej pozbyć.

Reklama

"Bo też był to samochód wystarczająco dziwaczny, aby odstraszyć każdego normalnego człowieka. (...) Wraz z jego pojawieniem się na ulicy przerażeni kierowcy warszaw, syren czy moskwiczy przyciskaliby klaksony, aby upewnić się, że nie śnią i że "takie coś" nie jest "latającym talerzem" z Marsa.

Wyobraźcie sobie czółno odrapane, zielonkawożółte, z zaciekami brązowymi i granatowymi, na czterech kółkach, z których dwa tylne mają szprychy, a przednie ich nie posiadają. Na tym czółnie znajduje się wypłowiały namiot koloru khaki. W namiocie tym są celuloidowe okienka (...). Namiocik jest dość duży, w gruncie rzeczy w wehikule owym pomieścić się mogą nawet cztery osoby; reszta namiotu zabudowana jest jakimiś dziwacznymi mechanizmami" - czytamy w "Wyspie Złoczyńców", pierwszej powieści z cyklu.

Jej bohater zmienił zdanie na temat "larwy obrzydliwego chrabąszcza", gdy zajrzał pod maskę dziwacznego pojazdu - okazało się, że kryje ona dwunastocylindrowy silnik, co tłumaczyło wyskalowanie prędkościomierza do 280 km/godz. Znajomy mechanik stwierdził, że jest to jednostka napędowa ferrari 410 superamerica, pochodząca, podobnie jak podwozie, z samochodu rozbitego przez pewnego Włocha na drodze do Zakopanego. Resztę dorobił samodzielnie wuj Gromiłło...

Chrabąszcz-ferrari rzeczywiście budził sensację. Swoim pokracznym wyglądem, ale także osiągami.

"Wyjechałem na szosę (...) Wehikuł wuja Gromiłły miał wspaniały zryw, w ciągu nie więcej niż piętnastu sekund miałem już sześćdziesiąt kilometrów na liczniku (...) Przy dziewięćdziesięciu wrzuciłem czwarty bieg. Strzałka licznika ciągle wędrowała w prawo - sto, sto dziesięć, sto dwadzieścia, wreszcie sto czterdzieści kilometrów" - opowiada z przejęciem Tomasz.

Jego wóz z łatwością wyprzedzał wszystkie napotkane samochody: moskwicza, simkę, wartburga... Potem okazało się, że po pewnych zabiegach można go zamienić w amfibię!

Czy rzeczywiście możliwe jest skonstruowanie superszybkiego, a jednocześnie pływającego auta? Czy pojazd, stanowiący połączenie napędu i zawieszenia ferrari z brezentową karoserią i domowymi sposobami wykonanym osprzętem mógłby w ogóle jeździć? Czy zostałby zarejestrowany i oficjalnie dopuszczony do ruchu? Czy polska szosa z lat sześćdziesiątych pozwalała rozpędzić samochód do 170 km/godz.?

Współczesny, dorosły czytelnik książek Zbigniewa Nienackiego ma liczne wątpliwości. Nastolatek nad takimi pytaniami nawet nie próbował się zastanawiać. Zresztą, sądząc po forach internetowych, Pan Samochodzik i jego niesamowity wehikuł nadal ma wielu fanów.

Czy również do nich należycie?

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony