Po kolejnej kraksie SOP. Może rządowych VIP-ów powinni wozić taksówkarze?

Jedną z cech współczesnego, praworządnego państwa jest kontynuacja. Zmieniają się, jak to w demokracji, rządy i układanki polityczne, ale każda kolejna władza czuje się odpowiedzialna za zobowiązania, podjęte przez poprzedników. Niestety, w Polsce bywa z tym różnie.

Zdjęcie

Kierowca Audi Q7 przyjął mandat. To on najechał na tył BMW i wepchnął to auto w Peugeota /Andrzej Grygiel /PAP
Kierowca Audi Q7 przyjął mandat. To on najechał na tył BMW i wepchnął to auto w Peugeota
/Andrzej Grygiel /PAP

Trzeba jednak przyznać, że istnieje przynajmniej jedna instytucja, która imponuje konsekwentnym przestrzeganiem wymienionej na wstępie zasady. Jest nią Służba Ochrony Państwa, następczyni Biura Ochrony Rządu. BOR zasłynął z licznych samochodowych incydentów z udziałem jego funkcjonariuszy. Ludzie SOP nie chcą być gorsi i też namiętnie rozbijają służbowe auta. Tradycja to tradycja. Trzeba być jej wiernym...

Cytat

Skoro obiektów wojskowych nie muszą pilnować żołnierze, to czy członków rządu powinni obowiązkowo wozić funkcjonariusze specsłużb? Może lepiej dla finansów państwa i bezpieczniej dla VIP-ów będzie sięgnąć na przykład po taksówkarzy z jakiejś sprawdzonej warszawskiej czy krakowskiej korporacji?

Najnowszym wydarzeniem z tej serii jest kraksa dwóch rządowych limuzyn w Imielinie. Przed przejściem dla pieszych zatrzymał się prywatny peugeot. Jadące za nim bmw z panią wicepremier Beatą Szydło na pokładzie też zdołało zahamować, ale trzecie w tej kolumnie, należące do SOP audi Q7, już nie. Audi w bmw, bmw w peugeota... Kto został uznany za winowajcę kolizji, jaką poniósł karę, jakie były skutki następujących po sobie zderzeń... Sprawa jest znana, nagłośniona w mediach, więc nie będziemy zagłębiać się w szczegółach. Wypada jednak pochylić się z troską nad wyjątkowym niefartem pani wicepremier.

Reklama

Pamiętamy, co zdarzyło się w lutym ubiegłego roku w Oświęcimiu. Wiozące ówczesną szefową rządu opancerzone audi A8 wylądowało na drzewie, a ona sama trafiła do szpitala. Trwa proces kierowcy Seicento, obwinionego o spowodowanie wspomnianego wypadku.

I znów, po niespełna dwóch latach, Beata Szydło poczuła napinające się gwałtownie pasy bezpieczeństwa, usłyszała huk, przejmujący odgłos pękających elementów nadwozi samochodów. Odżyły wspomnienia, wróciła trauma, którą pozostawia każde tego rodzaju zdarzenie. Nie ma cudów, człowiek nie jest zbudowany z kamienia...

Mimo wszystko najważniejsza pasażerka rządowej kolumny starała się zachować fason. Napisała na Twitterze, że doszło do "drobnej stłuczki". Hm... Pogięta blacha maski Q7, rozbite reflektory i zderzak, nie wiadomo co z chłodnicą i przednim pasem. Koszty naprawy takich uszkodzeń muszą iść w dziesiątki tysięcy złotych. Dodajmy do tego pokiereszowane bmw... Jak w takiej sytuacji wyglądałaby stłuczka "niedrobna"?

Pani wicepremier zakończyła swój wpis radą, skierowaną  do innych użytkowników dróg: "Uważajcie na drogach, bo deszcz i ślisko."

Komentujący incydent w Imielinie politycy opozycji, dziennikarze, a także były dowódca BOR, wytykają Służbie Ochrony Państwa, że zatrudnia kierowców ze zbyt małym doświadczeniem. 

Audi premier Szydło nie miało AC. Niby po co miałoby mieć

Niektórzy dziwią się, dlaczego siedem lat po katastrofie smoleńskiej wciąż trwa prokuratorskie śledztwo, mające wyjaśnić przyczyny tej tragedii. Zarówno w Polsce, gdzie po zmianie władzy zostało rozpoczęte niejako od początku, jak i, przynajmniej formalnie - w Rosji. Co tu się jednak dziwić,... czytaj więcej

Na Boga, o czym wy mówicie?! Przecież konieczność utrzymywania bezpiecznej odległości od poprzedzającego pojazdu, zachowanie szczególnej ostrożności przed przejściami dla pieszych, dostosowanie prędkości do sytuacji na drodze, to absolutne abecadło, które od pierwszego dnia nauki wpaja się uczestnikom kursów na prawo jazdy. Jeżeli kierowcy SOP go nie znają lub lekceważą, to należy ich natychmiast zwolnić do cywila i być może skorzystać z doświadczeń Ministerstwa Obrony Narodowej. Właśnie poinformowano, że MON wydaje rocznie ponad pół miliarda złotych na usługi zewnętrznych firm ochroniarskich.

Skoro obiektów wojskowych nie muszą pilnować żołnierze, to czy członków rządu powinni obowiązkowo wozić funkcjonariusze specsłużb? Może lepiej dla finansów państwa i bezpieczniej dla VIP-ów będzie sięgnąć na przykład po taksówkarzy z jakiejś sprawdzonej warszawskiej czy krakowskiej korporacji? Albo zatrudnić takich ludzi, jak 77-letni kierowca peugeota z Imielina. On akurat zachował się prawidłowo i zatrzymał na czas przed pasami. 

Maria Odrowąż

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony