Pokochać dziury

Po sezonie gołoledzi i błota pośniegowego nadszedł czas wiosennych przełomów.

Zdjęcie

/INTERIA.PL
Wiele polskich szos i ulic przypomina płaszcz włóczęgi - składają się wyłącznie z łat. Dziury w jezdniach wypadają co roku i to zazwyczaj w tych samych miejscach, co dowodzi, że ich usuwanie jest zajęciem jałowym i beznadziejnym. Na uporanie się z problemem przez gruntowne naprawy też nie ma co liczyć, bo biorąc pod uwagę długość remontowanych odcinków w odniesieniu do całej sieci dróg w Polsce, jest to zadanie obliczone nie tyle nawet na lata, co stulecia.

W tej sytuacji jedynym sensownym rozwiązaniem wydaje się rezygnacja z doraźnego łatania dziur na rzecz ich odpowiedniego zagospodarowania. Zacznijmy od oznakowania. Stosowane obecnie w tym celu pachołki czy prowizoryczne ogrodzenia są banalne i brzydkie. Należy, korzystając z pomocy artystów plastyków, zaprojektować je całkowicie na nowo, dostosowując do charakteru miejsca. Inne na drogach krajowych, inne na lokalnych. Inne w zabytkowych centrach miast, inne na nowo zbudowanych osiedlach apartamentowców. Na każdym znaku znalazłyby się podstawowe informacje: głębokość wyrwy, jej długość i szerokość itp. Do tego krótki wierszyk lub zgrabna sentencja. Udałoby się zapewne wydzielić również trochę powierzchni reklamowej.

Reklama

Jazda slalomem pomiędzy estetycznie i atrakcyjnie oznakowanymi dziurami służyłaby doskonaleniu umiejętności kierowców, zmuszała ich do zwiększonej koncentracji, jednocześnie spowalniając ruch, co przyczyniłoby się do wzrostu bezpieczeństwa na drogach. A od czasu do czasu usuwałoby się wszelkie ograniczenia, urządzając dla śmiałków ekstremalny rajd. Prawdziwy Rally of Poland.

Zobacz obrazki z polskich dróg.

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony