Polak kolarskim mistrzem świata. Fatalna wiadomość dla zmotoryzowanych

Michał Kwiatkowski, jako pierwszy Polak w historii, został kolarskim mistrzem świata zawodowców. Wielki sukces, a jednocześnie... fatalna wiadomość dla zmotoryzowanych. Oznacza bowiem, że na drogach pojawi się jeszcze więcej rowerzystów.

To normalna, wielokrotnie sprawdzona zależność: spektakularne zwycięstwa rodaków w sporcie wyczynowym przekładają się na szybki wzrost popularności reprezentowanej przez nich dyscypliny wśród zwykłych śmiertelników. Owszem, medale Adama Małysza i Kamila Stocha nie miały większego wpływu na  nasze codzienne życie, gdyż trudno jakoś wyobrazić sobie amatorskie uprawianie skoków narciarskich, jednak w przypadku osiągnięć Kwiatkowskiego czy Rafała Majki, triumfatora dwóch etapów na tegorocznym Tour de France, jest inaczej. Na rower może wsiąść niemal każdy. Dojeżdżać nim do pracy lub na uczelnię, wybrać się na niedzielną wycieczkę, albo zafundować sobie tzw. kolarzówkę, kolorowy, obcisły strój oraz efektowny kask i zadawać szpanu, udając lidera zawodowego peletonu.

Już teraz w Polsce sprzedaje się więcej rowerów niż samochodów osobowych. W ubiegłym roku - 1,28 mln pojazdów, przy czym w zdecydowanej większości były to nówki-sztuki. Wartość krajowego rynku jednośladów napędzanych siłą mięśni szacuje się na nieco ponad 1 mld zł rocznie. Jesteśmy znaczącym producentem (w 2013 r. 950 tys. sztuk, czwarte miejsce w Europie) i eksporterem rowerów. Według GUS, najwięcej jednośladów made in Poland trafia do Niemiec, ale weszliśmy z naszą ofertą m.in. także do Chin.

Cytat

W każdy ostatni piątek miesiąca w niektórych dużych polskich miastach jest organizowana tzw. masa krytyczna, czyli zorganizowany przejazd kilkusetosobowych grup cyklistów

Reklama

W ciągu pierwszych pięciu miesięcy tego roku, a zatem jeszcze przed największymi sukcesami Majki i Kwiatkowskiego, produkcja rowerów w Polsce, w porównaniu z tym samym okresem 2013 r., wzrosła o 12,2 proc. Co gorsza, z badań ankietowych wynika, że aż 70 proc. właścicieli rowerów używa swoich pojazdów codziennie lub kilka razy w tygodniu.

Powyższe dane muszą niepokoić, bowiem grożą zaostrzeniem i tak już nieprzyjemnych konfliktów na drogach.

Lista zarzutów kierowców wobec rowerzystów jest długa i dobrze znana. Nagminne lekceważenie przepisów ruchu drogowego, lawirowanie między samochodami czekającymi przed skrzyżowaniami na zmianę świateł, przejeżdżanie przez przejścia dla pieszych, jazda ze słuchawkami na uszach i izolowanie się głośną muzyką od świata zewnętrznego, ogólna arogancja, wynikająca z przeświadczenia o swojej moralnej wyższości nad zmotoryzowaną częścią społeczeństwa. Oczywiście nie trzeba dodawać, że równie liczne są pretensje rowerzystów wobec kierowców, uznawanych za wygodnickich bogaczy, za nic mających troskę o czystość naszej planety...

W każdy ostatni piątek miesiąca w niektórych dużych polskich miastach jest organizowana tzw. masa krytyczna, czyli zorganizowany przejazd kilkusetosobowych grup cyklistów. "Masa to rowerowy ruch społeczny, przypominamy miastu o swojej obecności i promujemy rower.  Masowicze co miesiąc udają się w najbardziej antyrowerowe miejsca Krakowa, by domagać się zmian. Masa to także dobra zabawa, okazja do poznania ciekawych ludzi i pokazania innym swojego roweru! My nie blokujemy ruchu, my jesteśmy ruchem!" - czytamy na jednej ze stron internetowych, wspierających Krakowską Masę Krytyczną.

Zgodnie z przepisami o zgromadzeniach publicznych, władze miasta nie mogą zabronić organizowania rowerowych manifestacji, wpływać na ich termin czy trasę przejazdu. Uczestnicy Masy Krytycznej korzystają zatem z gwarantowanych przez  konstytucję praw, co w praktyce oznacza jednak przede wszystkim prawo do psucia krwi innym użytkownikom dróg, zwłaszcza kierowcom samochodów.

  • Masa krytyczna, czyli zorganizowany przejazd grup cyklistów to
Nie zaznaczono żadnej odpowiedzi !

Masa krytyczna, czyli zorganizowany przejazd grup cyklistów to

Masa krytyczna, czyli zorganizowany przejazd grup cyklistów to
  • 35%
  • 40%
  • 22%
  • 13%
  • 2%
głosów: 443

- W miniony piątek wybraliśmy się z żoną do opery - opowiada Paweł, mieszkaniec Krakowa. - Zupełnie nie spodziewaliśmy się, że w centrum miasta natkniemy się na demonstrację rowerzystów. Ponad godzinę tkwiliśmy z tego powodu w korku. Byliśmy tak mocno spóźnieni, że musieliśmy zrezygnować ze spektaklu i wrócić do domu. Zastanawiam się teraz, od kogo powinienem zażądać zwrotu pieniędzy za niewykorzystane bilety. Nie mówiąc już o moich nerwach i rozczarowaniu żony.

Można rzec: sami sobie są winni. Trzeba było pojechać nie samochodem, lecz rowerami. Sęk w tym, że Paweł i jego żona są tradycjonalistami i wybierając się do teatru zmieniają dżinsy i T-shirty na garnitur i elegancką sukienkę, a takie stroje raczej słabo pasują do roweru. Poza tym mieszkają na peryferiach Krakowa, 15 kilometrów od siedziby opery, w miejscu, z którego trudno wydostać się innym środkiem transportu niż własne auto.

Zresztą opera operą, ale ile osób przez Krakowską Masę Krytyczną spóźniło się na pociąg, samolot, ważne umówione spotkanie?

Cykliści, organizując masowe manifestacje, chcą wymóc na władzach miasta poprawę rowerowej infrastruktury.  Bardzo wątpliwe jednak, by po ostatnich doświadczeniach Paweł i setki innych kierowców stali się sojusznikami ich sprawy.  

Czytaj również:

Od sportu po terror, czyli czy rowerzyści to terroryści?


Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony