​Policjant bez prawa jazdy kontrolował innych kierowców...

Czwartek, 14 stycznia (11:14)

Policja miewa ostatnio pełne ręce i pałki roboty, a jednocześnie poczucie braku szacunku ze strony społeczeństwa, przynajmniej jego części. Zamiast wdzięczności - pretensje i szyderstwa. Poszukujący taniej sensacji dziennikarze nie przepuszczą żadnej okazji, by zakpić z mundurowych. Zupełnie bez sensownego powodu nagłośnili na przykład incydent z udziałem funkcjonariusza komendy z Ustronia, który, nie mając prawa jazdy, przez wiele lat dojeżdżał do pracy własnym samochodem i korzystał ze służbowych radiowozów.

Zdjęcie

zdj. ilustracyjne /ANDRZEJ ZBRANIECKI /East News
zdj. ilustracyjne
/ANDRZEJ ZBRANIECKI /East News
Policjant na przejściu potrącił staruszkę

Do dramatycznego zdarzenia doszło w Gdańsku. Policjanci, którzy po interwencji zamierzali odjechać z miejsca zdarzenia, potrącili 81-latkę. czytaj więcej

Pismaki to hieny, wiadomo, ale nadany przez niektóre media ton podchwycili niestety również internauci. Krytykują, odreagowują własne rzekome krzywdy,  niesłusznie uogólniają. I te złośliwe uwagi... "Teraz przy kontroli należy zapytać policjanta czy on takowe [prawo jazdy] posiada"... "A pozwolenie na broń służbową narysował syn kredkami"... "Uważam, że jest to po prostu oszust"... "Podpadł komendantowi i po 15 latach zauważyli"... Nikt, ale to nikt nie pofatygował się, by wgłębić się w tę historię.

Przede wszystkim  należałoby zadać sobie pytanie, dlaczego nieszczęsny podoficer z Ustronia nie zadbał o to, by uzyskać formalne uprawnienia do prowadzenia pojazdów. Przez lenistwo? Zaniedbanie? Zapomnienie? Roztargnienie? A może po prostu nie miał do tego głowy, zajęty pracą i rodziną? Kurs dla kandydatów na kierowców zabiera cenny czas. Trzeba uczęszczać na wykłady, odbywać jazdy z instruktorem, potem zaliczyć test końcowy, który, jak wiemy, bywa loterią. Człowiek dość ma stresu w policyjnej robocie, żeby jeszcze tracić nerwy w zderzeniu z bezduszną machiną egzaminacyjną.

Reklama

Incydent, który z jednej strony wywołał falę pryncypialnego oburzenia, a z drugiej niewybredne śmichy i chichy, unaocznia ponadto prawdę, której nie chcą przyjąć nieprzejednani legaliści. Otóż papier papierem, a faktyczne umiejętności umiejętnościami. Ptaki nie mają licencji pilotów, a latają, aż miło popatrzeć. Funkcjonariusz z Ustronia prawa jazdy się nie dorobił, lecz przecież za kierownicą radził sobie doskonale. Przynajmniej wszystko na to wskazuje. Z medialnych relacji wynika, że nikt nigdy nie podejrzewał, że coś tu nie gra. Chłop jeździł własnym autem, jeździł radiowozem i wpadł właściwie przypadkowo. Przez kolizję, a raczej współposzkodowanego jej uczestnika, który zamiast dogadać się jak człowiek z człowiekiem niepotrzebnie wezwał patrol drogówki. Można było jeszcze liczyć na niedoskonałość bazy danych o kierowcach, ale tym razem zadziałała ona bezbłędnie. Po prostu pech. 

Skandal w Koninie. Policjanci przyjęli pudełko ciastek

No i mamy kolejną aferę z udziałem policji! Dwaj funkcjonariusze z powiatu konińskiego zostali oskarżeni o przyjmowanie łapówek od kierowców. W jednym z pięciu zarzucanych im przypadków korupcji korzyść majątkową stanowiło pudełko ciastek o wartości 20 zł. czytaj więcej

Nic dziwnego, że autor jednego z komentarzy w internecie zaproponował, aby w uznaniu dotychczasowych doświadczeń i czystej wypadkowej kartoteki bohatera tej opowieści przyznać mu prawo jazdy honoris causa. Chyba każdy podpisałby się pod takim wnioskiem. Zacytujmy tu innego z internautów, który pisze tak: "Ja znam przypadek kierowcy PKS z Radomska co od lat 50., od powstania firmy, do lat 90. jeździł bezwypadkowo i też nie posiadał nigdy prawka na nic. Wpadł mając 75 lat, samochodem osobowym w Częstochowie jak mu ktoś na tył malucha najechał."

Pozostaje do wyjaśnienia kwestia motywów postępowania rzeczonego funkcjonariusza. Dlaczego nie przyznał się wcześniej, że z formalnego punktu widzenia nie powinien być dopuszczany do prowadzenia radiowozu? Wytłumaczenie jest oczywiste. Najpierw jakoś tak wyszło, a potem nie chciał robić zamieszania i narażać przełożonych na zarzut braku nadzoru. Ponadto wiedział, że policja od lat boryka się z poważnymi problemami kadrowymi. Jego odejście ze służby i powstały w ten sposób wakat tylko je pogłębiłoby. A poza wszystkim zapewne kocha swoją pracę i nie chciał jej stracić...

 

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl