Powrót Kubicy. Przez Internet zaczęła płynąć fala kretyńskich komentarzy...

Wydawało się to zupełnie niemożliwe. Mrzonka, zadanie z kategorii mission impossible, pobożne życzenie... A jednak cuda się zdarzają - Robert Kubica wraca jako pełnoprawny kierowca wyścigowy do Formuły 1!

Zdjęcie

/AFP
/AFP

Jest sportowcem, budzącym w ojczyźnie, którą zresztą już dawno opuścił, wyjątkowo gorące emocje. Zarówno pozytywne, jak i negatywne. Najpierw ogarnęła nas euforia. Oto doczekaliśmy się pierwszego rodaka w elitarnym świecie Formuły 1. Pękaliśmy z dumy, gdy w 2008 wygrywał Grand Prix Kanady, gdy w sumie dwunastokrotnie stawał na podium. Młody, utalentowany, zwycięski, biało-czerwony...

Potem przyszedł 6 lutego 2011 i fatalny wypadek w rajdzie Ronde di Andora. Przyszło rozczarowanie, żal i pretensje do Kubicy, że startując w trzeciorzędnej, prowincjonalnej imprezie przekreślił swoją tak obiecująco rozwijającą się karierę. I nadzieje polskich kibiców.

Reklama

Przez Internet zaczęła płynąć fala nienawistnych komentarzy, wzbierająca zwłaszcza w okresie czasami niespecjalnie udanych próbach Roberta Kubicy w rajdach WRC. Znamienne, że w szyderstwach celowali szczególnie ci, którym pochodzący z Krakowa kierowca niczego nie zawdzięcza i nie jest wobec nich w żaden sposób zobowiązany.

Teraz... Teraz jest podobnie. Znowu pojawiły się kpiny, pytania o hojny sponsoring Orlenu, za który rzekomo będziemy musieli zapłacić w wyższych rachunkach na stacjach benzynowych ("wszyscy Polacy zrobili zrzutkę na 100 baniek, aby milioner Kubica mógł dalej się ścigać"). Na szczęście nie brakuje również głosów otuchy i przejawów wsparcia.   

"Brawo Robert. Wracasz do domu!"

"Gratuluję determinacji i siły woli. Życzę sukcesów. Szkoda jednak tych 8 lat, bo gdyby nie bezsensowne starty w niewiele znaczących rajdach samochodowych, to być może Robert Kubica byłby już kilkakrotnym mistrzem świata Formuły 1. Ale przeszłość należy zostawić za sobą. Powodzenia panie Robercie. Wielki szacun za powrót do elity."

"Brawo Robercik! Znowu zacznę oglądać F1, trzymam kciuki i powodzenia!"

Dodatkowej satysfakcji dostarcza fakt, że Polak zastępuje w zespole Williamsa Rosjanina...

"Sirotkin może Kubicy najwyżej garaż pozamiatać a i to wielki zaszczyt."

"Jednoręki Polak lepszy od zdrowego Ruska. I to jest piękne i tego się trzymajmy."

Rzeczywiście jest pięknie, ale przestrzegamy przed nadmiernym optymizmem. "Może trochę rozsądku? Na razie za nasze pieniądze ma wrócić do F1. Ale efekty to niewiadoma. Praktyka pokazuje, że udane powroty zdarzają się wybitnym kierowcom - Raikkonen, Schumacher. A Robert Kubica takim nigdy nie był. Była bardzo dobry, ale nie wybitny. To raczej świetny analityk" - pisze jeden z internetowych komentatorów.

Można się z jego opinią zgadzać lub nie, ale trudno zaprzeczyć, że Robert Kubica nie jest młodzieniaszkiem. 7 grudnia skończy 34 lata. Ma za sobą  bolesne przejścia. Co prawda twierdzi, że niesprawność prawej ręki (ostatnio przestał ją ukrywać przed kamerami;  szczerze mówiąc, nie wygląda dobrze) bardziej przeszkadza mu w codziennym życiu niż za kierownicą, ale przecież dopiero ostra walka na torze zweryfikuje te słowa.

Nie jest również tajemnicą, że bolidy Williamsa i sam brytyjski team nie dają żadnej gwarancji sukcesu. Tak przynajmniej można sądzić po wynikach obecnego sezonu F1.

Warto też pamiętać, że Formuła 1, przy całym swoim sportowym i patriotycznym wymiarze cyrkiem, widowiskiem telewizyjnym i, nade wszystko, wielkim biznesem. Biznesem, który rządzi się swoimi prawami.     

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony