Przyczepka przepychacz zamiast silnika. Krakowski pomysł na elektromobilność

Elektromobilność rodzi obecnie wiele problemów. Jednym z nich jest bariera w dostępie do pojazdów i punktów ładowania stawiana mniej zamożnym obywatelom. Na rozwiązanie tego problemu wpadł właśnie krakowski radny - Łukasz Wantuch. Ten sam, który wymyślił już wcześniej zadaszoną panelami fotowoltaicznymi drogę dla rowerów...

Zdjęcie

Prototyp przyczepki pchającej. fot. facebook Łukasz Wantuch /
Prototyp przyczepki pchającej. fot. facebook Łukasz Wantuch
/

Tym razem słynący z kontrowersyjnych pomysłów radny chce pozyskać sponsorów skłonnych wyłożyć kwotę 150 tys. zł niezbędną do przetestowania systemu wymiennych przyczepek trakcyjnych stanowiących źródło alternatywnego napędu elektrycznego dla samochodów spalinowych.

Tak, dobrze widzicie. Radny Wantuch chce, by w Krakowie powstał system "bateriomatów", w których można by wymienić ołowiowy (!) akumulator trakcyjny na naładowany lub - w kilkadziesiąt sekund - wymienić wyładowaną przyczepkę na inną, gotową do jazdy. Ta, w miejskich warunkach zapewniać ma zasięg około 10-20 km.

Reklama

Sam pomysł przypomina nieco paryski startup ET Tender, chący wynajmować doczepiane do elektrycznych samochodów przyczepy, które stanowić mają dodatkowy bank energii. Różnica jest taka, że w Krakowie nie chodzi wcale o wydłużenie zasięgu elektryka. Przyczepka - w roli "pchacza" - ma być elektrycznym źródłem napędu dla auta spalinowego!

Radny Wantuch snuje daleko idące wizje, w ramach których większe urządzenia mogłyby np. "przepychać" ciężarówki lub autobusy. Jak ma to działać w przypadku samochodów osobowych? Oddajmy głos samemu autorowi...

"Pan Tomasz jest taksówkarzem od wielu lat. Jeździ-10 letnią Toyotą Avensis. Żeby skorzystać z programu, zamontował w swoim samochodzie hak, na co  otrzymał zwrot 500 zł z Urzędu Miasta Krakowa w ramach Programu Ograniczania Drogowej Emisji (PODE). Mieszka na ulicy Strzelców i pracuje głównie w dzień. Po śniadaniu zalogował się w aplikacji PODE w podsekcji "Stacja Główna" i zarezerwował elektryczną przyczepkę. Od momentu rezerwacji ma 30 minut na jej odbiór. Następnie pan Tomasz wsiadł w samochód i pojechał na ulicę Powstańców, gdzie przy pętli autobusowej znajduje się bezobsługowa stacja wypożyczalnia elektrycznych przyczepek pchających. Takich stacji jest ok 25-30, po jednej, dwie w każdej dzielnicy. Wysiadł z samochodu, odblokował przyczepkę i przypiął do haka. W tym momencie napęd przejmuje całkowicie przyczepka, pan Tomasz używa silnika samochodowego wyłącznie do wspomagania kierownicy, radia, świateł itp, czyli silnik jest "na luzie" (1 litr benzyny na 1 godzinę pracy dodatkowo), ale można też tak przerobić instalację elektryczną w starszych samochodach, nie będących już na gwarancji, że silnik spalinowy może być całkowicie wyłączony".

"Od przyczepki przez dach i szybę (lub przez bagażnik) idzie kabel, który kończy się na kierownicy (można też pomyśleć o sterowaniu bezprzewodowym). Do kierownicy samochodu pan Tomasz dopina mały sterownik, którym reguluje pracę silnika przyczepki i prędkość pojazdu. Składa się on z czterech  przycisków- “szybciej", “wolniej", “bieg wsteczny" i  “tempomat". Naciśnięcie pedału hamulca w samochodzie wyłącza silnik elektryczny do czasu ponownego naciśnięcia przycisku prędkości  (w jaki sposób? - przyp. red.) Pierwszy kurs jest z ulicy Dobrego Pasterza do Nowej Huty, na Plac Centralny. Przez całą drogę napęd zapewniała. Zamontowane w przyczepce baterie zapewniają tylko zasięg na poziomie 10-20 km w zależności od pory roku i samej trasy. Można dać baterie, które dadzą zasięg 50 czy 100 km, ale po co? Lepsze jest rozwiązanie wymiany- po prostu jest tańsze. Nad wszystkim czuwa aplikacja" - tłumaczy pomysłodawca.

Kraków zadaszy ścieżki rowerowe?

W Pacanowie kozy kują, a w Krakowie... miłośnicy pedałowania wkrótce jeździć będą po zadaszonych ścieżkach rowerowych! czytaj więcej

Skomplikowane? Na tym jednak nie koniec. "Czy tego typu pomysł mógłby mieć również zastosowanie jako system napędowy między miastami? Weźmy pod uwagę autostradę A4 między Krakowem a Katowicami. Tir spala 30 litrów paliwa na 100 km, więc tutaj oszczędności mogą być gigantyczne. Nawet jeżeli co 50 km musiałby zatrzymywać się na wymianę baterii, co trwa 60 sekund, to i tak jest to opłacalne. Nie trzeba kupować przyczepki, można ją wypożyczyć za bramkami w Balicach i oddać przy wjeździe do Katowic. Tir, który jedzie w drugą stronę, zabierze ją ze sobą".

Co, oprócz fizyki, zdrowego rozsądku i przepisów Prawa o ruchu drogowym stoi na przeszkodzie do realizacji ambitnego planu?

"Potrzebna jest kwota ok. 150 000 zł na opracowanie Modelu 2 i Modelu 3 o znacznie zmniejszonej długości przyczepki, umożliwiającej osiągnięcie prędkości 90 km/h i utrzymanie jej na dystansie 20 km. Wymaga to silnika o znacznie większej mocy, do przyczepki widocznej na pierwszym zdjęciu zamontowany został silnik o mocy zaledwie 2 KW." Kwota wystarczyć ma również na zakup dwóch baterii i opracowanie "innego systemu zapinania" zapewniającego większą stabilność...

Oczywiście w pełni popieramy innowacyjny pomysł ze stolicy Małopolski i trzymamy kciuki za jego powodzenie. Kierowani dziennikarską ciekawością chętnie porozmawiamy z inwestorami, którzy zdecydują się wesprzeć niecodzienną inicjatywę. Liczymy też na to, że zostaniemy zaproszeni na premierowy pokaz krakowskiej przyczepki, w czasie którego za kierownicą auta napędzanego przez pchacza siądzie sam pomysłodawca. Niezmiernie ciekawi nas, w jaki sposób poradzi on sobie z prowadzeniem samochodu "napędzanego przyczepą" chociażby zimą, na śliskiej nawierzchni.  Ciekawi nas również, o ile zmniejszy się przepustowość krakowskich dróg, gdy statystyczne auto stanie się nagle o połowę dłuższe.

Biorąc powyższe pod uwagę tak błahe problemy, jak chociażby kwestia oświetlenia "pchacza", wydają się zaledwie szukaniem dziury w całym...

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony