Ronaldo będzie zatrudniony na lewym etacie lakiernika? Raczej nie

Związki zawodowe we włoskiej fabryce Fiata w Melfi ogłosiły strajk. Załodze wspomnianych zakładów nie podoba się, że Juventus Turyn, klub mocno związany finansowo z ich pracodawcą, postanowił zatrudnić Cristiano Ronaldo.

Zdjęcie

/
/

Transfer oraz wypłacona w ciągu czterech lat gaża, bo na taki okres opiewa kontrakt podpisany z portugalskim supergwiazdorem, który dotychczas kopał piłkę dla Realu Madryt, będą kosztowały łącznie 225 milionów euro. Tych, którzy pamiętają realia, w jakich funkcjonował polski sport w czasach PRL, ów protest musi niepomiernie dziwić.

Zdecydowana większość klubów piłkarskich, zarówno pierwszoligowych, jak i występujących w niższych klasach rozgrywkowych, była wówczas utrzymywana przez resorty spraw wewnętrznych i obrony narodowej lub państwowe zakłady pracy, zwłaszcza te reprezentujące przemysł ciężki. Zawodników zatrudniano na fikcyjnych etatach: podoficerów milicji i wojska, górników dołowych, wytapiaczy stali, operatorów dźwigów stoczniowych, spawaczy itp.

Reklama

Oprócz pensji otrzymywali sowite premie, talony na samochody, pozakolejkowe przydziały na mieszkania. Oczywiście ich zarobki nijak się miały do dzisiejszych apanaży Ronaldo, ale osiągały pułap, o którym szeregowi pracownicy mogli tylko pomarzyć. I nikomu nie przyszło do głowy, by z tego powodu wszczynać strajk.

Owszem, niekiedy po cichu sarkano, że bramkarza X czy napastnika Y nikt nigdy nie widział w normalnej robocie, ale przeważała duma z sukcesów "naszych chłopców". Każdy wzmacniający drużynę transfer witano z radością, nie zważając na koszty dla macierzystego zakładu pracy. Władza też miała wymówkę. Wiedziała, że lud potrzebuje chleba i rozrywki, a skoro z chlebem są kłopoty, więc...

Robotnicy z Melfi nie znają dziejów futbolu w ojczyźnie Zbigniewa Bońka i nie rozumieją historycznie sprawdzonych zasad sponsoringu. Najwyraźniej nie utożsamiają się też z drużyną Juventusu. Może dlatego, że mieszkają na południu Włoch i nie jeżdżą na jej mecze do Turynu. Jednak najbardziej zaskakuje, że nie dostrzegają szans, które niesie dla Fiata zaangażowanie Cristiano Ronaldo.

Nie od dziś koncerny samochodowe wspierają czołowe kluby piłkarskie Europy. Audi z wielką pompą przekazuje futbolistom Bayernu Monachium swoje najbardziej wypasione modele. W ostatnim rozdaniu David Alaba i Juan Bernat wzięli Audi S8 plus. Arjen Robben, Franck Ribery, Thomas Mueller i Manuel Neuer zdecydowali się na SQ7. RS 7 Sportback jeżdżą Rafinha, Corentin Tolisso i James Rodriguez, a Robert Lewandowski, Mats Hummels, Thiago Alcantara i Jerome Boateng - RS 6 Avant z silnikiem 4.0 605 KM. Głównym sponsorem VFL Wolfsburg jest Volkswagen AG.

W sierpniu ubiegłego roku umowę o strategicznej współpracy przedłużyły Opel i Borussia Dortmund. To dlatego Lewandowski, Kuba Błaszczykowski i Łukasz Piszczek, czyli "polska trójka z Dortmundu", tłoczyli się w reklamie na siedzeniach Astry sedan, choć na co dzień stać ich było na Ferrari i Bentleye.  Ich ówczesny trener Jurgen Klopp, do dzisiaj, choć pracuje już w Anglii, zachwala Opla Mokkę.

Zakłady w Melfi produkują trzy modele aut - Punto, 500X i Jeepa Renegade. Wyobrażacie sobie CR7 za kierownicą Fiata, zachęcającego klientów do kupna tego wozu? I rzesze fanów Portugalczyka, którzy masowo ruszają do salonów samochodowych kupować poczciwego Punciaka, albo 500X? A może wielki Cristiano zareklamowałby gościnnie również Pandę albo, jeszcze lepiej, "pięćsetkę" z fabryki w Tychach? Toż to byłby hit!

Włoskim związkowcom ktoś powinien uświadomić jeszcze jedno: Ronaldo nie będzie zatrudniony w Melfi na lewym etacie lakiernika w wydziale karoserii. Nie będzie też bezpośrednio obciążał ich funduszu płac. A i postulat, aby 225 mln euro z kontraktu przeznaczyć na inwestycje, "gwarantujące pracę tysiącom ludzi", nie ma większego sensu - za takie pieniądze nie da się  zaprojektować i wdrożyć do produkcji nowego modelu samochodu.

Na koniec zamknijmy oczy i popuśćmy wodze fantazji. Jest rok 2018. Załoga skądinąd świetnie prosperującej Fabryki Samochodów Osobowych na Żeraniu burzy się, ponieważ jej właściciel, skarb państwa, ogłosił właśnie przetarg na zakup nowego, światowej klasy napastnika dla święcącej triumfy w Lidze Mistrzów Legii Warszawa. Zgłosili się Messi, Ronaldo, Neymar, Mbappe i Lewandowski... Nie, na taką wizję nasza wyobraźnia okazuje się za ciasna.  

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony