​Rowerzyści nie są porządnymi obywatelami

A jednak minister Witold Waszczykowski miał rację, mówiąc, że rowerzyści, wegetarianie i miłośnicy energii odnawialnej to osobnicy, których przekonania i czyny kłócą się z systemem wartości wyznawanych przez porządnych obywateli. Jego wyrażona w głośnym wywiadzie prasowym opinia znalazła potwierdzenie w wydarzeniach, do których doszło... tak, tak, nie gdzie indziej, jak w Niemczech. Kraju, który jak się okazuje ma problemy nie tylko z uchodźcami.

Zdjęcie

Protest rowerzystów pod MSZ po wypowiedzi min. Waszczykowskiego /Kuba Atys /
Protest rowerzystów pod MSZ po wypowiedzi min. Waszczykowskiego
/Kuba Atys /
​Rowerzyści. Święte krowy na drogach?

Władze Strasburga postanowiły wydać zdecydowaną walkę lekceważącym przepisy ruchu drogowego rowerzystom. To wydarzenie zostało uznane za na tyle ważne, że zajął się nim korespondent Polskiego Radia w Paryżu. Dowiedzieliśmy się zatem, że rowerzyści stanowią 5 proc. wszystkich śmiertelnych ofiar... czytaj więcej

W nocy z soboty na niedzielę jedną z ulic w pobliżu centrum Berlina przejechała grupa siejących popłoch i zniszczenie zamaskowanych rowerzystów. Liczyła od 20 do 40 osób (niektóre źródła twierdzą, że nawet 50) i działała w sposób planowy i zorganizowany. Jedni z napastników rozbijali szyby zaparkowanych przy Flottwellstrasse samochodów, inni wrzucali do ich wnętrza pojemniki z łatwopalnym płynem i podpalali. W ten sposób w krótkim czasie spłonęło przynajmniej 27 aut i to, dodajmy, nie byle jakich. Cykliści starannie wybierali marki i modele, koncentrując się na mercedesach, porsche i bmw. Łączną wartość zniszczonych aut szacuje się na około milion euro.

Skąd ta nienawiść do luksusowych limuzyn? Ano stąd, że symbolizują one bogactwo i konsumpcyjny styl życia establishmentu, znienawidzonego przez anarchistów, tworzących, jak sami je określają, tzw. Społeczno-Demokratyczne Ludowe Komando Rowerowe. Bo to oni właśnie, zdaniem policji, byli sprawcami sobotnio-niedzielnego ataku.

Reklama

Agresję lewaków potęguje szybkie przekształcanie się okolic stacji metra Gleisdreieck w dzielnicy Kreuzberg, obfitującej dotychczas w zasiedlane przez nich squaty, w kwartały przeznaczone dla zamożnych berlińczyków. Cena metra kwadratowego mieszkania w licznie powstających tu apartamentowcach wzrosła od lata 2014 r. o 3200 euro. Kogo stać na takie lokum? Tylko właścicieli nowiutkich merców, beemek i porszaków. Paląc te auta, uderza się, wedle manifestów głoszonych przez sprawców dewastacji, w samo serce wrażego systemu.

Kosztowne samochody nie pierwszy raz padły ofiarą anarchistów, nigdy jednak dotąd ataki nie miały tak zorganizowanej formy jak na Flottwellstrasse (przy okazji zniszczono też wiele szyb w witrynach sklepowych i mieszkaniach). Manifestujący swoje poglądy zwolennicy kontrkultury niszczą w Berlinie średnio 250 aut w roku. Najwięcej, bo około 400, spalili ich w 2011 r.

Podpalanie pojazdów nie jest zresztą specjalnością wyłącznie niemiecką. Media przypominają wyczyn pewnego młodego Amerykanina, absolwenta renomowanej uczelni Caltech, który w 2003 r. na parkingach czterech salonów samochodowych w południowej Kalifornii spalił łącznie 125 aut, wartych 5 mln dolarów. Po zatrzymaniu oświadczył, że chciał  w ten sposób zaprotestować przeciwko udziałowi motoryzacji w zanieczyszczaniu środowiska naturalnego. 

A tak nawiasem mówiąc: czy potraficie wyobrazić sobie właścicieli samochodów, którzy krążąc w kominiarkach nocami po ulicach miast podpalają rowery?

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony