"Samochód na gaz to tak, jak wykastrowany facet"

Szczytem motoryzacyjnego luksusu jest możliwość nie posiadania własnego samochodu. Zero kosztów stałych, żadnych wydatków na ubezpieczenia, przeglądy, naprawy, żadnych obaw, że ukradną, porysują, wgniotą błotnik...

Zdjęcie

Przerabiane na gaz porsche cayenne turbo /Fot. Lech Gawuć /Reporter
Przerabiane na gaz porsche cayenne turbo
/Fot. Lech Gawuć /Reporter
- Jakiś czas temu zrezygnowałem z auta. Nie, nie jestem zwariowanym ekologiem i miłośnikiem roweru. Po prostu mieszkam blisko pętli tramwajowej. Podróż do centrum miasta, gdzie pracuję, zabiera mi 20-25 minut. Wystarczy, żeby spokojnie przeczytać gazetę - opowiada jeden ze spieszonych z własnej woli znajomych. - Nie muszę martwić się korkami, stresować szukaniem miejsca do zaparkowania. Bilet miesięczny na komunikację publiczną kosztuje dużo mniej niż jeden bak benzyny. W razie konieczności dzwonię po taksówkę. Na wakacje latam samolotem. Na miejscu, jeśli odczuwam taką potrzebę, biorę samochód z wypożyczalni. Owszem, wśród znajomych uchodzę za dziwaka. W tramwajach i autobusach prawie w ogóle nie widzi się mężczyzn między 25 a 65 rokiem życia. Niektórzy pasażerowie przyglądają mi się podejrzliwie, zapewne sądząc, że straciłem prawo jazdy po pijaku. Przyzwyczaiłem się i nie zwracam na to uwagi. Z luksusu możliwości nie posiadania własnego samochodu korzystają również użytkownicy pojazdów służbowych. Taki wóz, niezależnie od marki, jest niewątpliwie najlepszym modelem samochodu. Wjedzie na najwyższy nawet  krawężnik, niestraszne mu też największe dziury w jezdni.

Cytat

Nam bardzo podoba się głos niejakiego "Tytanowego Janusza", który informuje, że jego "januszomobil jeździ na gaz tytanowy". Jest to ponoć "nowa technologia dopiero badana przez wojska czeczeńskie".

Jeżeli jesteś bardzo ważnym urzędnikiem, prezesem lub dyrektorem dużej firmy, generałem, wówczas do samochodu służbowego dodadzą ci służbowego kierowcę. Pogadasz protekcjonalnie z "panem Heniem" czy po prostu "Heniem", powiesz mu gdzie i o której ma podjechać, a potem możesz spokojnie upajać się poczuciem władzy i życiowego sukcesu. Korzystasz z jeszcze jednego przywileju - podczas bankietów i oficjalnych spotkań nie musisz odmawiać alkoholu.

Reklama

Jeżeli nie jesteś  bardzo ważnym urzędnikiem, prezesem lub dyrektorem dużej firmy ani generałem, lecz szeregowym przedstawicielem handlowym, musisz pogodzić się, że twój służbowy pojazd pełni funkcję mobilnej reklamy. Trochę głupio jeździć autem z nadwoziem oklejonym wizerunkami wesołego zajączka, zachęcającego dzieci do picia zdrowego soku z marchwi, ale trudno. I tak się opłaca...    

Niezależnie od okoliczności, najcenniejszym elementem wyposażenia samochodu służbowego jest karta paliwowa. Najlepiej bez żadnych limitów, również do wykorzystania w podróżach prywatnych. Ech, marzenie...

Oczywiście są ludzie zamożni, na których koszty zakupu i eksploatacji samochodu nie robią jakiegokolwiek wrażenia. Fundują sobie porsche cayenne z 500-konnym silnikiem benzynowym V8 turbo i nie przejmują się, że ich auto spala ponad 20 litrów benzyny na 100 km. Albo tylko udają, że się nie przejmują, bowiem nie są aż tak bogaci, za jakich chcą uchodzić. Ich sprawa.

No dobrze, ale co mają zrobić ci, którzy nie są ekstremistami, potrafiącymi dobrowolnie zrezygnować z własnego auta, nie należą do krezusów lub nie mają do dyspozycji samochodu służbowego z kartą paliwową? Cóż, muszą kombinować.

Popularną metodą oszczędzania jest wyposażenie pojazdu w instalację LPG.  Sądząc po komentarzach, towarzyszących naszym publikacjom na ten temat, metodą nader kontrowersyjną.

Cytat

"LPG jest dla dziadów. Mam 30 lat, ale stać mnie na auto klasy lux- silnik 4.0 litra, oczywiście benzyna a nie diesel i oczywiście tylko 98 oktan. Zza szyby mojego auta wyglądacie śmiesznie w tych łupinkach zasilanych gazikiem."

Można tu wyróżnić dwa główne nurty myślenia. Reprezentanci  szkoły falenickiej twierdzą z przekonaniem, że "diesel to paliwo dla wieśniaków", na benzynie z kolei jeżdżą tylko frajerzy, pozwalający się skubać do gołej skóry państwu, bowiem każdy, kto ma głowę na karku dobrze wie, że opłaca się korzystać jedynie z aut napędzanych gazem.

"Dla mnie LPG to czysty zysk. Przejechałem już na gazie 150 000 km (przebieg auta 210 000 km). Zero problemów, choć mechanik cieszył się, jak zakładałem instalację, że będę u niego częściej bywał. Nie miał racji, a ja do gazu jestem w 100% przekonany."

"Zrobiłem około 80 tys. km na LPG i nic się nie dzieje z silnikiem, a mu nie żałuję. Robię regularnie przeglądy i nawet na mocy niewiele straciłem, sprawdzone na hamowni - tylko 5 koni. LPG to jest ekonomia".

"Mam skodę z fabrycznym gazem i możecie mówić, że gaz to dla biedaków, a skoda dla ogrodników czy rolników. Ja jej bym nie zamienił na nic."

Szkoła falenicka ma wielką rzeszę zagorzałych zwolenników, ale nie brakuje również wyznawców szkoły otwockiej. To ci, którzy ukuli pojęcie "korka wstydu" i bywają często bardzo radykalni w swoich poglądach.

"LPG jest dla dziadów. Mam 30 lat, ale stać mnie na auto klasy lux- silnik 4.0 litra, oczywiście benzyna a nie diesel i oczywiście tylko 98 oktan. Zza szyby mojego auta wyglądacie śmiesznie w tych łupinkach zasilanych gazikiem."

Nie zaznaczono żadnej odpowiedzi !

Z którym stwierdzeniem się zgadzasz?

  • 30%
  • 35%
  • 48%
głosów: 4881

"Najnowsze przerabiane przez Polaków autka na gaz: lexus LS 460 silnik 4.6 warty prawie pół miliona polskich złotych, bmw X6, bmw X5, nissan murano warty 250 000 zł, nissan GTR 530, warty niecałe pół miliona, porsche cayenne turbo, mercedes kompressor, hummer H3. Nie lepiej kupić cinquecento, skoro was na paliwo do takich bryk nie stać ? Ale cóż, przynajmniej można poszpanować na mieście i przed rodzinką..."

"Nawet dobre zapalniczki są na benzynę... Nie uznaję tego źródła zasilania i nigdy nie uznam!"

Jeden z komentatorów poszedł na całość, twierdząc, że "samochód na gaz to tak, jak wykastrowany facet". Niestety, a może na szczęście, nie wyjaśnił w szczegółach zasadności takiego porównania.

A nam bardzo podoba się głos niejakiego "Tytanowego Janusza", który informuje, że jego "januszomobil jeździ na gaz tytanowy". Jest to ponoć "nowa technologia dopiero badana przez wojska czeczeńskie".

Panie Tytanowy Januszu - gdyby wiedział Pan coś bliższego o postępach we wspomnianych badaniach, prosimy o cynk.


Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Autor:

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony