Samochody a polityka. Czarna wołga czy jeep?

​Fronda.pl - portal internetowy, przedstawiający się jako się jako niezależny, konserwatywno-katolicki - zamieścił przed wyborami agitkę, przekonującą do masowego głosowania na PiS ("To co Prawo i Sprawiedliwość realnie zrobiło dla Polaków i dla Polski w ostatnich 4 latach, z racjonalnego, zdroworozsądkowego punktu widzenia zasługuje na 70% poparcie"). Dla uatrakcyjnienia swojego tekstu autor, kryjący się pod literami SAD, sięgnął po porównania ze świata motoryzacji. Nie da się ukryć, że dość karkołomne.

Zdjęcie

Czarna Wołga, czy Jeep Grand Cherokee - na kogo głosowałeś? / fot. Krzysztof Chojnacki East News / Interia /
Czarna Wołga, czy Jeep Grand Cherokee - na kogo głosowałeś? / fot. Krzysztof Chojnacki East News / Interia
/
Wybory 2015. Co politycy obiecują zmotoryzowanym?

Wybory tuż, tuż tymczasem zabiegający o względy elektoratu politycy jakby zupełnie zapomnieli o zmotoryzowanych. Obiecują złote góry rolnikom, górnikom, pielęgniarkom, nauczycielom, emerytom, rodzinom wielodzietnym, właściwie każdemu, a o właścicielach pojazdów mechanicznych cicho sza. czytaj więcej

SLD ma nam kojarzyć się z Wołgą, oczywiście w kolorze różowo-tęczowym. Modelem produkowanym w ZSRR, ale w oparciu o rozwiązania techniczne rzekomo ukradzione Amerykanom. Wołga woziła komunistycznych prominentów, a w latach 50 i 60 poprzedniego wieku przedstawicieli aparatu bezpieczeństwa. "Pasażerowie tylnych siedzeń tychże aut lubili niepokornym Polakom wyrywać paznokcie, bić po goleniach metalowymi rurami, czy sadzać na nogach krzeseł podczas wielogodzinnych przesłuchań w zawilgoconych piwnicach ubeckich kazamatów" - pisze SAD.

Przypomina również osławioną w czasach PRL Czarną Wołgę, służącą, wedle legendy, do porywania dzieci. Dzisiaj "dysponenci" Wołgi  "mają w planach przerabianie polskich dzieci na gejów, lesbijki i wielbicieli LGBT." Brr, aż strach się bać. Kto chciałby wsiąść do takiego wozu?

Reklama

Na tym złowrogim tle zupełnie niewinnie rysuje się Tarpan, symbolizujący sojusz PSL i Kukiz'15. Samochód wielokrotnie przemalowywany, raz czerwony, raz zielony, albo tęczowy, w zależności od "koniunktury i potrzeb zagranicznych mocodawców" (nie bardzo rozumiemy: zagraniczni mocodawcy pojazdu?). Jego nazwa była "topornym zabiegiem marketingowym", bowiem owo "obciachowe" auto, jak przypomina znawca historii motoryzacji z frondy.pl, napędzał silnik z Żuka. Zapomniał dodać, że z Honkerów, czyli militarnej wersji Tarpana, do dziś korzysta ponoć rozkwitające pod obecnymi rządami Wojsko Polskie.

Konfederacja? Też nic dobrego. Udaje, że jest Polonezem, lecz w rzeczywistości to "wyprodukowany za Bugiem, zdezelowany, ruski UAZ." Skąd się wziął w naszym pięknym kraju? Pozostał po wycofującej się w 1993 r. Armii Radzieckiej. "Pali 30 litrów na 100 km, psuje się po przejechaniu 200 km." Jednym słowem szmelc.  

Ale to dopiero przygrywka, wstęp do preludium, jak mawiał pewien wykładowca z uniwersyteckiego studium wojskowego. Pełny upust swojemu talentowi SAD dał przy opisie samochodu, który kojarzy mu się z Koalicją Obywatelską. Ten żałosny wehikuł to niemiecki (he, he - niemiecki...) passat (tak, w przeciwieństwie do pozostałych modeli pisany małą literą). Bity z każdej strony i poskładany z trzech kawałków. "(...) z rury wydechowej leje mu się strumieniami cuchnąca maź- prawie jak szambo z Czajki. Licznik kręcony, łyse opony. Zero hamulców, zero trakcji, zero zbieżności- na drodze pozostawia 4 ślady.

Zdjęcie

/poboczem.pl
/poboczem.pl

Sprzęgło się ślizga, rdza pod maską, na podwoziu i na progach. Wyraźnie puszcza na spawach. Odpalić może i odpalisz, ale już jazdy próbnej możesz nie przeżyć, nie mówiąc o codziennym użytkowaniu." Uff... Tego nie dało się streścić, to trzeba było zacytować w całości.

Zlikwidować straż miejską? Przecież to symbol przemian po 1989 r.

Taki cios w ideę samorządności, i to dosłownie na parę dni przed wyborami do władz lokalnych! Jak poinformował właśnie jeden z dzienników, "zielone światło" otrzymał przygotowany przez sejmową Komisję Infrastruktury projekt zmian w prawie drogowym, który przewiduje odebranie strażom... czytaj więcej

Wreszcie deser, czyli motoryzacyjne uosobienie ukochanego ugrupowania frondy.pl. Jakież to auto dostąpiło podobnego zaszczytu? Mercedes, Audi, Porsche, Maybach? O nie, autor omawianego wywodu dobrze wie, że to produkty, tfu, niemieckie. Być może kusiły go Bentley i Rolls Royce, przywodzące na myśl szacowny brytyjski konserwatyzm, ale na szczęście  pamiętał, że owe marki są obecnie własnością odpowiednio BMW i Volkswagena. Trzeba być czujnym. Co tu wybrać, co tu wybrać...

Obiecanego przez premiera Mateusza Morawieckiego narodowego samochodu elektrycznego ani widu ani słychu. Bingo! Jeep Grand Cherokee! Okazały, budzący szacunek nad Wisłą, do tego pochodzi z ojczyzny Donalda Trumpa, naszego najważniejszego sojusznika. "Tempomat, skóry, pneumatyczne zawieszenie, nowy, 8-biegowy automat, 3 litry w sprawdzonym dieslu. Płynna jazda w trasie, moc i siła w terenie. (...) możesz na nim polegać. Doskonale służy jako auto rodzinne, ale też miejskie i turystyczne. Idealny dla singli- dziewczyny go uwielbiają! Sprawdzony przebieg, bezwypadkowy, zero rdzy, pełna 4-letnia gwarancja!" Kolor? Rzecz jasna biało-czerwony.

I tylko w jednym SAD chyba trochę się zagalopował. Przyznał mianowicie, że PiS Grand Cherokee "Wjeżdża wszędzie i rozjeżdża wszystko."

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony