Sprawa ochlapanych pieszych

W czasach głębokiego PRL dziennikarze, którym władza i cenzura nie pozwalały krytykować tego, co naprawdę doskwierało Polakom, wyżywali się na nieuprzejmych kelnerach i chamskich szoferach, którzy obryzgiwali przechodniów błotem z kałuż.

Zdjęcie

  Przemoczony nieszczęśnik powinien zanotować numery rejestracyjne auta oraz zadbać o udokumentowanie przebiegu incydentu i swojej krzywdy
Dziś kelnerom daliśmy spokój, natomiast wraz z odwilżą wróciła do mediów sprawa ochlapanych przez przejeżdżające samochody pieszych. Pojawiły się rady, co robić w takich przypadkach.

Otóż przemoczony nieszczęśnik powinien zanotować numery rejestracyjne auta oraz zadbać o udokumentowanie przebiegu incydentu i swojej krzywdy: świadkowie, fotografie, rachunki z pralni itp. Dzięki temu będzie mógł dochodzić od sprawcy odszkodowania za poniesione straty, a kierowca, który je spowodował, zostanie dodatkowo ukarany mandatem za nieostrożną jazdę.

Reklama

Zdarza się nam chodzić pieszo, czyli, jak mówią w Małopolsce "na nogach", ale w tym wypadku zdecydowanie trzymamy stronę zmotoryzowanych.

Przede wszystkim trzeba zapytać, skąd się biorą kałuże na jezdniach? Przecież nie z rur wydechowych czy chłodnic pojazdów. To efekt złego wyprofilowania i nierówności dróg, zatkanych odpływów kanalizacyjnych, niedrożnych rynsztoków, nie usuwania śniegu z chodników. Z pewnością winnymi tych zaniedbań nie są kierowcy.

Po drugie, trudno ich posądzać o brak instynktu samozachowawczego. A nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie przecież wjeżdżał z impetem w kałużę, nie wiedząc, co się pod nią kryje. Tylko zatkana studzienka czy może ogromna wyrwa w asfalcie? Zresztą nawet najostrożniej przejeżdżając przez takie zalane wodą miejsce można wywołać zalewającą chodnik fontannę. Na omijanie rozlewisk nie pozwala z kolei... Kodeks drogowy, nakazujący poruszanie się jak najbliżej prawej krawędzi jezdni.

Co ma zrobić kierowca, oskarżony o ochlapanie przechodnia? Powinien przedstawić własną wersję wydarzeń (świadkowie, fotografie...) i domagać się zrekompensowania poniesionych kosztów (mandat, odszkodowanie dla pieszego) od zarządcy drogi.

Tylko czekać, gdy pierwsza taka sprawa trafi do sądu. Wizja lokalna w terenie, ekspertyzy z zakresu hydrodynamiki, określające wpływ prędkości samochodu na zasięg rozbryzgu wody, biegli, wypowiadający się na temat wpływu błota pośniegowego na różne rodzaje tkanin w ubraniach itd. Tak, to byłby ciekawy proces...

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony