​Tam policjanci nie patyczkują się z kierowcami... ale trochę się ich boją

Pisaliśmy niedawno o wytycznych Biura Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji, które zalecają podległym funkcjonariuszom, by nie zwracali się do zatrzymywanych kierowców z użyciem ich imienia, czyli na przykład "pani Aniu", "panie Andrzeju", lecz po prostu "proszę pani", "proszę pana". Niewykluczone, że wkrótce dobrych manier trzeba będzie uczyć nie tylko ludzi, ale również... maszyny.

Zdjęcie

/
/

Znana amerykańska firma technologiczna SRI International testuje wynalazek pewnego Kalifornijczyka, który może zrewolucjonizować pracę drogówki.

Wyobraźmy sobie, że jedziemy samochodem, nie przejmując się zanadto ograniczeniami prędkości. Nie wiemy, że za nami podąża radiowóz. W pewnej chwili widzimy w lusterku błyskające niebieskie światła. Zatrzymujemy się grzecznie na poboczu i czekamy, aż podejdzie do nas policjant, przedstawi się, poprosi o dokumenty, zapyta, czy znamy powód kontroli... A tu niespodzianka, bowiem przy drzwiach od strony kierowcy pojawia się dziwne urządzenie. Policjanta owszem, widzimy, ale tylko na ekranie. Zamiast podać mu do ręki dowód rejestracyjny i prawo jazdy, wkładamy je pod oko skanera. Mandat wysuwa się z drukarki. Wcześniej składamy na nim wirtualny podpis, wodząc palcem po ekranie. O to, abyśmy nie uciekli, dba włożona między przednią i tylną oś naszego auta najeżona szpikulcami specjalna belka, będąca jednym z elementów całego ustrojstwa.  

Reklama

Po co to wszystko? Dla oszczędności etatów? Nie, bo przecież w radiowozie nadal będzie siedział żywy człowiek. Chodzi o bezpieczeństwo. Z filmów wiemy, że amerykańscy policjanci nie patyczkują się z kierowcami. W razie najmniejszego przejawu niesubordynacji rzucają delikwenta na asfalt albo na maskę samochodu, skuwają, a w razie potrzeby nie wahają się sięgnąć po broń. Rzeczywistość wygląda tymczasem nieco inaczej. Statystyki pokazują, że to policjanci bywają często ofiarami takich incydentów. W USA co roku około 4500 z nich jest obiektem ataku ze strony zatrzymywanych kierowców. Kilkunastu mundurowych ginie, wielu zostaje rannych. Wykorzystanie robotów eliminuje fizyczny kontakt między kontrolującym a kontrolowanym i zapobiega zagrożeniom.

Policyjny robot

Pięknie, ale mamy wątpliwości, co do jego przyszłości. Zastąpienie człowieka maszyną dehumanizuje kontakty między obywatelem a służbami, stojącymi na straży prawa i porządku. Postęp techniczny sprawiłby zapewne, że wkrótce na wyświetlaczu urządzenia GoBetween oglądalibyśmy nie twarz konkretnego aspiranta czy podkomisarza, lecz wygenerowany komputerowo awatar, wyposażony w sztuczną inteligencję i syntezator mowy. Skończyłyby się negocjacje, zmierzające ku polubownemu załatwieniu kwestii wykroczenia drogowego, obojętnie czy w rozmowie uczestniczyłby "pan Andrzej", "pani Ania", czy pan lub pani niespersonalizowani. Lecz nie tylko dlatego amerykański wynalazek się u nas nie przyjmie. Nawet gdybyśmy zestaw policyjnych robotów otrzymali gratis, w pakiecie z myśliwcami F-35. Przyczyna byłaby zupełnie inna. Potraficie mianowicie wyobrazić sobie nieoznakowany radiowóz z przymocowaną do boku szyną i zamontowanym na nim "funkcjonariuszem"? I skutki tak licznych u nas wypadków i kolizji z udziałem takich pojazdów? 

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony