W dziedzinie motoryzacji Polska utraciła jakikolwiek kontakt z rzeczywistością

W Katowicach trwa szczyt klimatyczny COP24. Już sama organizacja takiego spotkania w stolicy zagłębia węglowego zakrawa na farsę. Zdumiewają również wypowiedzi przedstawicieli najwyższych władz RP. Światowe media cytują słowa prezydenta Andrzeja Dudy, który stwierdził, że "węgiel nie stoi w sprzeczności z ochroną klimatu", jest "to nasz strategiczny surowiec, więc trudno żebyśmy z niego zrezygnowali". A z okazji Barbórki zadeklarował, iż nie pozwoli, by ktokolwiek zamordował polskie górnictwo.

Zdjęcie

/Piotr Kamionka /Reporter
/Piotr Kamionka /Reporter

Mnie siłą rzeczy najbardziej interesują jednak wątki, dotyczące motoryzacji. W tej dziedzinie utraciliśmy jakikolwiek kontakt z rzeczywistością i idziemy na całość, prezentując się jako globalny lider w rozwoju tak zwanej elektromobilności.

Dowodem ma być przedstawiona uczestnikom szczytu informacja o "uruchomieniu największego w Unii Europejskiej przetargu na elektryczne autobusy". Dzięki opiewającym łącznie na 2,2 mld zł dotacjom i pożyczkom z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej do 2020 r. polskie miasta otrzymają 1077 bezemisyjnych pojazdów.

Reklama

Taka liczba może robić wrażenie, aczkolwiek biorąc pod uwagę cały transport w 38-milionowym kraju, niczego nie zmienia.

Wiceminister środowiska Michał Kurtyka potwierdził zapowiedzi premiera Mateusza Morawieckiego, wedle których w 2025 r. po Polsce ma jeździć milion samochodów elektrycznych, do tego rodzimej konstrukcji i produkcji. Przemilczał natomiast wstydliwe dane, dotyczące teraźniejszości.

W ciągu pierwszych trzech kwartałów 2018 r. w Polsce udało się sprzedać 411 e-aut, co daje nam 20 miejsce w Europie. Przodują: Norwegia (31 406 sztuk), Niemcy (24 678) i Francja (20 256). Jeszcze gorzej wypadamy, jeżeli odnieść te dane do liczby mieszkańców. Z jednym kupionym samochodem elektrycznym na 93,5 tys. statystycznych obywateli wyprzedzamy jedynie Grecję.

Najtańszy pojazd z takim napędem, czyli Smart EQ For Two, kosztuje prawie 100 000 zł (pomijam tu, wehikuły w rodzaju Renault Twizy). Wysokie ceny, przy braku wsparcia finansowego ze strony rządu, niedostatku infrastruktury i znanych ułomnościach samochodów elektrycznych, w pełni uzasadniają znikome zainteresowanie zelektryfikowanymi pojazdami.

Cytat

Może to i dobrze, że nie spieszymy się z elektryfikacją parku samochodowego. Zwłaszcza, gdyby prąd do jego zasilania miałby pochodzić z elektrowni węglowych. Do tego opalanych paliwem ze wschodu

Rozwojem elektromobilności w naszym kraju ma zajmować się spółka ElectroMobility Poland. Jej największym jak dotąd osiągnięciem była organizacja konkursu na wizualizację nadwozia pierwszego polskiego samochodu elektrycznego. Jego rozstrzygnięcie nastąpiło we wrześniu ubiegłego roku i od tego czasu zapadła cisza. Co prawda EMP zapewnia, że w połowie 2019 r. na drogach pojawi się jeżdżący prototyp nagrodzonego pojazdu, a w 2022 rozpocznie się produkcja seryjna, ale nie podaje żadnych szczegółów na ten temat.

Jak stwierdziła rzeczniczka spółki w odpowiedzi na pytanie jednego z portali internetowych, "Upublicznienie informacji, związanych z produkcją polskiego samochodu elektrycznego, mogłoby utrudnić lub uniemożliwić skuteczną realizację wyznaczonych celów biznesowych."

Na swojej stronie internetowej EMP pisze, że "Dotychczas prowadzone działania Spółki pozwoliły m.in. na ocenę potencjału produkcyjnego, kompetencyjnego i biznesowego podmiotów funkcjonujących na polskim rynku. (...) Przeprowadzona została pogłębiona weryfikacja możliwości powierzenia prac nad projektem krajowym podmiotom, które zapewniłyby odpowiednią jakość finalnego produktu oraz szerokie kompetencje w trakcie realizacji projektu." Przeczytałem ten wpis  dwa razy i, prawdę rzekłszy, niewiele zrozumiałem. "Pogłębiona weryfikacja możliwości powierzenia..." Uff...

Zupełnie jasne są natomiast dane, dotyczące wyników finansowych spółki EMP. Jej strata sięgnęła 2,6 mln zł. Na same pensje pracowników poszedł ponad milion.

Polska elektromobilność, czyli nowy kabaret

Po ogłoszeniu wyników pierwszego etapu konkursu na koncepcję polskiego samochodu elektrycznego na jego organizatorów spłynęła fala bezkompromisowej krytyki. Kpi się z samej idei wspomnianego przedsięwzięcia, a jeszcze bardziej z poziomu zakwalifikowanych do kolejnej fazy prac. Moim zdaniem... czytaj więcej

Nie wiadomo, czy polski samochód elektryczny rzeczywiście powstanie, a jeżeli tak, to kiedy. "W rezultacie przeprowadzonej analizy, rozważane jest oparcie części procesów o międzynarodowe partnerstwa i zaangażowanie doświadczonych podmiotów o zasięgu globalnym" - pisze EMP, co może sugerować, że z mocarstwowych planów nic nie wyjdzie i trzeba będzie oprzeć się na licencjach, jak to już w przeszłości w naszym przemyśle motoryzacyjnym bywało.

Może to i dobrze, że nie spieszymy się z elektryfikacją parku samochodowego. Zwłaszcza, gdyby prąd do jego zasilania miałby pochodzić z elektrowni węglowych. Do tego opalanych paliwem ze wschodu. Według informacji Ministerstwa Energii, w 2015 r. sprowadziliśmy z Rosji niespełna 5 mln ton węgla kamiennego. W 2016 - 5,2 mln ton, w 2017 - 8,7 mln, a w pierwszym półroczu 2018 - 6,5 mln. Import zatem stale rośnie. A przecież nie pozwolimy zamordować polskiego górnictwa.

Clackson

Autorem tekstu jest czytelnik o pseudonimie Clackson. Jeżeli chcesz przeczytać więcej jego tekstów, kliknij w poniższy avatar.

Także i ty możesz podzielić się tutaj swoimi przemyśleniami. Szczegóły TUTAJ.

  

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony