W Polsce piesi są dyskryminowani. Prawda czy fałsz?

Piesi stanowią w Polsce jedną trzecią wszystkich śmiertelnych ofiar wypadków drogowych. To alarmujący wskaźnik, jeden z najwyższych, o ile nie najwyższy w Europie. Jednym ze sposobów na zmianę tej fatalnej sytuacji jest oddzielanie ruchu pieszego od samochodowego, na przykład przez budowanie kładek nad ruchliwymi drogami i ulicami oraz przejść podziemnych. Teraz ze zdumieniem słyszę, że takie działania są niewłaściwe, bowiem dyskryminują pieszych, "zabierając im przestrzeń w miastach".

Zdjęcie

/Fot: Arkadiusz Ziolek /East News
/Fot: Arkadiusz Ziolek /East News

Na początku w czerwca w Warszawie zawiązała się federacja Piesza Polska, grupująca 18 różnych organizacji pozarządowych z całego kraju. Brawo, każda forma pożytecznej aktywności obywateli jest godna pochwały. Niepokoić mogą jednak cytowane przez jedną z gazet wypowiedzi przedstawicieli tego ruchu. Dowiedziałem się z nich na przykład, że budowane u nas drogi są za... szerokie, bo zachęca to kierowców do przekraczania dopuszczalnej prędkości. "Pas ulicy w mieście nie powinien mieć więcej niż 3 metry". Świetnie. I pomieścić oprócz samochodów również rowerzystów, motocyklistów itp. Z zapewnieniem im bezpieczeństwa.

Takie myślenie nie jest niczym nowym. Kilka lat temu w Krakowie oddano do użytku linię tramwajową, prowadzącą do pętli Czerwone Maki przez obszar miasta szybko zabudowujący się osiedlami  mieszkaniowymi, budynkami Uniwersytetu Jagiellońskiego i lokujących tu swoje siedziby firm. Przy okazji zmodernizowano biegnącą wzdłuż tej linii ulicę. Pamiętam, z jaką się to spotkało krytyką ze strony niektórych aktywistów, zarzucających władzom miasta, że zbudowały "autostradę" - wygodną, trzypasmową arterię, której  istnienie miało rzekomo zachęcać do jeżdżenia prywatnymi autami i zniechęcać do korzystania z komunikacji publicznej. Rozumując w ten sposób, można dojść do wniosku, że zupełnie niepotrzebnie wydaliśmy setki miliardów złotych na unowocześnienie infrastruktury drogowej w kraju. Powinno zostać po staremu, czyli wąsko, wyboiście, z dziurawym asfaltem albo jeszcze lepiej kocimi łbami. Mając perspektywę jazdy po takich traktach nikt rozsądny nie kupowałby samochodu, a jeżeli nawet, to nie ruszałby go spod domu. Byłoby bezpiecznie i ekologicznie. Po prostu fajnie.

Reklama

Dostało się także chodnikom, a konkretnie zawłaszczaniu ich przez zmotoryzowanych, parkujących tam samochody. Ponoć pozwalający na to przepis pochodzi z okresu stanu wojennego. Okropność! W ramach dekomunizacji prawa i oddawania przestrzeni pieszym należy obstawić miasta znakami zakazu postoju. Również tam, gdzie chodniki są wystarczająco szerokie, a ruch piechurów tak znikomy, że pozostawienie auta nikomu nie wadzi. Chodzi przecież o zasady.

We Wrocławiu zatrudniono specjalnego urzędnika, nazwanego "oficerem pieszym".

"Dawniej pojawiały się takie rozwiązania, jak np. kładki nad ulicami, które teoretycznie są bezpieczne, ale utrudniają ruch pieszych i wpływają negatywnie na życie miasta" - mówi dziennikarzowi pełniący tę funkcję Tomasz Stefanicki. Ów "negatywny", bliżej nie sprecyzowany wpływ, jest powodem, dla którego zostanie wyburzona i zastąpiona tradycyjnymi pasami zdewastowana kładka nad ul. Grabiszyńską.

"Pozytywne zmiany" następują również w Warszawie, znanej z "nieprzyjaznych tuneli podziemnych w samym centrum". Pojawią się tam przejścia naziemne, zapewne bardziej przyjazne.

To prawda, wiele przejść podziemnych w polskich miastach znajduje się w opłakanym stanie. Straszą odrapanymi, pokrytymi bazgrołami ścianami, nierównymi posadzkami. Są ponure, ciemne i brzydko pachną. Brakuje ruchomych schodów, pochylni dla matek z wózkami i wind dla niepełnosprawnych oraz starszych. A tam gdzie je zainstalowano, bywają notorycznie zepsute. Ale na Boga, czy można winić za to lobby zmotoryzowanych?

Bardzo jestem ciekaw, czy zastępowanie przejść podziemnych i kładek klasycznymi, naziemnymi zebrami przyczyni się do poprawy wspomnianych na wstępie tragicznych statystyk. Być może "przywróci przestrzeń" pieszym, ale na pewno nie zagwarantuje im bezpieczeństwa, a zatem zdrowia i życia.

Clackson

Autorem tekstu jest czytelnik o pseudonimie Clackson. Jeżeli chcesz przeczytać więcej jego tekstów, kliknij w poniższy avatar.

Także i ty możesz podzielić się tutaj swoimi przemyśleniami.  Szczegóły TUTAJ


Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony