"W Warszawie mieszka więcej aut niż ludzi"? Bzdury, oj bzdury!

Żeby zostać kierowcą zawodowym musicie przejść szereg specjalistycznych badań, w tym - przynajmniej raz na pięć lat - poddać się ocenie psychologa. Zdecydowanie mniej wymagań stawianych jest przed radnymi, czego efekty - w takich miastach jak np. Warszawa - widać niestety na każdym kroku. (*)

Zdjęcie

fot. facebook.com /
fot. facebook.com
/
Aktywiści krytykują policję. Za to, że ich słucha...

Kierowcy nie mają już chyba wątpliwości, że tzw. "aktywizm miejski", niczym komunizm, rozlewa się po polskich miastach. Żywieni ekologiczną pulpą "pożyteczni idioci" stanowią narzędzie w rękach osób, które za wszelką cenę starają się narzucić większości swoją wizję świata. (*) czytaj więcej

Świetny przykład na to, jak "aktywizm miejski" wpływa na upośledzenie funkcji poznawczych - pamięci, uwagi i zdolności myślenia - dał właśnie warszawski radny - Marek Szolc.

Na swoim profilu w jednym z serwisów społecznościowych opublikował odpowiedź na swoją interpelację do prezydenta miasta stołecznego Warszawy. Radny pytał w niej m.in. o liczbę zarejestrowanych w stolicy pojazdów z podziałem na poszczególne kategorie.

Reklama

W odpowiedzi ratusza przeczytać można, że na terenie Warszawy (dane na 31 grudnia 2020 roku) zarejestrowanych było 1 935 059 pojazdów, z czego 1 499 899 to samochody osobowe. Jedynie 4 269 to pojazdy o napędzie elektrycznym. Z treści odpowiedzi dowiadujemy się ponadto, że w ubiegłym roku na warszawskich drogach przybyło 281 522 pojazdów. Jakie wnioski wyciągnął z tego pisma warszawski radny?

Pierwszy jest taki, że "w Warszawie mieszka więcej samochodów niż ludzi". Wyliczył też, że na niecałe 1,8 mln mieszkańców przypada niemal 1,5 mln aut osobowych, co oznacza "że na każde 1000 warszawianek i warszawiaków, łącznie z niemowlętami i małymi dziećmi, przypada ok. 830 samochodów", które - uwaga - "co do zasady są używane przez osoby prywatne".

Swoją matematyczną brawurę podlał jeszcze chwytającym za serca wpisem: 

"Jeśli zastanawialiście się, skąd uporczywe korki na drogach i wieczne polowanie na miejsce parkingowe - mamy odpowiedź. Jeśli zastanawialiście się, skąd oparkowane chodniki i rozjeżdżone trawniki - mamy odpowiedź. Jeśli zastanawialiście się, czemu nasze powietrze jest trujące nie tylko zimą - mamy odpowiedź. Jeśli zastanawialiście się, skąd hałas w tylu miejscach - mamy odpowiedź". Dodał ponadto, że: "W wielu europejskich miastach, do których poziomu aspirujemy, tendencja jest całkowicie odwrotna - ilość aut z roku na rok spada".

Niestety - w swoich emocjonujących wyliczeniach radny Szolc zapomniał o dwóch, zupełnie marginalnych, sprawach. Po pierwsze, nie zapytał, ile aut trafiło w ubiegłym roku do warszawskich stacji demontażu pojazdów? Po drugie - zapomniał też dodać, że wg najnowszych danych (za 2020 rok), blisko 73 proc. nowych aut kupowanych w Polsce rejestrowana jest przez tzw. klientów instytucjonalnych, czyli firmy.

Stare diesle uratowały Warszawę. Ale już niedługo!

W czasie ubiegłorocznego Krajowego Forum Miejskiego Ministerstwo Klimatu i Środowiska przedstawiło strategię dotyczącą ekologicznego rozwoju gmin. Jeden z jej punktów zakłada, że do 2030 roku z centrów miastach liczących powyżej 100 tys. mieszkańców znikną wszystkie spalinowe pojazdy transportu... czytaj więcej

Z dziennikarskiego obowiązku spieszymy poinformować (zwłaszcza radnego Szolca), że akurat w Warszawie - zupełnie przypadkowo, co oczywiście nie ma związku z pełnieniem przez nią funkcji stolicy kraju - znajdują się ogólnopolskie centrale największych banków i koncernów działających w naszym kraju. To właśnie one - w ogromnej mierze - odpowiadają za zakupy i finansowanie nowych pojazdów, które trafiają przecież do przedstawicielstw na terenie całego kraju. Pisząc te słowa na naszym krakowskim (!) redakcyjnym parkingu znajdują się właśnie cztery samochody testowe na warszawskich rejestracjach. Jakby tego było mało większość naszych znajomych będących pracownikami zagranicznych koncernów korzysta z aut służbowych na warszawskich rejestracjach, niezależnie od tego czy mieszkają w Szczecinie, Wrocławiu czy Lublinie.

Gdyby więc wnioski radnego Szolca znajdowały pokrycie w rzeczywistości, Warszawa stanowiłaby urbanistyczny wyjątek w skali światowej! Wynika z nich bowiem, że każdy dorosły mieszkaniec ma nie tylko po dwa samochody, ale też potrafi jeździć nimi jednocześnie, a mimo tego - wg niezależnych badań (INRIX AI Traffic) - ruch w stolicy Polski odbywa się w zaskakująco płynny sposób! Zamiast więc na gwałt zwężać ulice na wzór zachodnich metropolii, to raczej one powinny sięgnąć po przykład Polski i jak najszybciej wprowadzić stosowny bałagan we własnej infrastrukturze!

Dane zawarte w odpowiedzi na interpelację radnego Szolca rzucają natomiast ciekawe światło na aktualny stan polskiej "elektromobilności". Czytamy w nich, że 4 269 z zarejestrowanych w stolicy pojazdów ma napęd elektryczny. Wprawdzie warszawski ratusz nie precyzuje ile z nich to np. autobusy i pojazdy użytkowe, ale i tak nie sposób przeoczyć, że jest to blisko połowa ze wszystkich elektrycznych samochodów zarejestrowanych w Polsce (10 010 aut na koniec 2021 roku)! Trudno o lepszy wskaźnik tego, jak bliska sercom (i portfelom) przeciętnego obywatela naszego kraju jest obecne "elektromobilność".

* List do redakcji

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony