Walka o tytuł Króla Polskich Dróg. Beata Szydło nie ma szans

Wśród parlamentarzystów, czy szerzej - ludzi władzy, trwa ostra walka o tytuł Króla Polskich Szos. Wedle cichej umowy ów zaszczytny, przechodni tytuł przypada kierowcy najczęściej przyłapywanemu na łamaniu przepisów ruchu drogowego. Za niekwestionowanego lidera w tej klasyfikacji uchodzi Jacek Kurski, kiedyś poseł, europoseł, a obecnie prezes telewizji publicznej. Ma on jednak groźnych konkurentów. Między innymi w osobie swojego imiennika, posła Polski Razem i wiceszefa sejmowego klubu PiS Jacka Żalka.

Zdjęcie

Jacek Kurski lubi szybką jazdę samochodem /Wojciech Stróżyk /Reporter
Jacek Kurski lubi szybką jazdę samochodem
/Wojciech Stróżyk /Reporter

Trzeba od razu powiedzieć, że jest to zawodnik bardzo doświadczony, ale jednocześnie grający fair i gardzący łatwymi sukcesami. W przypadku "ewidentnych błędów policji", jak wyjaśnił w rozmowie z dziennikarzami, odmawia przyjęcia mandatu, co oczywiście obniża jego pozycję w rankingu drogowych piratów. Tak właśnie było w czerwcu 2015 r. 

Poseł Żalek jechał jedną z dróg w województwie podlaskim. Został zatrzymany przez patrol policji, który zarzucił mu wyprzedzanie w miejscu niedozwolonym. Ponieważ jednak, jak twierdzi parlamentarzysta, znak zakazu wyprzedzania dotyczył samochodów ciężarowych, więc skończyło się na krótkiej rozmowie, bez jakichkolwiek konsekwencji.

Reklama

Trudno orzec, czy policja wiedziała o wspomnianej na wstępie rywalizacji i, mimo jego oporów, chciała wesprzeć reprezentującego Podlasie posła, czy też działała rutynowo, wedle dotychczasowych, z gruntu niesłusznych schematów - w każdym razie w listopadzie ubiegłego roku do Sejmu wpłynął wniosek o uchylenie Jackowi Żalkowi immunitetu. W uzasadnieniu znalazł się zarzut... przekroczenia prędkości, który poseł stanowczo odrzucił, wbrew własnym rankingowym interesom.

Jego honorową postawę docenili koledzy z sejmowych ław, którzy stosunkiem głosów 268 do 127, przy 47 wstrzymujących się od głosu, rzeczony wniosek odrzucili. Na nic zdały się argumenty policji, wedle której ma ona zapis z wideorejestratora w radiowozie, dowodzący popełnienia przez posła Żalka cennego z punktu widzenia konkursowej punktacji wykroczenia. Ważne, że on sam tego dowodu nie uznaje. To tak, jakby Anita Włodarczyk ze skromności i niechęci do pognębiania rywalek poprosiła sędziów podczas zawodów lekkoatletycznych, by nie mierzyli jej rekordowego rzutu młotem. I przy poparciu drużyny dopięła swego...  

Cytat

W całej minionej kadencji do Sejmu wpłynęło 157 wniosków o uchylenie immunitetów poselskich. 118 z nich dotyczyło wykroczeń drogowych.

W tym miejscu warto przypomnieć, że to nie pierwszy podobny w skutkach, a raczej w ich braku, incydent z udziałem posła Żalka. W sierpniu 2014 r. został on zatrzymany przez drogówkę na krajowej "ósemce", bo - jak twierdzili policjanci - wyprzedzał na podwójnej ciągłej. Poseł mógł ochotniczo zrezygnować z przysługującego mu immunitetu, przyjąć potulnie mandat i w ten sposób przybliżyć się do upragnionego tytułu Króla Szos. I w tym jednak przypadku górę wzięła sportowa ambicja i duch fair play.  Dzielny parlamentarzysta uznał, że mandat mu się nie należy, bowiem owszem, wyprzedzał na ciągłej, ale jej nie przekroczył, a kierowca jadącej przed nim ciężarówki sam zjechał na pobocze, uprzejmie ułatwiając Jackowi Żalkowi manewr, a nie, jak usiłowała wmówić światu policja, uciekł tam w panice.

A gdyby tak wszyscy posłowie przesiedli się na hulajnogi?

Zazdrościcie celebrytom sławy i pieniędzy? Pieniądze podobno szczęścia nie dają, jednak każdy chciałby sprawdzić osobiście zasadność tej mądrości ludowej, więc o kasie dyskutować tu nie będziemy. A sława? Cóż, tak jak kij, ma dwa końca. czytaj więcej

Wobec tak lizusowskich działań funkcjonariuszy trudno się dziwić zdenerwowaniu posła, który rzekomo zwymyślał policjantkę, a zamiast prawa jazdy i dowodu rejestracyjnego pojazdu pokazał jedynie legitymację poselską.

Szlachetna postawa Jacka Żalka jest tym bardziej godna wyróżnienia, że jego konkurenci nie przepuszczą żadnej okazji, by zarobić mandat i awansować w klasyfikacji piratów drogowych. Niestety, do tej grupy należy również obecna szefowa rządu Beata Szydło. 31 maja 2015 r. została uwieczniona przez fotoradar Inspekcji Transportu Drogowego, gdy pędziła z prędkością 97 km/godz. na odcinku, gdzie obowiązywało ograniczenie do 70 km/godz. Przyszła pani premier skwapliwie zrzekła się immunitetu, inkasując 4 punkty karne i mandat w wysokości 200 zł, chociaż wiedziała przecież, że nie ma żadnych szans choćby na podium w rywalizacji o tytuł KPSz.

W całej minionej kadencji do Sejmu wpłynęło 157 wniosków o uchylenie immunitetów poselskich. 118 z nich dotyczyło wykroczeń drogowych. Posłowie w większości sami rezygnowali z ochrony. Aż 13 wniosków dotyczyło Wojciecha Penkalskiego, posła z listy Ruchu Palikota, a później niezrzeszonego, co ciekawe - członka parlamentarnego zespołu ds. bezpieczeństwa ruchu drogowego.

Rywalizacja o tytuł Króla Polskich Szos trwa. Przypomnijmy, że 10 lipca 2015 r. Sejm przyjął prawo, pozwalające parlamentarzystom na płacenie mandatów bez procedury związanej ze zrzekaniem się lub odbieraniem immunitetu. 25 sierpnia stosowną ustawę w tej sprawie podpisał prezydent Andrzej Duda.

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony