Włosi wiedzą jak radzić sobie z nadmiarem samochodów?

Spędziłem ostatnio tydzień w Rzymie. Zwiedzając, spacerując, jeżdżąc tramwajami, autobusami, taksówkami, kolejką podziemną i przyglądając się komunikacyjnym realiom Wiecznego Miasta. A oto kilka spostrzeżeń z owych obserwacji...

Zdjęcie

/
/

Włochy są czwartym co do wielkości rynkiem motoryzacyjnym Europy. Rocznie sprzedaje się tu grubo ponad milion nowych samochodów osobowych. W stolicy Italii jednak zupełnie się tego nie odczuwa. Na jej ulicach zdecydowanie dominują pojazdy mocno już zaawansowane wiekowo. Na ogół małe, bardzo małe lub reprezentujące praktycznie nieznany u nas segment mikrosamochodów. W ciągu godziny naliczyłem w Rzymie więcej Smartów niż widuję ich przez cały rok w Polsce. Nie brakuje hybryd, wśród których najpopularniejsza wydaje się Toyota Yaris. Jest sporo aut elektrycznych, zwłaszcza "maluchów" w barwach firm, zajmujących się tzw. car-sharingiem, czyli użyczaniem samochodów na godziny. Nigdzie natomiast nie spotkałem choćby jednej ładowarki, umożliwiającej uzupełnienie energii w ich bateriach.

Motoryzacja po włosku

liczba zdjęć: 29

Mimo zimowej pory i relatywnie niskich temperatur wiele osób nie rezygnuje ze skuterów, często też zresztą o napędzie elektrycznym. I jeszcze jedno - podobno Europejczycy oszaleli na punkcie SUV-ów. Być może, ale na pewno nie dotyczy to stolicy Włoch. Tu należą one do rzadkości.

Reklama

Takie a nie inne wybory Rzymian wynikają ze zdrowego rozsądku. O ile bowiem ruch na ulicach trzeba uznać za zaskakująco umiarkowany, właściwie nigdzie na natknąłem się na klasyczny korek, to znalezienie kawałka wolnego miejsca do zaparkowania graniczy z cudem. Miejscowi kierowcy są mistrzami w wykorzystywaniu każdej, najmniejszej luki. Ćwiczą zresztą tę sztukę już na etapie nauki jazdy. Ze zdumieniem obserwowałem wysiłki kursantki, która pod okiem instruktora cierpliwie próbowała wpasować się pomiędzy dwa stojące jeden za drugim samochody. Czy nie obawiała się, że je uszkodzi? Cóż, zaryzykuję twierdzenie, że 9 na 10 aut, które widziałem w Rzymie, nosiło na sobie ślady spotkań z innymi pojazdami. Obcierki, przerysowane drzwi i błotniki, pęknięte zderzaki, mniejsze lub większe wgniecenia... Takimi drobiazgami nikt się tu najwyraźniej nie przejmuje. Trudno powiedzieć, czy wynika to z mentalności Włochów czy z... polityki firm ubezpieczeniowych. O desperacji kierowców, ale też o pobłażliwości służb porządkowych świadczy również liczba samochodów pozostawionych na przejściach dla pieszych.

W Polsce chce się "uspokajać" ruch w centrach dużych miast przez wprowadzanie słonych opłat za parkowanie. Władze Rzymu chyba o tej metodzie nie słyszały. Godzina postoju na ulicy w płatnych strefach kosztuje tu 1 euro, czyli kwotę jak na miejscowe realia śmiesznie niską. Za godzinę parkowania w garażu podziemnym niedaleko głównego dworca kolejowego, Roma Termini, trzeba zapłacić 2,10 euro, czyli równowartość około 9 zł. Od ósmej do dwudziestej czwartej godziny postoju obowiązuje opłata zryczałtowana w wysokości 19 euro. 

Zdjęcie

/
/

Alternatywą dla samochodów jest komunikacja publiczna. Rzym ma tylko dwie linie metra (trzecia jest dopiero w budowie). Kolejka funkcjonuje w miarę sprawnie, choć można mieć poważne zastrzeżenia do czystości stacji i stanu pociągów. Miejskie autobusy i tramwaje, w porównaniu do taboru, z którego dzięki unijnym dotacjom korzystamy obecnie w Polsce, są mocno przestarzałe. Co gorsza, na przystankach nie ma żadnych informacji o godzinach odjazdu czy choćby o częstotliwości kursowania.

Nie mogąc doczekać się na przyjazd miejskiego autobusu zdecydowaliśmy się ze znajomymi na taksówkę. W niedzielę za przejazd z dzielnicy San Lorenzo do Watykanu, to około 5-6 kilometrów, zapłaciliśmy 16 euro. Dokładnie według wskazań taksometru, choć taksówkarz trochę wzdragał się przed wydaniem reszty z 20 euro). Kwota do zniesienia, za to styl jazdy kierowcy... Tak na oko, według polskiego taryfikatora, zebrałby na wspomnianej trasie co najmniej 40 punktów karnych. Lekceważenie czerwonego światła, ignorowanie nakazów skrętu i oznakowań poziomych na jezdni, rozmowa przez telefon komórkowy... Działo się!

Zdjęcie

/
/

Według informacji na drzwiach taksówek, kurs na główne rzymskie lotnisko Fiumicino kosztuje zawsze 48 euro, a na lotnisko Ciampino, gdzie lądują samoloty tzw. tanich linii lotniczych - 30 euro. To jednak teoria. W praktyce trzeba ostro negocjować. Niektórzy taksówkarze wychodzą na przykład z założenia, że powyższa opłata obowiązuje tylko w przypadku dwójki pasażerów. Gdy jest ich czworo - podwaja się.

Po historycznym centrum Rzymu najlepiej poruszać się spacerem. Trzeba przyznać, że kierowcy zazwyczaj hamują przed przejściami dla pieszych. Przydatnym udogodnieniem są wyświetlacze, które pokazują, ile czasu, mierzonego w sekundach, mamy na przekroczenie jezdni.

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Autor:

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony