Wymienił kobietom żarówkę. W zamian trafił do sądu!

Hojna polityka prorodzinna i związane z tym wydatki sprawiają, że rządzący za wszelką cenę starają się "uszczelnić" system podatkowy. Problem w tym, że aktywne poszukiwanie pieniędzy przez organy administracji skarbowej przybiera absurdalne formy.

Zdjęcie

/INTERIA.PL
/INTERIA.PL

Przekonał się o tym pewien mechanik z Bartoszyc (warmińsko-mazurskie), który - w przypływie empatii - postanowił pomóc dwóm, sprawiającym wrażenie zagubionych, niewiastom.

Jak donosi "Fakt", sytuacja miała miejsce kilka dni temu. W listopadowy wieczór pod warsztat podjechać miała srebrna toyota avensis z uszkodzonym oświetleniem. Mimo że właściciel - 62-letni pan Władysław - wybierał się już do domu, dwóm podróżującym toyotą paniom udało się "uprosić" mężczyznę o pomoc.

Reklama

62-latek nie miał już czasu zajmować się samochodem (wybierał się do lekarza), poprosił więc o zajęcie się sprawą zatrudnionego w warsztacie mechanika (który również kończył już pracę). Nie wypadało zostawić kobiet w potrzebie - przestraszone panie przekonywały, że są "w trasie", a spalona żarówka nie tylko wpływa na pozom bezpieczeństwa, ale może też być powodem policyjnej kontroli...

35-letni mechanik, skruszony przejmującą opowieścią dwójki przejętych niewiast, zdecydował się pomóc im w potrzebie. Warsztat pana Władysława nie prowadzi sprzedaży części zamiennych, więc mężczyzna wymienił uszkodzoną żarówkę na własną. By nie być stratnym poprosił jedynie o rekompensatę w wysokości... 10 zł. Sęk w tym, że nie wystawił paragonu za ową żarówkę. Wówczas dwie, sprawiające wrażenie zagubionych, niewiasty odzyskały pewność siebie. Zamiast 10 zł wyciągnęły... legitymacje Urzędu Skarbowego i zaproponowały mandat w wysokości 500 zł! Mężczyzna - po konsultacji z szefem - mandatu nie przyjął. Sprawa trafiła więc do sądu.

Po czterech (!) rozprawach sędzia uznał mechanika winnym wykroczenia, ale nie zastosował wobec niego kary finansowej. Na takie zakończenie sprawy nie zgodziła się jednak Małgorzata Sipko - naczelnik Urzędu Skarbowego w Bartoszycach. Kobieta wniosła w tej sprawie apelację.

Jak czytamy w "Fakcie" naczelnik argumentuje, że mężczyzna wcale nie udzielił kobietom pomocy, bo "pomoc jest działaniem bezinteresownym", a mechanik przyjął przecież od kobiet wspomniane 10 zł (za własną żarówkę!). Lokalny sąd, po raz kolejny, zajmie się sprawą 20 listopada.

Ciekawe, czy gdyby mechanik nie przyjął od kobiet wspomnianej "dychy", kobiety nałożyłyby na siebie podatek od darowizny...

PS.

Po nagłośnieniu tej absurdalnej zmiany przez media, Urząd Skarbowy w Bartoszycach zmienił zdanie i postanowił wycofać z sądu złożoną apelację.

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony