Żaden kierowca nie zabija pieszych na przejściach z premedytacją

Gdy byłem mały wiedziałem, że zamierzając przejść na jezdnię zawsze muszę zatrzymać się na skraju chodnika, spojrzeć w lewo, potem w prawo i ponownie w lewo. Podkreślam: zawsze! Dopiero gdy zyskałem pewność, że nic mi nie zagraża, mogłem uczynić następny krok. Czy dzisiaj ktoś uczy dzieci podobnego zachowania? Podejrzewam, że jeżeli nawet, to nikt go później nie egzekwuje. A będzie jeszcze gorzej, nie tylko ze względu na nieporównanie większą niż w czasach mojego pacholęctwa liczbę samochodów na drogach.

Zdjęcie

Wypadków na przejściach jest zbyt wiele. Ale nie można całej odpowiedzilaności zrzucać na kierowców /MARIUSZ KAPALA / GAZETA LUBUSKA / POLSKA PRESS /East News
Wypadków na przejściach jest zbyt wiele. Ale nie można całej odpowiedzilaności zrzucać na kierowców
/MARIUSZ KAPALA / GAZETA LUBUSKA / POLSKA PRESS /East News

Niedawno obserwowałem idącą przede mną młodą mamę, która prowadziła za rękę kilkuletniego syna. Na każde przejście dla pieszych wkraczała w chwili, gdy paliło się jeszcze czerwone światło. Jak się zorientowałem, czyniła to w wtedy, gdy na sygnalizatorze dla kierowców pojawiało się pomarańczowe. Najwyraźniej uznawała, że jest wtedy już bezpieczna.

Scena ta przypomniała mi się podczas lektury omówienia sejmowego expose nowego-starego szefa rady ministrów. "Nie może być tak, że przejście dla pieszych jest dla nich skrajnie niebezpieczne. Wprowadzimy pierwszeństwo dla pieszych zbliżających się do niego" - obiecał uroczyście premier Mateusz Morawiecki. Przy okazji nawiązał też do niedawnego wyroku sądu, który uniewinnił dziennikarza Piotra Najsztuba, oskarżonego o potrącenie pieszej na przejściu. "Nie może być tak, że sądy uważają za winną starszą prawie osiemdziesięcioletnią panią, bo niby wtargnęła na pasy" - stwierdził.   

Reklama

Czy zmiana przepisów cokolwiek da, poza wsadzeniem do więzień stu, dwustu czy trzystu "drogowych zabójców"?

Przede wszystkim zakładam jako oczywistą oczywistość, że żaden z kierowców nie zabija pieszych na przejściach z premedytacją, jak również żaden z piechurów nie wkracza na "zebrę" z zamiarem, by na niej umrzeć. Mamy do czynienia z nieszczęśliwymi wypadkami. Zmiana przepisów w duchu zapowiadanym przez premiera spowoduje, że piesi poczują się na przejściach oraz w ich okolicach jeszcze pewniej i bezpieczniej niż dotychczas, przez co staną się mniej rozważni. Kierowcy, aby mieć pewność, że nie dojdzie do tragedii i jako jej sprawcy ("nie może być tak, że sądy..." itd.) nie trafią za kraty, będą musieli zwalniać przed pasami do prędkości, pozwalającej zatrzymać samochód na dystansie, powiedzmy, jednego metra. Czyli praktycznie niemal do zera. Zwykła ostrożność i przezorność już bowiem nie wystarczy.

O krok od tragedii

Nigdy przecież nie będą mieli gwarancji, że ni stąd ni zowąd zza krzaków nie wyskoczy im przed maskę na przejściu jakiś małolat ze słuchawkami na uszach lub spokojnie maszerująca chodnikiem staruszka nie przypomni sobie nagle, że powinna kupić chleb w piekarni po drugiej stronie ulicy. A skoro ma być zniesione pojęcie nagłego wtargnięcia na jezdnię...

Cytat

Pamiętaj, by zbliżając się do skraja jezdni zawsze spojrzeć w lewo, następnie w prawo i znowu w lewo - obojętnie, czy stoisz przed przejściem dla pieszych czy nie. Zastanowić się, czy jesteś dobrze widoczny. I czy nadjeżdżający samochód na pewno zahamuje, gdy zaczniesz egzekwować swoje prawo pierwszeństwa.

Czy zmiana przepisów spowoduje, że wszyscy kierowcy zaczną postępować w opisany wyżej, zresztą prowadzący do absurdu sposób? Oczywiście, że nie. Mimo srogości grożących im kar nadal będą tacy, którzy nie zauważą, że zbliżają się do przejścia dla pieszych. Tacy, których uwagę od drogi odwróci wiadomość przysłana na telefon komórkowy przez ukochaną. Tacy, którym jakoś umknie informacja o zaostrzeniu prawa. Tacy, którzy wsiądą za kierownicę po pijanemu lub pod wpływem narkotyków. Tacy, którzy niezależnie od okoliczności uwielbiają mocno przycisnąć pedał gazu. Tacy, którym zawsze się spieszy, więc zwykli omijać pojazdy zatrzymujące się przed pasami. Takie jest bowiem życie.

O krok od tragedii... /poboczem.pl

Ucieszyła cię zapowiedź premiera? Twoja sprawa, ale pamiętaj, by zbliżając się do skraja jezdni zawsze spojrzeć w lewo, następnie w prawo i znowu w lewo - obojętnie, czy stoisz przed przejściem dla pieszych czy nie. Zastanowić się, czy jesteś dobrze widoczny. I czy nadjeżdżający samochód na pewno zahamuje, gdy zaczniesz egzekwować swoje prawo pierwszeństwa.

A tak nawiasem mówiąc... Pod kołami aut na "zebrach" ginie w Polsce co roku nieco ponad 200 osób. Wielokrotnie więcej umiera na zawał, udar mózgu, powikłania cukrzycowe, popełnia samobójstwo, topi się. O nich jednak Mateusz Morawiecki w swoim sejmowym wystąpieniu nie wspomniał ani słowem.

Autorem tekstu jest czytelnik o pseudonimie CLACKSON. Jeżeli chcesz przeczytać więcej jego tekstów, kliknij w poniższy avatar.

Także i ty możesz podzielić się tutaj swoimi przemyśleniami.  Szczegóły TUTAJ.   

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony