Zakazane reklamy...

Piątek, 5 marca (00:24)

Trójka dorosłego rodzeństwa wybiera się do rodziców, by świętować 30. rocznicę ich ślubu. Jadą oddzielnie, każde za kierownicą nowej toyoty yaris, różnych wersji tego modelu. Kiedy siostry przybywają na miejsce, ku swemu zdumieniu zostają przywitane przez brata. Chociaż, zajęty pracą w warsztacie, wyruszył najpóźniej, dotarł na miejsce przed nimi. Ba, po drodze zdążył jeszcze kupić okolicznościowy torcik. Historyjka dość banalna, tym bardziej dziwi, że australijski urząd do spraw etyki w reklamie zakazał emisji opowiadającego ją telewizyjnego spotu. Dlaczego?

Zdjęcie

/
/

Nie, nie z obawy przed reakcją feministek, które mogłyby uznać filmik za kolejny przejaw męskiej dominacji. Facet nie dość, że okazał się szybszy od kobiet, to bardziej kochający, bowiem tylko on pamiętał o słodkim prezencie. Recenzenci z antypodów zażądali wprowadzenia zmian w scenariuszu twierdząc, że obecny promuje... niebezpieczną jazdę. Kierowca białej toyoty (zgadnijcie, która to wersja japońskiego bestsellera) rusza zbyt dynamicznie, a później, co sugerują następne kadry, przekracza dopuszczalną prędkość.

Toyota Yaris. Historyjka dość banalna...

Australijscy stróże nie są bynajmniej pionierami. Historia marketingu zna więcej takich przypadków w odniesieniu do branży motoryzacyjnej. Niektóre z reklam nie trafiły oficjalnie do obiegu, bo zostały uznane za zbyt drastyczne w przekazie, inne z powodu zbyt jednoznacznych podtekstów erotycznych (niekiedy w wersji LGBT), czy pod zarzutem dyskryminacji niektórych grup społecznych.

Reklama

Renault Twingo i dwie dziewczyny...

Tu szczególnie zapada w pamięć reklama mercedesa E-klasy z blondynką, która usiłuje zamówić w bibliotece frytki, hamburgera i milkshake. Scenka, kończąca się hasłem: "Uroda nie idzie w parze z rozumem", jest oczywiście głęboko krzywdząca, ale spróbujcie, oglądając ją, powstrzymać się od śmiechu. To samo z filmikiem, pokazującym dwóch mężczyzn, którzy stojąc przy pisuarach chwalą zalety nowego dodge'a. Tylko czy naprawdę chodzi im o samochód?

W ubiegłym roku "zieloni" w Wielkiej Brytanii prowadzili kampanię, której celem było wprowadzenie całkowitego zakazu reklamowania wielkich SUV-ów, jako pojazdów szczególnie paliwożernych i szkodliwych dla środowiska naturalnego.

Tamtejszy oddział Toyoty miał też problemy z reklamą yarisa. W 2014 r. cenzorzy zakazali rozpowszechniania spotu z grupką rozśpiewanych i rozbawionych młodych ludzi, jadących yarisem ówcześnie oferowanej generacji. Uznali, że takie zachowanie powiela wśród zmotoryzowanych niewłaściwe wzorce.            

Tę reklamę uznano za powielającą wśród zmotoryzowanych niewłaściwe wzorce

Wróćmy do Australii. Z ostatnich doniesień wynika, że Toyota zaprotestowała przeciwko decyzji miejscowego Advertising Standards Bureau, które ostatecznie wycofało się z zarzutu o promowanie łamania limitów prędkości, lecz podtrzymało swoje stanowisko odnośnie zachęcania do nieostrożnej jazdy (chodzi zapewne o ten obłok pyłu za sportową "jariską", startującą spod warsztatu).

Czy słusznie? Świat reklamy rządzi się przecież swoimi prawami. Te proszki do prania, przywracające śnieżną biel koszulkom sportowców, utytłanym w trawie i błocie... Te cudowne paraleki, które natychmiast po zażyciu uwalniają cierpiących od wszelkich dolegliwości...

W spotach, których bohaterami są samochody, bardzo często oglądamy szczęśliwe rodziny, które wsiadają do swoich lśniących aut, by wyruszyć na beztroską przejażdżkę wijącą się wzdłuż brzegu morza gładką szosą. W miastach ulice są zawsze czyste i puste, samochody wyglądają, jakby wyjechały wprost z salonów autodetailingu i wzbudzają zachwyt przechodniów. Podobnie nieskazitelnie prezentują się użytkownicy owych nieskazitelnych pojazdów - piękne, zadbane kobiety i eleganccy mężczyźni. Być może takie reklamy nie skłaniają do brawury na drodze, ale bezczelnie zakłamują rzeczywistość...  

Pięć zakazanych reklam...

    

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl