Zbawienna rola "brameczek"

Zastanawialiście się kiedyś, po co komu bramki na autostradzie A4 między Katowicami i Krakowem? Ilekroć zmuszeni byliśmy do płacenia za przejazd czymś, co za Gierka nazwano by "wyrobem autostradopodobnym" lub "autostradą zastępczą" zachodziliśmy w głowę, kto wpadł na pomysł instalowania punktu poboru opłat na drodze, której jakość i przepustowość niewiele odbiega od drogi gminnej?

Zdjęcie

    /Policja
   
/Policja
To, że sens tego typu rozwiązania widzi koncesjonariusz odcinka - wielbiona przez kierowców firma Stalexport - jest dla nas jasne. Pytanie tylko, jaką korzyść mają z bramek zwykli obywatele?

Problem rozpatrywać można chyba tylko przez pryzmat bezpieczeństwa. Jak wynika z policyjnych raportów za większość wypadków odpowiada kierowca, który "nie dostosował prędkości do warunków panujących na drodze". Oczywiście nikt nie wskazuje na winę państwa, które nie dostosowało drogi do warunków panujących na świecie, ale w takim przypadki rola bramek jest trudna do przecenienia. Wymuszają one bowiem egzekwowanie jedynej absolutnie bezpiecznej prędkości 0 km/h, dzięki czemu przyczyniają się zapewne do zmniejszenia liczby ofiar śmiertelnych na drogach...

Reklama

Okazuje się jednak, że znienawidzone przez kierowców bramki można czasami wykorzystać w przyjazny dla społeczeństwa sposób. Wczoraj udowodnili to np. policjanci z komendy stołecznej, którzy właśnie "na brameczkach" dokonali zatrzymania groźnego przestępcy. Zadanie nie było wcale łatwe, bowiem oskarżony o udział w zorganizowanej grupie przestępczej, porwania i wymuszenia, poszukiwany trzema listami gończymi Piotr M. przez kilka lat skutecznie wywijał się policji. Zmieniał wygląd, samochody, miejsca pobytu i telefony. Funkcjonariuszom udało się go jednak namierzyć, gdy przemieszczał się samochodem na zachodnich tablicach rejestracyjnych.

Zatrzymania dokonano na "brameczkach", gdzie drogę odcięły przestępcy nieoznakowane policyjne radiowozy. O tym, w jak trudnej sytuacji znalazł się osaczony kierowca wie każdy, komu chociaż raz zdarzyło się na A4 zapomnieć drobnych... Sforsowanie betonowych zagród i szlabanu bez pomocy T72 z góry skazane jest na niepowodzenie, podobnie zresztą, jak wszelkie próby cofania. Delikwentowi nie pozostało wiec nic innego, jak poddać się bez walki.

Groźnemu kryminaliście grozi kara do 12 lat pozbawienia wolności. Niestety, nie udało nam się ustalić, czy do zatrzymania doszło przed wjazdem na płatny odcinek A4, czy też może w chwili opuszczania prze kierowcę autostrady. Coś nam jednak podpowiada, że bardziej prawdopodobna jest ta druga ewentualność. Jakoś trudno nam uwierzyć w to, by przedstawiciele Stalexportu zrezygnowali z możliwości "skasowania" przestępcy na 8 złotych... Zwłaszcza że ten ostatni nie przejedzie już tą drogą przez następnych parę lat.

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony