Zima, czyli proste czerpanie przyjemności z "latania bokiem"

Piątek, 12 marca (09:19)

Co prawda nie zmieniamy jeszcze opon na letnie, ale mrozy i śniegi już raczej do Polski nie wrócą. Większość kierowców żegna odchodzącą zimę z ulgą, chociaż zapewne są i tacy, którzy będą za nią tęsknić. Minione miesiące dostarczyły im bowiem niespodziewanych rozrywek...

Zdjęcie

/
/
Dlaczego jazda po śniegu jest niebezpieczna?

Zima to najtrudniejszy okres dla kierowców. Śliska nawierzchnia i ograniczona widoczność sprawiają, że prowadzenie samochodu staje się, niezwykle wyczerpującym, zadaniem wymagającym pełnej koncentracji. czytaj więcej

Sobiesław Zasada zachęcał niegdyś do ćwiczenia kontrolowanych poślizgów na ustronnych placykach. Dzisiaj za taki trening można zapłacić mandat, co jednak nie odstrasza domorosłych kandydatów na mistrzów driftingu, zbierających się na pustych parkingach przy zamkniętych z powodu pandemii centrach handlowych. Włodarze jednej z miejscowości postanowili rzecz ucywilizować i znaleźli miejsce, gdzie można było owym zajęciom oddawać się zupełnie legalnie. Występujący przed kamerą telewizji burmistrz chwalił się, że dzięki jego inicjatywie na drogach zrobi się bezpieczniej, aczkolwiek obserwacja widocznych za nim samochodów i wyczynów siedzących za ich kierownicami dżentelmenów kazała powątpiewać, czy ma rację. Tu nie chodziło o żadne doskonalenie umiejętności bezpiecznej jazdy, lecz o proste czerpanie przyjemności z "latania bokiem".

Zmotoryzowani miłośnicy sportów ekstremalnych śmigali po pokrytych lodem zbiornikach wodnych. Nie zawsze ze szczęśliwym finałem. 12 lutego 56-letni mieszkaniec Gdyni wjechał Land Roverem Discovery na zamarznięte Jezioro Choczewskie w województwie pomorskim. Niestety, lód nie wytrzymał tej próby i ciężki SUV poszedł na dno. Mężczyźnie udało się wydostać z tonącego auta i uratować życie.

Reklama

Do podobnego zdarzenia doszło na rozlewisku rzeki w Łowiczu. Z kolei w Wyszkowie operator miejskiego monitoringu zauważył samochód, który wjechał na skuty lodem Bug. Nie zważając, że na jego tafli znajdują się piesi, w tym dzieci, których obecność w tym miejscu też zresztą musi budzić zdziwienie.

Staropolską tradycją jest organizacja kuligów. Błękitne niebo, śnieżnobiały śnieg, para buchająca z pysków rozpędzonych koni, obwieszone dzwonkami sanie, rumiane twarze rozochoconych panien i kawalerów... Widoczek niczym z obrazu pędzla Kossaka. Współcześnie wygląda to jednak trochę inaczej. Idziemy z duchem czasu. Konne zaprzęgi zostały zastąpione przez samochody lub ciągniki rolnicze. Sanie i sanki przez... byle co. Na przykład stare opony lub plastikowe worki wypełnione słomą. Co się nie zmieniło? Ułańska fantazja, przyćmiewająca zdrowy rozsądek i poczucie odpowiedzialności, oraz zwyczaj, zgodnie z którym uczestnicy zabawy (przynajmniej ci dorośli), włączywszy samych "woźniców", rozgrzewają się alkoholem. Skutki bywają tragiczne. O wiele gorsze niż 500 zł mandatu i 6 punktów karnych za złamanie przepisu Prawa o ruchu drogowym, który (art 60.1.4) wyraźnie zabrania "ciągnięcia za pojazdem osoby na nartach, sankach, wrotkach lub innym podobnym urządzeniu".

Stare diesle uratowały Warszawę. Ale już niedługo!

W czasie ubiegłorocznego Krajowego Forum Miejskiego Ministerstwo Klimatu i Środowiska przedstawiło strategię dotyczącą ekologicznego rozwoju gmin. Jeden z jej punktów zakłada, że do 2030 roku z centrów miastach liczących powyżej 100 tys. mieszkańców znikną wszystkie spalinowe pojazdy transportu... czytaj więcej

W styczniu w elbląskim szpitalu zmarła piętnastoletnia dziewczyna, która uczestniczyła w takim właśnie kuligu w miejscowości Adamowo. Kierowca Renault Trafic ciągnął trzy worki foliowe. Na każdym z nich siedziały po dwie osoby. Na jednym z zakrętów ostatnia para wypadła z drogi i uderzyła w drzewo...

Naszym zdaniem, wszystkich miłośników zimowych zmotoryzowanych rozrywek przebija sfilmowany na jednej z ulic w centrum Poznania mężczyzna, jadący na nartach za quadem, z którym łączyła go lina. Nagranie trafiło do Internetu, narciarza zaczęła poszukiwać policja. Nie wiemy, czy go znalazła. Nie znamy też stanu trzeźwości uchwyconego przez samochodową kamerkę śmiałka. W razie czego wskazujemy jednak pewną okoliczność łagodzącą. Otóż zauważmy, że ma on na sobie odblaskowy kombinezon, co powinno stanowić wzór do naśladowania dla wszystkich pieszych uczestników ruchu drogowego.   

Poznań Zawady, narciarz za quadem

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl